Cztery lata temu na naszym rynku wydawniczym pojawiła się książka podręcznik Elizabeth Austin i Leslie Whitaker 'Grzeczne dziewczynki nie negocjują'. Czego? Właśnie wynagrodzenia. Autorkami są dwie Amerykanki, czyli w Stanach jest podobnie jak u nas - kobiety nie potrafią rozmawiać o wysokości swojego wynagrodzenia? Jeśli rozmawiamy w kategoriach płci biologicznej, to z pewną niechęcią muszę przyznać rację amerykańskim autorkom. Jak przeniesiemy się na poziom tzw. płci psychologicznej, to sprawa przestaje być tak oczywista. Wtedy będziemy mówić o kobiecych kobietach, męskich kobietach, męskich mężczyznach i kobiecych mężczyznach oraz osobach androginicznych, u których cechy męskie i kobiece występują w porównywalnym stopniu niezależnie od płci biologicznej. Autorką tego podziału jest Sandra Bem, która uważa, że nie tylko biologia, ale również kultura określa naszą płeć. Z koncepcji Bem wynika, że osoby, które ukształtowały swój obraz zgodnie ze społecznymi definicjami męskości i kobiecości, mają skłonność do zachowań zgodnych z tymi normami, a unikania tych, które pozostają z nimi w sprzeczności.
To kobieca kobieta będzie grzeczną dziewczynką? Będzie ugodowa, empatyczna. Będzie unikała jak ognia rywalizacji i konfrontacji. Męski mężczyzna - odwrotnie. W tej perspektywie po jednej stronie barykady nieumiejętności negocjacyjnych stoją zarówno kobiece kobiety, jak i kobiecy mężczyźni.
A może 'winne' jest wychowywanie dziewczynek, by były miłymi, łagodnymi, ukrywającymi swoje potrzeby istotkami? Zgadza się. To kwestia kultury, tradycyjnego sposobu wychowywania dziewczynek, a nie biologii. W Polsce kobiety rządziły tylko wtedy, gdy ich mężczyźni zajęci byli ważniejszymi sprawami - powstaniami, wojnami, spiskami. Wtedy okazywało się, że oprócz mówienia po francusku,
gry na fortepianie, haftowania i zabawiania gości potrafią coś więcej. Są zdolne zarządzać włościami, zadbać o byt rodziny, robić interesy. Te kwalifikacje z reguły traciły na znaczeniu, gdy mężczyźni wracali do domu. O stuprocentową kobietę trzeba zadbać, wytyczyć jej szlaki. W tradycyjnym ujęciu stuprocentowa kobieta jest delikatna i krucha również mentalnie, dlatego ma podążać za mężczyzną, gdy ten tylko pojawi się na horyzoncie. Sądzę, że my, baby, mamy potencjał do dbania o swoje, ale patrzymy na niego z niedowierzaniem lub wolimy nie obnosić się z nim, bo niby skąd powiedzenie 'mężczyzna głową domu, kobieta szyją'?
Czyli mężczyźni generalnie są 'niegrzeczni'? Znów kultura! Mężczyzna przygotowywany jest do eksperymentowania, zdobywania, walki. Działa zadaniowo - liczy się cel, działanie, efekt, a jak komuś po drodze nadepnie na odcisk, mówi się 'trudno'. Kobiety też lubią osiągać sukcesy, ale w sytuacjach trudnych nad realizację celu przedkładają często dobre relacje. Rachunek jest taki: mężczyźni na ogół mają większe apanaże, ale i więcej wrogów, kobiety zadowalają się mniejszym zyskiem, za to jakby zdeklarowanych wrogów w ich otoczeniu mniej.
Więcej tych 'niegrzecznych' jest w moim pokoleniu, czyli rocznik mniej więcej sześćdziesiąty, czy w tym obecnie robiącym kariery - wśród dwudziestoparolatków? A może to nie ma nic wspólnego z wiekiem czy doświadczeniem życiowym? To nie kwestia wieku, ale właśnie zmian kulturowych, nowych wzorców, zmiany w podejściu do wychowania
dzieci.
Osadzając sprawę w kontekście polskim - trochę jednak zawdzięczamy poprzedniej epoce. Kobiety na traktorach przetarły ścieżki i utworzyły w masowej wyobraźni miejsce dla kobiet łamiących konwencje. Zaryzykuję tezę, że w sensie społecznym przysłużyły się nam bardziej niż Maria Skłodowska-Curie, która przez swój niedościgły geniusz jest raczej postacią wyjątkową i ekskluzywną, a przez to trudno się z nią identyfikować. Uczymy się dostrzegać swoje możliwości, coraz częściej chcemy być zdobywcami jak mężczyźni i nie wstydzimy się tego. Globalny, różnorodny świat na wyciągnięcie ręki daje nam, kobietom, coraz więcej możliwości, gdy je zaczynamy dostrzegać. Rośnie też nasza odwaga w podążaniu za marzeniami, ambicjami. Oby się tylko w tym nie pogubić. Bo przynajmniej część z nas chce być tak silna jak mężczyźni i tak adorowana jak w XIX-wiecznych romansach, a to trudno pogodzić.
Wyobraźmy sobie, że przed drzwiami gabinetu szefa stoją kobieta i mężczyzna. Oboje idą na pierwszą rozmowę o warunkach pracy i, co najtrudniejsze, o pensji. Jak zachowa się kobieta? A jak mężczyzna? Kobieta prosi, mężczyzna ma wymagania. Resztę proszę sobie wyobrazić. Badania, w których analizowano różnice w sposobie negocjacji warunków pracy i płacy pomiędzy płciami w sensie biologicznym, wskazują, że kobiety rzadziej same inicjują takie rozmowy, mają mniej pozytywny stosunek do negocjacji jako takich niż mężczyźni, mają mniejsze oczekiwania. Uważają, że nie zasługują w takim samym stopniu jak mężczyźni na wyższą pensję, lub przywiązują mniejszą wagę do jej wysokości niż do takich aspektów pracy jak relacje międzyludzkie, stabilność zatrudnienia, gwarancje socjalne.
Naprawdę jest tak, że kobieta musi pokonywać jakieś wewnętrzne blokady, które powodują, że trzyma buzię na kłódkę? Raczej nie dyskutuje, tylko słucha, częściej się zgadza i przytakuje? Sądzę, że dla wielu kobiet taka rozmowa jest trudniejsza niż dla mężczyzn. Ale pamiętajmy, czasy się zmieniają i coraz więcej jest dynamicznych i przebojowych kobiet, które w tej kwestii nie ustępują mężczyznom.
Które z nich lepiej ocenia swoje możliwości i kompetencje? Kobiety, tak się przyjęło, nie ryzykują przedstawienia siebie w lepszym świetle niż panowie. Odpowiadają szczerze. Mężczyźni przeszacowują swoje kompetencje, natomiast kobiety mają problem z syndromem realizmu depresyjnego, z reguły oceniają się ciut gorzej, niż wynikałoby to z ich rzeczywistych kompetencji, ponieważ kalkulują, że może zdarzyć się coś, z czym sobie nie poradzą.
Kto ma większe wyrzuty sumienia, gdy mówi 'nie', bo propozycja jest niesatysfakcjonująca? Tego nie wiem.
A przecież lubimy się poświęcać. Rezygnować z czegoś, bo chcemy spokoju, harmonii? To pewnie trudniej powiedzieć 'nie'.