http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Wychodzę o 16, bo mam jogę

Katarzyna Jaklewicz
03.08.2011 , aktualizacja: 28.07.2011 17:27
A A A Drukuj
Konsumenci Rys. Marianna Sztyma Konsumenci
Dzisiejsze dwudziestoparolatki to pierwsze pokolenie w tym kraju, które nie chce od razu budować barykad, woli poczekać i zobaczyć, co będzie - rozmowa z etnografem Robertem Zydlem
Konsumenci
Rys. Marianna Sztyma
Konsumenci
Niedawno w 'Gazecie Wyborczej' był artykuł o tym, że młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy nie chcą, żeby praca ograniczała ich życie prywatne. Podano przykład dziewczyny, która starała się o pracę recepcjonistki, ale na rozmowie kwalifikacyjnej powiedziała, że zajęcia na siłowni uniemożliwiają jej przychodzenie do pracy na ósmą. Nie wyobrażam sobie wygłoszenia takiej kwestii. Tak dużo się zmieniło od czasu, gdy my - trzydziestoparolatki - szukaliśmy pierwszej pracy?

Dwudziestoparolatki mają dziś ogromne roszczenia. Podam inny przykład, człowieka z korporacji telekomunikacyjnej, który przyjmował stażystę. I pamiętał czasy, kiedy on sam był stażystą - na miejsce było mnóstwo osób, trzeba było zasuwać za darmo tylko po to, żeby się czegoś nauczyć itd. A teraz przyszedł stażysta i ogłosił: 'W środy będę wychodził o godzinie 16, bo mam jogę o 18, a jeszcze muszę dojechać. W piątek mnie nie będzie, bo na drugi dzień jadę na wesele, i w poniedziałek też nie, bo nie zdążę wrócić'. I temu szefowi opadła szczęka.

Dlaczego tak jest?

Teraz dziecko od początku życia jest w centrum uwagi rodzica, który inwestuje w nie maksimum czasu i pieniędzy. Media także są zainteresowane dziećmi i młodymi ludźmi - pisze się o młodych ludziach, poświęca się im mnóstwo czasu antenowego. Reklamy kieruje się do młodych ludzi, bo uważa się, że oni są nośnikami trendów - to oni łapią, to oni wiedzą. Dziecko od narodzin jest pępkiem świata. I potem taki młody człowiek przychodzi do pracy z nastawieniem: 'To ja! Ten zajebisty koleś! Właśnie przyszedłem! To co tam dla mnie macie? Dawajcie!'. Młodzi ludzie mają żądania, bo przez całe życie byli przyzwyczajani, że mogą je mieć. Byliby dziwni, gdyby tak nie reagowali.

Zazdrościsz im tego dobrego samopoczucia?

Wręcz przeciwnie! Myślę, że mają przechlapane. Młodzi mają teraz bardzo ciężkie życie. Gdy sam byłem na studiach, bardzo mało osób pracowało. Na pierwszym roku z 40 może pięć. Teraz spośród moich studentów etnologii na drugim roku większość pracuje, a ci, którzy nie pracują, studiują dwa kierunki.

To chyba normalne w kapitalizmie?

Moim zdaniem wiele zmieniła reforma szkolnictwa w 2000 roku. Skrócił się czas liceum, pojawiło się gimnazjum. Dzieci krócej są dziećmi. Szybciej zaczynają być poważnymi młodymi ludźmi. To, co 20-30 lat temu przypadało na liceum, teraz dzieje się w gimnazjum. To jest teraz czas szczenięcych lat, nawiązywania przyjaźni, życia pełnią życia. To także teraz taki okres, kiedy jesteś w 'głupim' wieku - sprawdzasz, gdzie jest granica, co ci wolno, a czego nie wolno, ile piw potrzebujesz, żeby się porzygać. Skrócone liceum motywuje, żeby szybciej wziąć się do roboty. W liceum dbasz już o swoją karierę poprzez uczenie się do matury. Tam już są weterani!

Ci młodzi są teraz tacy dorośli, prawda?

Strasznie! Ci ludzie nie mają marzeń, tylko plany, ścieżki kariery. To nie są czasy, kiedy na studiach, jeśli wykładowca powiedział, że dziś nie będzie zajęć, bo ma zebranie, to wszyscy skakali z radości. Teraz są pytania: 'A czy zostanie to odliczone z naszego czesnego? Czy to odrobimy?'. Ale odrobić ciężko, bo przecież każdy na swój napięty grafik. Poza tym dawniej szło się na studia, a nie po papier. Kierunek wybierało się, nie myśląc, co po tych studiach będzie, na zasadzie: chcę się czegoś dowiedzieć, chcę postudiować, mam jakąś pasję. Teraz tego nie ma. Od razu wybierasz ścieżkę kariery, a nie studia.

Co to znaczy, że młodzi nie mają marzeń? Nie chcą np. podróżować?

