http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Co się stało tej pani?

Paulina Reiter
04.09.2010 , aktualizacja: 04.09.2010 10:30
A A A Drukuj
Fot. Alison Brady
Zastanawiam się, czy rzeczywiście, jak pisał Freud, powtarzamy bolesne doświadczenia, bo chcemy je oswoić, wyćwiczyć, czy może trzymamy się ich, bo nas w jakiś perwersyjny sposób fascynują - z Alison Brady rozmawia Paulina Reiter

Fot. Alison Brady


Fot. ALISON BRADY
Skąd się biorą pomysły Alison Brady? Ze zwykłych, znajomych lęków. Na przykład pewnego dnia jedzie metrem, widzi reklamę usuwania żylaków i to wyzwala w niej strach, który odczuwamy, gdy coś znajomego i bliskiego - w tym wypadku własne nogi - zmienia się w coś dziwnego, obcego. Wraca do domu i wpycha pod grube cieliste rajstopy małe baloniki. Robi zdjęcie. Można by pomyśleć, patrząc na jej fotografie, że zrobiła je zdziwaczała, pretensjonalna, oderwana od rzeczywistości artystka, która z nudów znęca się nad kobietami. Tylko że kto z nas nie boi się czasami, iż to, co znajome, znienacka okaże się przerażające, a bliscy ludzie nagle staną się obcy?

Kiedy zaczęła pani robić zdjęcia?

Pierwszy aparat dostałam od rodziców. Robiłam zdjęcia czemu popadnie. Podobało mi się, że to takie łatwe. Skończyło się szybko - rodzice skrzyczeli mnie, że marnuję film, i odmówili wydawania pieniędzy na wywoływanie klisz. Rozumiałam to. Dorastałam w ubogim, skromnym domu i rodzice nie mieli pieniędzy na to, by marnować je na frywolne eksperymenty.

Wychowała się pani w Ohio. Jak wyglądało pani dzieciństwo?

Byłam wyjątkowo nieśmiała. Wstydliwa. Może trochę za często śniłam na jawie. Moje dzieciństwo było szczęśliwe. Pamiętam zjeżdżanie po wyłożonych wykładziną schodach w plastikowych koszach na pranie, skakanie z najwyższej rzeczy, na jaką mogliśmy się wspiąć. Dorastałam z dwoma starszymi braćmi, chciałam być jak oni, a oni cały czas się wygłupiali. Mój tata też był żartownisiem. A mama była bardzo religijna i przesądna, wierzyła, że przez ruchome talerzyki z wymalowanym alfabetem mogą przemawiać do nas demony.

Już wtedy miała pani jakieś obsesje?

Są pewne epizody, które wyryły mi się w podświadomości, i wiem, że wpływają na to, iż moja praca podszyta jest niepokojem. Na przykład w domu, w którym się wychowałam, była dziura w ścianie u podnóża schodów, które prowadziły do mojej sypialni. Mój starszy brat opowiadał mi, że w tej dziurze mieszka demon i jeśli będę wchodzić po schodach zbyt ślamazarnie, złapie mnie za nogę i wciągnie do swojego legowiska. Śmiertelnie bałam się tej dziury. Wyobrażałam sobie za każdym razem, gdy wchodziłam po schodach, potworną, zniekształconą łapę, która chwyta mnie za nogę. Szczególnie przerażające wspomnienie z dzieciństwa, które pielęgnuję, to wizyty u starej sąsiadki, która popadła w demencję po śmierci męża. Nie znosiła mnie i mojego brata. Gdy nasza piłka wpadała na jej trawnik, konfiskowała ją. Przeklinała nas, wyzywała od najgorszych, winiąc za śmierć męża. Krzyczała, że umarł, bo jesteśmy złymi dziećmi. Mój ojciec bezskutecznie starał się jej wynagrodzić stratę i ją zmiękczyć i wysyłał nas do niej z kwiatami i ciasteczkami. Te wizyty były dla mnie przerażające.

Tata często straszył mnie, dla żartu, że przerzuci mnie przez płot na jej posesję, jeśli będę niegrzeczna. Pewnego wieczoru zrobił to dla zabawy. Ten strach prześladuje mnie do dziś - lęk przed byciem zapomnianą na zawsze, zatrzaśniętą w pułapce w domu zwariowanej starej kobiety. Jeśli zaś chodzi o obsesje, które wykształciłam już jako dorosła osoba, to jest to lęk dotyczący choroby psychicznej. Byłam kilkakrotnie świadkiem tego, jak ktoś mi bliski tracił rozum, kontrolę nad emocjami i zachowaniem. Obserwowanie, jak moi przyjaciele ulegają szaleństwu, miało na mnie ogromny wpływ i wyzwoliło we mnie lęk, że i ja mogę znaleźć się w takiej sytuacji pewnego dnia. To niepokojące i zasmucające doświadczenie - znać kogoś bardzo dobrze i nagle poczuć, że jest on zupełnie obcy. Przyjaciel, niegdyś rozsądny, poukładany i pewny siebie, nagle przemienia się w osobę irracjonalną, paranoiczną.

Wszystko to pachnie psychoanalizą, a zwłaszcza Freudowską koncepcją 'niesamowitego'.

Oczywiście. Ta koncepcja, opisująca uczucie, którego doświadczamy, gdy to, co znajome, nagle zmienia się w obce i przerażające, ma ogromny wpływ na moją pracę. Inna ważna koncepcja Freuda, która jest mi bliska, to ta, o której pisał w 'Poza zasadą przyjemności' - kompulsywne powtarzanie traumatycznego doświadczenia aż do momentu, kiedy zaczynamy czerpać z niego przyjemność. Zastanawia mnie, czy rzeczywiście, tak jak pisał, powtarzamy bolesne doświadczenia, bo chcemy je oswoić i wyćwiczyć, czy może trzymamy się ich, bo nas w jakiś perwersyjny sposób fascynują. Tak jak czasami zdarza nam się czerpać przyjemność z odczuwania bólu i strachu.

Lubi pani horrory?

Uwielbiam. Mój ulubiony to 'Lokator' Romana Polańskiego, oparta na powieści Rolanda Topora opowieść o nadwrażliwym bohaterze, który zanurza się w paranoi i szaleństwie. Ten film jest przerażający, a zarazem śmieszny. Ja też staram się mieszać poczucie humoru z estetyką horroru, żeby poradzić sobie z własnymi neurozami.

Więcej zdjęć Alison Brady na www.alisonbrady.com

Podziel się