http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Tort dla królowej

Katarzyna Bosacka
12.05.2011 , aktualizacja: 05.05.2011 13:25
A A A Drukuj
Joanna Kowalewska Fot. Albert Zawada Joanna Kowalewska
Złota korona na poduszce z atłasu, napis: 'Happy 50th Coronation' - tort dla królowej Elżbiety II nie jechał z Ostrołęki, Joanna pracowała wtedy w Londynie. Ale to długa, słodko-gorzka historia
ZOBACZ TAKŻE
Właśnie skończyła robić włosy i pracowicie wycina rączki. Przygotowuje tort, który fanki zamówiły dla Łukasza Zagrobelnego. Słodka figurka piosenkarza stoi już przy mikrofonie z masy cukrowej, pośrodku sceny z puszystego biszkoptu przełożonego nadzieniem czekoladowym. Pod sceną kłębią się rozbawione cukrzane fanki. Mają na sobie dżinsy i kolorowe T-shirty. W długie pofalowane włosy pani Joanna wpięła im lukrowane kwiaty. Teraz przylepia dłonie Zagrobelnemu. Za chwilę na estradzie ułoży gwiazdki i posypie scenę złocistym jadalnym brokatem. Dzięki niej znów mam kilka lat i siedzę na zajęciach z lepienia z plasteliny w przedszkolu.

Ostrołęka

- Chce pani spróbować? To dziecinnie proste - śmieje się cukierniczka.

Rzeczywiście masa jest miękka i gładka, kiedy weźmie się ją w ręce, ugniata się nawet lepiej niż plastelina. Wystarczy rozwałkować i już można wycinać dowolne kształty i figury. Wciąga. Niesamowicie. Jednak po ulepieniu mocno kulfoniastego ludzika od razu wiem, że ta praca wymaga nie tylko cierpliwości, ale przede wszystkim - talentu.

Do dekoracji jednego tortu potrzeba od pół do nawet trzech kilogramów masy cukrowej. Zależy, jak jest duży i jak bardzo skomplikowany. Dwa razy do roku pani Joanna zamawia ją w sklepie internetowym w Wielkiej Brytanii. - Mają dobry produkt. Gdy zamówię hurtowo, wychodzi taniej - tłumaczy. Masa sporządzona jest z cukru, glukozy, syntetycznych kwasów tłuszczowych, olejów roślinnych i sztucznej jadalnej farbki.

- Jeśli ktoś jest uczulony na syntetyczne barwniki, może zdjąć ozdóbki z tortu, bo w środku jest najzwyczajniejszy w świecie biszkopt waniliowy lub czekoladowy. Piekę go z mąki, jaj i masła, a potem przekładam kremem: z ciemnej czekolady z wiśnią, z białej czekolady z maliną, kokosowo-ananasowym lub kawowym.

Przygotowanie tortu zajmuje wiele dni. Kiedy biszkopt wystygnie, trzeba go włożyć na noc do lodówki, by lepiej się kroił. Potem przełożyć kremem i znów - lodówka na kilka godzin, by po wyjęciu nadać mu pożądany kształt, np. piłki nożnej, prostokąta, piramidy czy serca. Dopiero potem można się wziąć do dekorowania. Ta zabawa może trwać kilkadziesiąt minut albo nawet kilka dni. Najpierw obłożenie całej konstrukcji rozwałkowaną masą cukrową, a potem szczegóły - kwiatki, figurki, ptaszki. Pożeracz czasu, ale przyjemny. Największym fanem pracy Joanny jest Aleks, jej czteroletni syn.

Pracownia cukiernicza mieści się na pierwszym piętrze kamienicy na starym rynku w Ostrołęce. Piętro wyżej Joanna kupiła mieszkanie. Aleks po przedszkolu potrafi siedzieć godzinami na blacie i patrzeć, jak pod palcami mamy rodzą się ludziki, biedronki, a potem jeszcze przynosi ze swego pokoju prawdziwą plastelinę i prosi, by zrobiła mu traktor albo robota.

Złota korona z gronostajowym obiciem na poduszce z czerwonego atłasu, a pod nią napis: 'Happy 50th Coronation' (Najlepsze życzenia z okazji 50. rocznicy koronacji) - tak wyglądał najważniejszy tort naszej cukierniczki. Ważył trzy kilogramy i jadła go Elżbieta II, królowa Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. - Nie, nie jechał aż z Ostrołęki, pracowałam wtedy w Londynie - tłumaczy pani Joanna - ale to długa, słodko-gorzka historia...