Chcą podróżować, ale to nie są jakieś szalone pomysły typu: pojadę do Indii i będę uprawiał buddyzm. Oni myślą raczej w ten sposób: pojadę do Indii, zdobędę certyfikat ukończenia kursu w szkole jogi, przyjadę do Warszawy, założę szkołę, będę bogaty. Albo kombinują, że w podróży napiszą artykuł, zrobią zdjęcia, to zostanie gdzieś opublikowane i - oczywiście - opłacone. Teraz nie podróżujesz wyłącznie dla siebie, ale żeby mieć z tego różne inne dodatkowe rzeczy. Wyjazd ma sens, jeśli może przynieść jakiś wymierny sukces.

Czy można powiedzieć, że jest jeszcze jakieś życie studenckie?

Mam wrażenie, że określenie 'student' to dziś wręcz obelga. Bo stereotypowy student to obibok, nie ma pracy. Poza tym dziś to żadne wyróżnienie, skoro co drugi młody człowiek jest studentem. Żadna elita, żadna ekskluzywność. Studiowanie to obowiązek, bo wszyscy są wykształceni. Nie ma już lansu na życie studenckie. Spójrzmy na juwenalia. Kto tam przychodzi? Poza tymi studiującymi my - stare dziady - plus trochę licealistów, ciężko powiedzieć, że tam są sami studenci. Uniwersytet przestaje też być miejscem, gdzie rodzi się młodzieńczy ferment intelektualny. Można powiedzieć, że szkoły wyższe to dziś przedsiębiorstwa edukacyjne, które mają kształcić ludzi, ewentualnie zarabiać pieniądze. Takie konkurencyjne 'uniwersytety' to teraz na przykład Krytyka Polityczna, NGO-sy, klubokawiarnie, jak np. Chłodna 25, PKP Powiśle. To tam odbywają się spotkania, które przyciągają młodych ludzi, a nie w salach uniwersyteckich.

A festiwale?

Kto robi najpopularniejszy festiwal młodzieżowy w tym kraju, czyli Open'er? Mikołaj Ziółkowski, który ma trzydzieści kilka lat. Jak był na studiach, organizował koncerty i nadal to robi, tylko na dużo większą skalę. Osoby, które robiły Atomic TV, teraz robią 4fun.tv. To znów trzydziestokilkulatki. Ale - nie szukając daleko - 'Gazetę Co Jest Grane' też robią trzydziestokilkulatki. Media o kulturze, media dla młodzieży, telewizje muzyczne są robione przez - za przeproszeniem - starych dziadów. Cały czas te same osoby rozdają karty. Nawet Nasza-klasa, Grono.pl, Gadu-Gadu - to wszystko są rzeczy założone przez obecnych trzydziestolatków! Nie ma dwudziestolatka, który powie: 'A teraz przyszła nasza epoka i pokażemy wam coś nowego!'. Nie ma niczego nowego. W badaniu SMG/KRC dla 'Rzeczpospolitej' sprzed dwóch lat zapytano młodych ludzi, kto jest ich autorytetem. Pomijając własne matki i Jana Pawła II, kogo wskazywali? Pięćdziesięciolatków: Kubę Wojewódzkiego i Jurka Owsiaka, którzy są troszkę młodsi od moich rodziców.

To nie są typowe pięćdziesięciolatki.

OK, to prawda, ale mimo wszystko okazuje się, że młode pokolenie nie ma swojego głosu. To nie są hipisi, którzy nie będą wierzyć nikomu powyżej 30. roku życia.

Rodziców też traktują inaczej?

Z rodzicami relacje są bardziej partnerskie. Rodzic jest ważny, bo przytuli, da wsparcie - materialne, ale nie tylko, też emocjonalne. Już się nie mówi: wapniacy, starzy, zgredy. Takie były określenia, jeśli chodzi o rodziców, którzy totalnie nie kumają tego świata. Dziś rodzice trochę więcej kumają. Jak ja powiedziałem matce, że wrócę o 22, a wróciłem o 23, to była megaawantura. Teraz są komórki. Wystarczy zadzwonić i powiedzieć: 'Mamo, spóźniłem się na metro'. Komórka jest taką długą smyczą, na której wypuszcza się dzieci, i one są bardziej kontrolowane w ten sposób. Śmialiśmy się jeszcze parę lat temu z Włochów, którzy do 30. roku życia mieszkają u mamusi - tzw. bamboccioni. U nas też teraz wiele osób decyduje się długo mieszkać z rodzicami.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (106)

