Tuczyńska w poznańskiej firmie "Szkoleniowiec" organizuje szkolenia dla osób, które chcą założyć żłobek, klubik malucha albo zostać dziennymi opiekunami. Pozwala na to nowa ustawa żłobkowa.
Justyna Suchecka: - "Zostań wykwalifikowanym opiekunem dziecięcym" - zachęcacie do udziału w szkoleniach. Zgłasza się dużo chętnych? Monika Tuczyńska: - Niestety nie. Myśleliśmy, że zainteresowanie będzie ogromne - tymczasem jest znikome. Mało kto wie, na czym właściwie polega zmiana ustawy. Ostatnio próbowałam podpytać o to moje koleżanki, które są albo będą matkami. Nie miały zielonego pojęcia o tym, że istnieje ktoś taki jak opiekun dzienny albo że mogłyby wysłać
dziecko do specjalnego klubiku.
To wyjaśnijmy: na czym polega rewolucja w żłobkach? - Żłobki w końcu przestały być zakładami opieki zdrowotnej. To już nie muszą być miejsca przypominające szpital - a takie oglądamy na zdjęciach z dzieciństwa. Dotąd normy sanitarne, które trzeba było spełnić by otworzyć żłobek były bardzo restrykcyjne. Teraz wystarczy mieć dwa pomieszczenia. W jednym dziecko będzie się bawić, w drugim - wypoczywać i jeść posiłki. Przy odpowiednim metrażu wystarczą do tego dwa pokoje w bloku. Warunki mają być zbliżone do domowych, a nie cieplarnianych. Zapomnijmy już o paniach w szpitalnych fartuchach, które u maluchów, ale i u rodziców mogą budzić lęk. Nowa ustawa to też klubiki malucha i opiekunowie dzienni.
Opiekun, czyli właściwie kto? Legalnie zatrudniona niania? - To osoba, która może po prostu w domu opiekować się kilkorgiem dzieci. A jeżeli nie ma do tego odpowiednich warunków w swoim domu, to w znalezieniu lokalu może jej pomóc gmina. Taki opiekun musi odbyć 160-godzinny kurs. Położne, pielęgniarki czy osoby z wykształceniem pedagogicznym (np. nauczyciele wychowania przedszkolnego czy wczesnoszkolnego) potrzebują już tylko 40 godzin zajęć.
Dzienny opiekun podpisuje umowę z gminą, która opłaca mu ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej i składki na ubezpieczenie społeczne. Rodzice płacą za opiekę nad dzieckiem i wyżywienie - te pieniądze idą do
budżetu gminy, a ta płaci opiekunowi.
W praktyce może to wyglądać tak: skrzykuje się kilka znajomych matek, jedna z nich idzie na kurs. Zysk jest taki, że można oddać dziecko pod opiekę komuś znajomemu, ale od teraz dodatkowo przygotowanemu do pracy z dziećmi.
Ale czy łatwiej zaufać takiemu opiekunowi, niż pracownikom tradycyjnego żłobka, którzy mają wieloletnie doświadczenie? - Wysłanie malutkiego dziecka do żłobka jest dla rodziców zawsze wielkim stresem. Boją się, jak dziecko będzie się czuło wśród obcych. Opiekun dzienny ma te obawy zmniejszać, choćby przez to, że grupa, którą się zajmie jest naprawdę mała. Jeśli wśród jego podopiecznych jest dziecko niepełnosprawne lub poniżej pierwszego roku życia, to opiekun może zajmować się tylko trójką maluchów. W założeniu ma się nimi opiekować tak jak to by się działo w normalnej, ciut większej rodzinie. Maksymalnie pod jego skrzydłami może przebywać piątka dzieci.
A klubik malucha - co to takiego? W klubie dziecko można zostawić na maksymalnie 5 godzin. Nie ma tam obowiązku żywienia dzieci. To trochę taka poczekalnia. Szansa dla rodziców, by mieli chwilę czasu dla siebie lub rozwiązanie dla matek, które pracują na pół etatu albo w domu. Do klubiku rodzic może przyjść z dzieckiem. Możemy też wykupić wstęp na miesiąc. Ale można też zapłacić za jednorazowe wejście na dzień. Tylko trzeba pamiętać, że liczba miejsc jest ograniczona, dlatego jeśli ktoś ma już w klubiku komplet, takiego dziecka przyprowadzonego z doskoku już nie przyjmie. I co najważniejsze, dziecko, które chcemy zostawić w klubie musi mieć już ukończony rok.
Jak wyglądają szkolenia w pani firmie? Czego się na nich nauczymy? - Pokazujemy w jaki sposób pielęgnować malucha, bawić się z nim, uczyć reakcji w codziennych sytuacjach. Uczymy jak przebiega
rozwój dziecka w okresie wczesnego dzieciństwa, jak rozpoznawać jego potrzeby, kładziemy też duży nacisk na zdobywanie umiejętności z zakresu medycyny ratunkowej. Wiedzę teoretyczną kursant uzupełnia w trakcie 30 godzin praktyk zawodowych. Ma być po prostu dobrze przeszkoloną mamą.
- Kto może zostać opiekunem czy założyć żłobek? Każdy? Kto - pani zdaniem - powinien skorzystać z tej zmiany? - Opiekunem nie może być osoba skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne, pozbawiona praw rodzicielskich, a w przypadku nałożenia na nią obowiązku alimentacyjnego, musi go wypełniać. Poza tym nie ma ograniczeń.
Moim zdaniem to świetna szansa na znalezienie pracy dla kilku grup. Dla kobiet z grupy 45 plus, które często padają ofiarami dyskryminacji na rynku pracy. Dla niani, które dotąd pracowały na czarno, a teraz mogłyby nie tylko poszerzyć kompetencje, ale i zyskać pewną, oskładkowaną pracę. Dla matek, które chciałyby zostać w domu dłużej ze swoim dzieckiem i przy okazji za przyzwoitą pensję mogą zająć się jeszcze kilkoma innymi maluchami.
W Gnieźnie zorganizowaliśmy kurs dla pań, które mają pracować w żłobku. Na szkolenie wysłał je urząd pracy, więc zostały poniekąd do jego odbycia zmuszone. Teraz są zachwycone, mówią, że nie pomyślałyby, iż to co potrafią robić, bo przecież wychowywały dzieci, może być tak dobrym pomysłem na biznes.
Na zmianach przepisów mogą też skorzystać przedsiębiorcy. Duże firmy mogą prowadzić żłobki przyzakładowe i mają możliwość odpisania kosztów takiej działalności. Kwestie finansowe to jedno, ale taki pracodawca odnosi też inne korzyści. Choćby to, że dzięki żłobkom kobiety szybciej wracają do pracy. Poza tym każdy pracownik będzie spokojniejszy, mając poczucie, że dziecko jest tuż za ścianą. W
Poznaniu istnieje niestety tylko jedna firma, która założyła żłobek. Jest to Urząd Miasta. A w Poznaniu nawet w kolejce do prywatnego żłobka czeka się pół roku. Zapotrzebowanie na miejsca jest olbrzymie.