Londyn

Rok 1999, Joanna Kowalewska robi maturę i dostaje się na politologię w Wyższej Szkole Humanistycznej w Pułtusku. Wytrzymuje rok. Nie podoba jej się, nudno, studia nie dla niej. Rzuca je i idzie do pracy - rodzice w barze Staromiejskim na starówce w Ostrołęce serwującym tradycyjne dania kuchni polskiej potrzebują kelnerki. Kilka lat później wychodzi za mąż za kolegę z sąsiedztwa. W Ostrołęce o ciekawą pracę trudno, wspólnie z mężem postanawiają wyjechać do Londynu. Są tam już ich znajomi; pomagają im znaleźć pracę i mieszkanie. Joanna trafia do szwalni. Już w liceum szyła koleżankom kiecki na studniówki, potem na wesela. Sześć dni w tygodniu po dziesięć godzin dziennie, od godz. 8 do 18, szyje ubrania. Potem również dla słynnej Vivienne Westwood.

Płacą słabo, wykańczają ją dojazdy. Codziennie spędza dwie i pół godziny w metrze i autobusach. Kiedy dowiaduje się, że młode małżeństwo mieszkające kilka ulic dalej szuka opiekunki na cztery godziny dziennie do małej dziewczynki, nie waha się. Pieniądze lepsze, no i nareszcie będzie szansa nauczenia się porządnie angielskiego, bo w szwalni pracowały same Polki.

Lara jest trudnym dzieckiem, ale Joanna szybko znajduje z nią wspólny język. Kiedy dziewczynka pójdzie do przedszkola i ulubiona opiekunka nie będzie już potrzebna, rodzice z wdzięczności znajdą jej pracę u znajomej, która prowadzi małą pracownię cukierniczą w domu.

Pracę w Cakes 4 Fun we wschodniej części Londynu zaczyna od zmywaka i pieczenia biszkoptów. Sumienna i pracowita szybko awansuje. Właścicielka Carolyn White ma coraz więcej zamówień, sama musi zająć się stroną biznesową - reklamą, marketingiem - potrzebuje fachowej pomocy. Wysyła Joannę na kursy: dekorowania tortów ślubnych, urodzinowych, lepienia figurek, naklejania zdjęć. Skończy ich przeszło dziesięć, reszty dowie się od szefowej w biegu, by z czasem stać się głównym mistrzem cukierniczym i uczyć rzemiosła nowych pracowników.

Torty na przyjęcia firmowe z logo zamawiającego, na galę Big Brothera, Disney Channel, British Idol... Wieść o utalentowanych cukiernikach z Cakes 4 Fun obiega cały Londyn. - Najpierw był tort dla jakiejś drużyny piłkarskiej z Londynu za zdobycie mistrzostwa kraju, ale zabij mnie, nie pamiętam jej nazwy. To był rok 2004 - wspomina Joanna. Osiem piłek z biszkoptu ułożonych w piramidkę, a na nich złota statuetka pucharu Ligi Mistrzów. - To był chyba Arsenal! - przypomina sobie.

Potem przyszło zamówienie z gazety 'The Sun' dla Madonny, która promowała właśnie w Wielkiej Brytanii drugi singiel 'Sorry' ze swego najnowszego albumu 'Confession on a Dance Floor'. Tort - w nawiązaniu do teledysku artystki - był w kształcie wrotki, w której siedziała mała figurka Madonny. Ciasto w kształcie misia Pudseya zamówiono w listopadzie 2006 roku na przyjęcie z udziałem ówczesnego premiera Tony'ego Blaira. Co roku w trzecim tygodniu listopada Wielka Brytania ma swoją Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, czyli zbiórkę na rzecz organizacji Dzieci w Potrzebie. Jej symbolem jest żółty pluszowy miś z białą przepaską w kolorowe grochy na jednym oku - Pudsey.

