http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Pozycje biblioteczne

Agnieszka Kowalska
02.06.2011 , aktualizacja: 02.06.2011 15:27
A A A Drukuj
Maurycy Fot. Maurycy Gomulicki Maurycy
Skatalogowałem blisko osiem tysięcy książek. Zajęło mi to trzy lata. Pomagały mi w tym dziewczyny. I kwitły tu w półmroku swoim wdziękiem i urodą. Zapach kurzu, konwalie, bzy w wazonach, one na bosaka, pazurki polakierowane jak trzeba. Długimi, smukłymi palcami przewracały pożółkłe stronice. O porządkowaniu księgozbioru dziadka opowiada Maurycy Gomulicki
Ola
Fot. Maurycy Gomulicki
Ola
Patrycja
Fot. Maurycy Gomulicki
Patrycja
Brenda
Fot. Maurycy Gomulicki
Brenda
Obejrzyj galerię Projektu 'Bibliophilia'.

Projekt 'Bibliophilia' jest rodzajem hołdu dla twojego dziadka, który zmarł pięć lat temu. Juliusza Wiktora Gomulickiego znamy jako wybitnego varsavianistę, krytyka, literaturoznawcę. Jakim był dziadkiem?

Mieszkałem u dziadków na Próchnika przez pierwszych sześć lat życia. Później przenieśliśmy się z mamą na Broniewskiego, czyli o rzut beretem. Ale nadal byłem tu stałym gościem - wpadałem na obiad czy też po prostu, żeby coś opowiedzieć, posłuchać. Ten człowiek zastąpił mi ojca - był mi najbliższy - jedyny realny mężczyzna w moim otoczeniu. Miałem z nim bardzo mocną relację do samego końca. Teraz znajduję dziesiątki moich listów do dziadka. Pisałem je jako dzieciak, ale też już jako człowiek dorosły, po wyjeździe do Meksyku. A szczególnie intensywnie przez ostatnie trzy lata jego życia, po śmierci babci, z którą był ekstremalnie związany. W ostatnich latach, kiedy tracił wzrok, pisałem je coraz większymi literami.

Wychowałeś się w jego mieszkaniu, wśród jego książek. To jest fundamentalny pejzaż mojego dzieciństwa. Obcowałem z książką od zawsze, raczkowałem w jego bibliotece. Zapach kurzu, szelest stronic to moje podstawowe doświadczenie. Wszędzie były książki. Nie było obrazów, bo nie było kawałka wolnej ściany. Wszystkie zastawione były regałami, a książki na półkach stały w dwóch rzędach. To dawało poczucie nieskończoności tej borgesowskiej biblioteki.

Dziadek nad tym panował?

Był obsesyjnym archiwistą. Oczywiście tych 10 czy 12 tys. tomów od deski do deski nie przeczytał. Bo gdy kupujesz 'Słownik gwary przestępczej', to go nie pożerasz od pierwszej do ostatniej strony. Smakujesz go, bawisz się nim. Ale generalnie panował nad swoim księgozbiorem. I ja nieźle się po nim poruszałem.

Czytaliście razem?

Jasne. Robiliśmy nawet spisy mojej pierwszej biblioteki - dziadek stukał na maszynie, a ja uzupełniałem je koślawymi rysunkami okładek. Czytał mi książki dla dzieci, ale również te dla dorosłych, które podawał mi w nieco złagodzonych wersjach. Z literaturą gotycką, której był wielbicielem, miałem do czynienia, odkąd sięgam pamięcią. Od małego przesiąkałem opowieściami pełnymi szkieletów i nietoperzy. To było bibliofilstwo wolne od brutalnego wartościowania. Dziadka wszystko interesowało - wszelakie kurioza i dziwactwa. Tłumaczył mi finezyjne francuskie komiksy, ale i chłam o monsterach, jak miałem na nie fazę. A jak kupowaliśmy komiksy w języku, którego nie znał, na przykład po norwesku, to mi te tłumaczenia wymyślał.

Miał nabożny stosunek do swojego księgozbioru czy pozwalał dziecku buszować po półkach?

