Urządzał więzienie w podziemiach Uniwersytetu Stanforda, leczył ludzi patologicznie nieśmiałych, zaglądał w umysły zamachowców-samobójców na szkoleniach dla CIA. Teraz się zmienił: chce dawać światu bohaterów. Założony przez niego Heroic Imagination Project zatrudnia 12 osób. Prowadzi zajęcia w kalifornijskich szkołach i uczy dzieci... heroizmu. Utopia? Szaleństwo? Prof. Philip Zimbardo w to wierzy.
Co pan wyprawia? Próbuję na nowo otworzyć dialog o definicji bohaterstwa, bo w wielu krajach samo wyobrażenie o bohaterach jest wypaczone albo nieaktualne. Zamiast bohaterów mamy celebrytów. Żyjemy w czasach, gdy każda osoba, która sprawia, że czujemy dumę ze swego kraju automatycznie staje się bohaterem. Np. w
USA za bohatera jest uważany taki Michael Phepls.
A nie jest nim? Ma na koncie kilkanaście medali olimpijskich. Otóż nie jest! Ćwiczył twardo, aż dorobił się ciała niczym u ryby. Jest wspaniałym przykładem tego, co można osiągnąć ciężką pracą i nie można odmawiać mu osiągnięć, ale to nie ma nic wspólnego z bohaterstwem.
Dlaczego? Musiał pokonać siebie, poświęcić się dla sportu Tak, ale żeby zostać bohaterem trzeba poświęcić się dla innych. On tego nie zrobił, bo lata jego ćwiczeń przysłużyły się przede wszystkim jemu samemu. Nie ma w tym nic złego, ale to nie jest bohater. Tak samo, jak gwiazdy filmowe albo telewizyjne. Są na świeczniku, więc wiele osób chciałoby być takimi jak one - mieć urodę, pieniądze, pięknego współmałżonka czy błyskotliwą karierę. Ale prawda jest taka, że ludzie nie naśladują gwiazd dlatego, że zrobiły coś dobrego dla innych. Bo większość z nich nie zrobiła niczego! Nawet ci, którzy udzielają się społecznie nie za to są lubiani.
Więc też nie są bohaterami? Są gwiazdy, które wykorzystują swój status, by wspierać szczytne cele. Jak np. Bono, który zrobił bardzo wiele, ale to wyjątek. W większości przypadków pozostaje pytanie o prawdziwą motywację celebryty: robi to, bo mu zależy czy też po prostu zbiera punkty u fanów? To nie jest proste, ale jeszcze bardziej zagmatwane są historie kontrowersyjnych bohaterów.
Czyli? Np. Krzysztofa Kolumba. Choć 12 października cała Ameryka obchodzi Columbus Day, nowe dane wskazują na to, że zachowywał się niemoralnie. Brał Indian jako niewolników, a w swoich pamiętnikach pisał, że są oni tak przyjaźni i ufni, że można robić z nimi, co się chce. W zasadzie wszystko robił dla pieniędzy, co nie oznacza, że nie był nieustraszonym podróżnikiem-odkrywcą, który ryzykował życie. Dziś Włosi mieszkający w USA są podzieleni w jego ocenach. Ba! Pojawiają się nawet głosy, że Matka Teresa była kontrowersyjną bohaterką, bo ograniczyła się w pomaganiu wyłącznie chorym na trąd i nie wykorzystała swojego autorytetu, by pomagać innym w potrzebie.
A bohaterowie wojenni? To w ogóle trudna sprawa, bo oni dostają medale za zabijanie, dlatego w naszej pracy nie używamy ich jako przykładu.
Ale zabijają wrogów. Bronią społeczeństwa, czyli wszystkich nas. Odwaga na polu walki jest historycznie kojarzona z męskością. Poza żołnierzami są to policjanci, strażacy, czyli grupy, w których prawie nie ma kobiet. Poza tym w USA nie wygraliśmy żadnej wojny od 60 lat, więc nasi bohaterowie wojenni powoli znikają, co nie oznacza, że w innych krajach nie są ważni. My u siebie próbujemy nieudolnie nadrabiać te braki. Np. w Iraku nasze wojsko próbowało tworzyć nowych bohaterów, jak np. szeregowa Jessica Lynch czy Pat Tillman, ale to była porażka. Pierwsza przyznała się, że jej bohaterska historia została wymyślona, a drugi - jak się okazało - mógł być zastrzelony przez swoich kolegów. To pokazuje, że bohatera nie można stworzyć sztucznie, bo to się mści.
To kto naprawdę jest bohaterem? Nikt nie jest bohaterem dopóki nie czegoś nie zrobi. Nie jest się bohaterem po wygranych wyborach prezydenckich albo dostaniu jakiejś premii artystycznej. Prezydent ma szansę zostać bohaterem dopiero, jeśli podejmie walkę i skutecznie zlikwiduje apartheid. Bohaterem jest osoba, która działa zamierzenie i dobrowolnie na rzecz innych w potrzebie, broniąc zasad moralnych albo ważnej sprawy ze świadomością potencjalnego ryzyka lub kosztów. Bohater działa nie oczekując żadnego wynagrodzenia w zamian. Wygłosiłem definicję niczym z katedry To jest podstawowe określenie bohatera.
Bohater nie oczekuje nagrody? Nie powinien.