No i Elton John. Co prawda to nie on był adresatem czteropiętrowego tortu ze świeżymi kwiatami, ale syn jego przyjaciół, jednak prawdą jest, że zgodnie z brytyjskim zwyczajem wuj Elton, który grał i śpiewał na jego weselu, tort weselny jadł. 500 gości, 2 tys. osób obsługi, wśród weselników wiele twarzy znanych z ekranów kinowych i telewizyjnych - ojciec pana młodego to producent filmów hollywoodzkich. Tort pani Joanny krojony był w mikroskopijne kawałeczki, bo w takim towarzystwie niemal wszyscy są zwykle na diecie.

Znów Ostrołęka

- Zawodowo było super, ale niestety, w życiu prywatnym się pozmieniało - mówi Joanna Kowalewska. - Dobre pieniądze to nie wszystko, wykańczała mnie tęsknota za rodziną, rodzicami, siostrą i dwoma siostrzeńcami Czarkiem i Sebastianem, jestem matką chrzestną obu. Nużyło mnie to wieczne oszczędzanie, bo wszystko wokół horrendalnie drogie, zmęczenie, mijanie się w domu. Mąż wtedy dobrze zarabiał, ale w trudnych warunkach - w firmie usuwającej azbest z budynków. Ja miałam kłopoty z zajściem w ciążę.

W Anglii żaden lekarz do końca trzeciego miesiąca nie podtrzyma ciąży, nie da leków. W Polsce wyniki gospodarcze były coraz lepsze, w Wielkiej Brytanii zaczął się kryzys. Podjęli decyzję o powrocie. Kiedy Joanna zaczęła pakować walizki, zorientowała się, że jest w ciąży. W Ostrołęce od lekarzy dostała hormony na podtrzymanie ciąży, przeleżała niemal sześć miesięcy. Cztery lata temu urodził się Aleks. Sama z synkiem została w Ostrołęce i otworzyła cukiernię.

Zima to spokojny czas w cukierni przy ul. Głowackiego 18. Kilka zamówień tygodniowo, głównie na torty urodzinowe. Najgoręcej jest wiosną i latem, szczególnie w miesiącach z 'r' w nazwie. Wtedy przez pracownię przewija się nawet kilkanaście tortów weselnych tygodniowo. Popularne są także torty na wieczory kawalerskie i panieńskie.

- Sporo robię tortów w kształcie biustów, rozwartych szeroko ust, rozebranych facetów czekających w łożu ze złotą atłasową pościelą. Penisy robię bardzo często, i to z napisem 'Ostatnia szansa na posmakowanie innego'. Co zrobić, takie zapotrzebowanie - rozkłada ręce Joanna Kowalewska. - To jeszcze nic, bo najbardziej ekscentryczny czy raczej obrzydliwy tort zrobiłam na zamówienie jeszcze w Anglii - goły zadek z hemoroidami! Podobno była to zemsta żony na niewiernym mężu.

Torty Joanny Kowalewskiej są drogie. Wkłada w nie masę roboty, więc muszą kosztować 50-60 zł za kilogram. Zamówienia przychodzą więc głównie od warszawiaków. Na początku robiła je w pracowni i wiozła dwie i pół godziny samochodem do stolicy, ale od kiedy miała stłuczkę i całe piętro tortu zjechało jej do bagażnika, bierze ze sobą tylko przygotowany biszkopt i elementy dekoracyjne i wszystko skleja na miejscu. Tort w kształcie pszczółki Mai ze skrzydełkami z papieru ryżowego, obok gigantyczna cukrowa perkusja z napisem 'Wszystkiego najlepszego Jasiu' i jeszcze jedno niedokończone ciasto w kształcie domu. - Muszę powycinać okna i dołożyć dachówki, o, tu mam zdjęcie - śmieje się pani Joanna. - Klient ma parapetówkę, więc zamówił kopię swojego domu, a kopia nie może być przecież gorsza od oryginału, no to dał mi zdjęcie. Nie znoszę nudy. Największą katorgą jest robienie tego samego tortu weselnego kilka razy z rzędu. Lubię nowe wyzwania. Dziś rzadziej robię torty dla VIP-ów, choć ostatnio zrobiłam ciasto na galę MTV, na urodziny 'Glamour'. Naprawdę nie staram się bardziej, gdy robię tort dla królowej, niż wtedy, gdy piekę ciasto urodzinowe dla trzyletniego Kacperka, który marzy o torcie w kształcie ciuchci czy dinozaura.

Podziel się