http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Ośrodki niemocy społecznej. Za mało pieniędzy na pomoc

Anna Popiołek
18.08.2011 , aktualizacja: 18.08.2011 02:59
A A A Drukuj
Pieniędzy mamy tak mało, że musimy wybierać, czy pomóc samotnej matce z czwórką dzieci, czy starszemu schorowanemu bezrobotnemu - mówi Maciej Łagowski, kierownik w Ośrodku Pomocy Społecznej na warszawskiej Pradze-Południe
Wybory 2011, Polska 2015
Wybory 2011, Polska 2015
Mieszkańców warszawskiej Pragi-Południe w ośrodku pomocy społecznej wita pan Piotr, trzydziestokilkulatek. O osobach szukających tam pomocy nie ma najlepszego zdania. - Przychodzą tu jacyś menele i Cyganie. Sześć osób na dziesięć z tych, co się zgłaszają do ośrodka, to kombinatorzy - tłumaczy.

Zaskoczony tym jest Maciej Łagowski, kierownik zespołu pomocy środowiskowej w ośrodku: - Do nas zwracają się ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Oszukuje może promil. Łatwo możemy to sprawdzić i jeśli wprowadzono nas w błąd, od razu zabieramy pomoc.

Żeby ograniczyć nieprawidłowości, ośrodek w większości przypadków nie daje potrzebującym gotówki. Płaci za to za ich rachunki za prąd, gaz. Wymaga faktur, jeśli ma zapłacić za kupione leki czy podręczniki dla dziecka. - Zamiast pieniędzy na jedzenie, dajemy talony do sklepów, z którymi mamy zawarte umowy. Nie można za nie kupić ani alkoholi, ani papierosów - mówi Łagowski.

Pan Piotr i tak wie swoje. - Ludzie sprzedają talony sąsiadom, a sami kupują za te pieniądze wódkę - przekonuje. Oburza go, że państwo daje takim ludziom mieszkania i płaci za nich czynsz. - Zwykli ludzie muszą spłacać kredyty mieszkaniowe, a ci wszystko dostają za darmo - denerwuje się.

- Ten pan tylko zapisuje ludzi na spotkania, sam się nimi nie zajmuje - tłumaczy Małgorzata Brzózka, dyrektor ośrodka. Kierownik Łagowski dodaje: - Ja bym na takie oceny sobie nie pozwolił. Może ten pan ma przykre doświadczenia z ludźmi, bo jest dla nich osobą pierwszego kontaktu. Nie zmienia to tego, że tak nie powinien się zachowywać, pracując w ośrodku, który ludziom ma pomagać.

- To, jak działa dana placówka, zależy w głównej mierze od ludzi, którzy tam pracują - tłumaczy Piotr Lewandowski, główny ekonomista Instytutu Badań Strukturalnych. Jego zdaniem problem jest jednak znacznie szerszy. - Przez lata nie udało nam się zbudować systemu wsparcia dla ubogich, ludzi bez pracy. I ciągle brakuje na pomoc dla nich pieniędzy - dodaje.

Pan Wańdok - tak się przedstawia - dostał wczoraj od ośrodka 238 zł. - To musi wystarczyć na miesiąc, bo więcej nie chcą dać. Na szczęście mam gdzie mieszkać i całość pójdzie na jedzenie - opowiada.

W miesiącu do praskiego ośrodka zgłasza się po pomoc blisko tysiąc potrzebujących. Jeden pracownik ma do rozdysponowania co miesiąc 3 tys. zł. Jeszcze pięć lat temu było to 5 tys. zł. Ośrodek na Pradze-Południe ma 60 pracowników. Każdy pomaga co najmniej kilkudziesięciu rodzinom.

- Pieniędzy jest tak mało, że często musimy dokonywać dramatycznych wyborów: czy dać pieniądze matce z czwórką dzieci, czy starszemu schorowanemu bezrobotnemu - mówi kierownik Łagowski. I dodaje, że od następnego roku budżet ośrodka zostanie obcięty jeszcze o połowę. - Ministerstwa Pracy to nie interesuje. Mamy się cieszyć, że dostajemy cokolwiek.

- Środków musi być więcej, ale i te, którymi dysponujemy, można lepiej rozdzielać - uważa dr Paweł Kubicki, dyrektor Obszaru Badań Społecznych w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową. Jego zdaniem, nim państwo zacznie pomagać, musi poznać źródło problemu. - Dojść, dlaczego znaleźli się w takiej sytuacji, i nastawić się na jego rozwiązanie. Nie pomożemy przecież rodzinie alkoholika, dając im zasiłek. Najpierw musimy pomóc wygrać im z jego nałogiem - przekonuje.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się