  • jolantakowalkowska

    Oceniono 7 razy 7

    Artykuł trochę przesadzony. Owszem, młodzież jest teraz zdecydowanie bardziej wyrachowana. Ale nie zapominajmy, że pokolenie najbardziej chciwych adwokatów, inżynierów, lekarzy to pokolenie urodzone w latach 60' i 70'. Teraz może bardziej patrzą na kierunek kształcenia, ale też patrzą, zeby się nie narobić. Krótko mówiąc - osiągnąc najlepszy stosunek zarobków do czasu pracy. Dwadzieścia lat temu jak ktoś szedł na stuia to nie myślał o zarobkach. To przychodziło dopiero jak się zobaczyło, że jeden, czy drugi znajomy zarabia znacznie więcej.. i się zasuwało po 16h dziennie, żeby też zarobić więcej. Teraz może ludzie mniej wybierają kierunek pod względem zainteresowań, ale też nie ma takiego wyścigu szczurów jak jeszcze 10 lat temu

  • wolanka37

    Oceniono 7 razy 5

    Pozwolę sobie skomentować tekst, który teraz dopiero przeczytałam, ja pracuję ze studentami i to prawda, że oni teraz pracują, ale ja też przez całe studia pracowałam (korepetycje, sprzątanie, opieka nad dziećmi, wyjazdy na saksy). Lata dziewiędziesiąte też były trudne dla nas wchodzacych na rynek pracy. A młodzi są różnorodni: wierzący, kontestujący, pacyfiści, kibole itp. I tak jest dobrze, odsyłam do Platona, co mówił o młodych ludziach.... . Nic nie ma odkrywczego w stwierdzeniu, że społeczeństwo i wzorce transformują się. Dla mnie ten wywiad jest słabiutki, ale nie wymagam od WO innego wywiadu, niż "z tezą", cóż pozytywiam.

  • wen_yinlu

    Oceniono 3 razy 3

    I żeby nie było - nie wiem które podejście do życia jest lepsze, wiem tylko, że jestem szczęśliwa bez tego rasowego psa leżącego na skraju basenu :) Ile razy ludzie mieli ten basen, psa, trufle sobie do kąpieli sypali, a byli nieszczęśliwi jak cholera. A życie mija.

  • wen_yinlu

    Oceniono 3 razy 3

    To wszystko bardzo ładnie, jak sobie przypomnę siebie lat 19 (dziś mam 10 lat więcej)... Na pytanie "to kim ty chcesz być do jasnej cholery?" odpowiadałam "menelem, tato, menelem - tylko pić nie będę".

    Studia skończyłam bo chciałam się czegoś dowiedzieć (nauki ścisłe, żeby nie było, 12 osób na miejsce było jak zdawałam, prestiżowa uczelnia), pracuję robiąc 3 różne odległe od siebie tematycznie rzeczy (razem to się pełny etat nie uskłada), jedno co mieć muszę to czas. Dla siebie, mojej mikro rodziny, czas który ja już sobie niemal za darmo potrafię doskonale wypełnić. Życie mija mi powoli i jestem szczęśliwa. Coś się nie uda, próbuję czegoś innego... inny typ zupełnie. Tak, że prosimy nie uogólniać.

  • 84mar

    Oceniono 6 razy 6

    Tekst, który miał duży potencjał, a realnie jest o wszystkim i o niczym - czuję się nim rozczarowana. Młodych potraktowano w nim przekrojowo i nieuczciwie, pokazując jako bandę skrzywionych dorobkiewiczów, dla których ważny jest pieniądz.

  • slamazzar

    Oceniono 5 razy 5

    A PUKNIJCIE SIĘ, DRODZY STARSI, Z ŁASKI SWOJEJ, WE WŁASNE PIERSI i zastanówcie się, czyja to sprawka, że jest tak, jak jest! Że dziś po ulicach nie chodzą już bohaterowie "Skóry" Ayi RL, a czas ani myśli płynąć wolno. Coście robili, jak była pora, żeby nam wpajać nam te ideały, do których rzekomo tak dzisiaj tęsknicie; żeby uczyć nas miłości do piękna i dobra. Dlaczego w latach 70. wszyscy słuchaliście Nazareth i Genesis, ale o Iron Maiden już nikt z was nie ma pojęcia? Rok '80, macie po 20 lat, i co? Za późno, żeby się zajmować tak przyziemnymi sprawami, jak muzyka, bo przecież pieniądze czekają, aby ktoś je zarobił? Dlaczego, kiedy wzruszony podsuwam wam pod nos wyrwany z "Obcasów" list pt. "Chcę emocji i szału!"...

    ...piękny, PIĘKNY list, stojący w tak skrajnym kontraście do obrazów wyłaniających się z powyższego artykułu...

    ...potraficie się zdobyć jedynie na ironiczny uśmieszek i wypowiedź "Piękne myślenie, ale ktoś musi jeszcze na nie zarobić". Myślicie, że czyja to potem wina, że w komentarzach do takiego tekstu, jak ten tutaj - i to zarówno tych potwierdzających jego tezy, jak i tych wyrażających głos sprzeciwu - przewija się głównie, powtarzane, jak mantra: praca, praca, praca... dom... pracą, pracy, praco!... dom...

    NIE JESTEŚCIE ANI O KRZTYNĘ LEPSI OD NAS, A NIESTETY WRĘCZ PRZECIWNIE...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX