http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Precz z kontrolą

Jakub Janiszewski
27.09.2011 , aktualizacja: 22.09.2011 14:42
A A A Drukuj
Kontaktujemy się z policją cały czas, ale o tym nawet nie wiemy. To we mnie budzi grozę i chciałabym wyjść na ulicę w tej sprawie protestować. Ale pozbyłam się już złudzeń, że ludzie za mną pójdą - rozmowa z Katarzyną Szymielewicz z fundacji Panoptykon
Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja
Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon
Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon
Fot. Bartosz Bobkowski
Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon
Rozumiem, że chcesz wywołać rewolucję 'pojęciem retencji danych telekomunikacyjnych'. To ma ludzi porwać, wyprowadzić na ulice?

Nie. Pozbyłam się już złudzeń w tym zakresie. Chociaż nadal uważam, że to, co dzieje się z tą sprawą w Polsce, jest porażające. Informacje o naszych połączeniach telefonicznych są dostępne dla rozmaitych służb w celach prewencyjnych. Ślady, które zostawiamy w internecie - a jest ich ponad 60 rodzajów - też nie są dobrze strzeżone. Korzystając z nowych technologii, jesteśmy w Polsce bardziej na widelcu służb niż w wielu innych krajach. Można by nawet powiedzieć, że kontaktujemy się z policją niemal cały czas, ale o tym w ogóle nie wiemy. I to we mnie budzi grozę, i ja na ulicę bym w tej sprawie wyszła. Tyle że ja w tym siedzę od dawna, a sprawa jest skomplikowana. Próbujemy więc pokazywać na konkretnych przykładach, że problem istnieje i naprawdę dotyczy nas wszystkich.

Pokazałaś to na przykładzie warszawskiej karty miejskiej i co? Wcale nie ruszyło. A sprawa była podobna, bo ZTM zgromadził na spersonalizowanej karcie miejskiej razem z zakodowanym biletem miesięcznym masę danych na temat pasażerów, chociaż nie wiadomo po co.

Ale w zestawieniu z retencją danych to jednak o wiele prostsze zjawisko. Poza tym wcale nie mam poczucia, że ten temat nie chwycił. Wystarczy spojrzeć na statystyki naszej strony internetowej - najpopularniejszym tekstem okazał się ten na temat podwyżek cen biletów i tego, jak zmiany w ofercie komunikacji miejskiej negatywnie wpływają na ochronę prywatności. Ludzi to ciekawi.

ZTM dalej gromadzi dane na karcie miejskiej. Przegrałaś.

Radni PO powiedzieli nam wprost, że nie ma opcji, żeby zakwestionowali coś, co zarządziła pani prezydent. Po raz pierwszy wtedy zetknęłam się z polityką w jej najbardziej brutalnym wydaniu. Jaka prywatność? Jakie prawa człowieka? Najgorsze było to, że oni się ze swoim cynizmem w ogóle nie kryli. Dla porównania: w Parlamencie Europejskim nie ma takiego stylu, przynajmniej tamtejsza fasada jest lepsza.

Za ładną fasadę jeszcze trudniej się dostać.

Ale przynajmniej jest się czego czepić - skoro jako polityk twierdzisz, że respektujesz prawa człowieka, to można twoje ugrupowanie rozliczać z ich poszanowania. Ale jeżeli mówisz: 'Chromolę, taka jest nasza realpolitik i jej będziemy się trzymać', to ja się staję bezradna - nie mam już co odpowiedzieć.

Więc lekceważenie praw człowieka w Polsce jest gołe.

Tak mi się wydaje. Ale dlaczego tak jest? Być może polscy wyborcy nie oczekują, że w demokratycznym państwie powinno być inaczej?

A oczekują? W przypadku ZTM występowałaś w interesie konsumentów, bo to były karty dla nich. A oni mieli to gdzieś. Kupili te karty i nie patrzyli, co o nich ZTM będzie wiedział. Nie protestowali.

Ktoś tam jednak protestował, choć niezbyt licznie. Ale w tym wypadku my też nie spodziewaliśmy się rewolucji. Ja nie mam wątpliwości, że ludzie na ulice nie wyjdą w obronie prawa do prywatności.

To co ci pozostaje? Bycie technokratką, która uciera się z politykami w zaciszach ich gabinetów?

Panoptykon powstał z poczucia braku debaty na temat nowoczesnych form władzy nad społeczeństwem. Tu jest goła ziemia. Rozumiem, oczywiście, skąd bierze się ten brak refleksji. Ja też kiedyś myślałam, że jest już bardzo dobrze, bo mamy demokrację i wolny rynek. Jednak przyszedł moment, w którym poczułam, że moja wolność jest pozorna i ciągle ktoś mną manipuluje. Przez większą część życia tkwiłam w strachu przed bezrobociem, w przeświadczeniu, że muszę się dostosować, działać w zgodzie z oczekiwaniami, bo rynek jest przecież trudny, z rynkiem trzeba się dogadać. Iść na rynkowe studia, karierę robić. Tylko że to nie było moje, to było narzucone. Teraz się zastanawiam, ilu ludzi wokół czuje coś podobnego.

A więc zostałaś prawniczką ze strachu przed bezrobociem, a Panoptykon założyłaś z żalu, że zostałaś prawniczką?

Założyłam Panoptykon z buntu przeciw systemowi, który mnie przerobił na produkt neoliberalizmu. Myślałam wówczas: jestem człowiekiem, który musi brać sprawy w swoje ręce; to może każdy, nie ma systemowych ograniczeń. Nie chodzi o to, czego się chce, chodzi o to, co się powinno. A powinno się pracować, pracować, pracować. Z tej pracy realizacji marzeń raczej nie będzie, ale przecież nie po to ona jest. Jest po to, żeby nie było źle. Pracuje się, żeby mieć pracę i żeby rodzice nie musieli dawać kasy. Bo musisz dawać sobie radę.

I tę krzywdę zrobił ci tak zwany świat.

Tu zupełnie nie chodzi o szukanie winnego. Chodzi o zrozumienie, że w tym obrazie nie zawiera się cała rzeczywistość.

Ja w całej swojej młodzieńczej, licealnej i studenckiej edukacji nie napotkałam niczego, co byłoby kontrapunktem dla takiego sposobu myślenia. A gdy wreszcie to spotkałam, poniekąd przypadkiem, wściekłam się i zaczęłam budować Panoptykon - jako formę i narzędzie dla swojego sprzeciwu.

Trochę mnie to jednak zastanawia, że te twoje piątki na prawie były takie wymęczone i z przymusu. Rzuciłabyś to, gdyby cię nie kręciło ani trochę.

Podziel się