Pozwalał na całego. Niedzielny rytuał kastrowania książek polegał na wyciąganiu z półek kolejnych tomów encyklopedii Brockhausa - wybierałem sobie planszę, czy to ze świetlikami, czy z radiolariami, która następnie była wyrywana i trafiała do mojej teczki z rycinami. To była żywa biblioteka. Są kolekcjonerzy, którzy mają histeryczny stosunek do swoich zbiorów. Wszystko jest wspaniałe i piękne, ale niczego nie można dotknąć. A ja mogłem swoją małą rączką macać na przykład XVI-wieczny pergamin. Dlatego kilka takich wiekowych egzemplarzy z biblioteki dziadka zostawiłem dla mojego synka Tolka, żeby nie musiał ich wyłącznie oglądać przez szybę w publicznej bibliotece.

Byłeś w dzieciństwie typem mola książkowego?

Generalnie zamiast gonić za piłką - czytałem. Dlatego też byłem pucołowaty. Bo jak się spędza dzieciństwo, leżąc z książką na wersalce, je kolejne kanapeczki, popija sokiem i zagryza ptasim mleczkiem, to się tyje. Akrobacje na trzepakach i łażenie po drzewach zaczęły się dopiero w wieku lat 11. I w końcu miałem kumpli z podwórka.

Chodziliście z dziadkiem do antykwariatów?

Regularnie. Przeważnie do Farbicha, czyli Farbiszewskiego na Świętokrzyskiej. Tam mieliśmy przepustkę na zaplecze, gdzie stali klienci mogli przeglądać książki, jeszcze zanim trafiły na półki. Dziadek szperał w amerykańskich kryminałach (czytał często książki, które były słabe, po to tylko, żeby mieć kontakt z żywym językiem). Ja wygrzebywałem francuskie powieści s.f. - bzdury nie do wyobrażenia: 'Mścicieli z Zylei' i podobne 'ultrafiołkowe' klimaty, a dziadek mi to wszystko tłumaczył. Tłumaczył mi nawet teksty piosenek Kissów - miał do mnie niesamowitą cierpliwość.

To była mania gromadzenia, posiadania książek?

Niekoniecznie mania. Mówimy o czasach przedinternetowych. Wtedy intelektualista, w dodatku za żelazną kurtyną, jak tylko ucapił coś w antykwariacie, co było mu potrzebne do pracy, natychmiast to kupował. Teraz naukowiec również ma w domu książki, ale zapewne coraz częściej te, które są unikalne albo po prostu mu drogie, z którymi się pieści, bo obcowanie z papierem jest dla niego ważne, ale ze źródeł naukowych coraz częściej korzysta drogą elektroniczną.

Co dziadek miał w swoim księgozbiorze?

Może lepiej zapytać, czego nie miał. Poza tym, o czym wszyscy wiedzą, co było przedmiotem jego studiów: norwidiana, varsaviana, średniowiecze etc., był tam też Gérard de Nerval, Hoene-Wroński, wolnomularstwo i dziesiątki innych smakowitości. Historia i teoria literatury, poezji. Dziadek czytał w dziewięciu językach, w tym w dwóch martwych - był to więc księgozbiór wielojęzyczny. A między książkami utykał przeróżne drobiażdżki - czy to baranka kupionego w Zakopanem, czy rozkoszne japońskie laleczki, które przywoziłem mu z Meksyku.

Jak przebiegało porządkowanie tych zbiorów? Dziadek zadbał o nie jeszcze za życia?

Tak, skatalogowaliśmy razem i przekazaliśmy kilkaset książek do Muzeum Literatury. Chciał, żeby to był zbiór reprezentatywny dla jego zainteresowań, jest więc tam i starożytność, i pisarze XIX-wieczni, i rzeczy współczesne. Na pewno parisiana, bo dziadek kochał się w Paryżu, którego, jak mi się wydaje, nigdy nie odwiedził. Zbierał XIX-wieczne mapy i bardzo sprawnie poruszał się po ulicach tego miasta.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (4)

  • kiker1

    0

    Co za głupoty, przecież ulica Próchnika ma już inną nazwe, do tego zawsze znajdowała się daleko od Broniewskiego.

  • hargrind666

    0

    Patrycja zrobimy porządki w moim księgozbiorze ? <3

  • hiacynta77

    0

    wzruszające :/

  • tomalamas

    Oceniono 1 raz 1

    Szanowne dziewczyny, ja również posiadam zbiór do skatalogowania. Może nie tak duży, bo tylko kilkaset pozycji, ale zawsze... :-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX