http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Udział w krowie

Katarzyna Bosacka
25.06.2010 , aktualizacja: 19.08.2010 17:56
A A A Drukuj
Krowa rasy jersey, popularna 
w Stanach i Wielkiej Brytanii. Niepasteryzowane mleko 
od krów tej rasy pije nawet angielska królowa Fot. East News Krowa rasy jersey, popularna w Stanach i Wielkiej Brytanii. Niepasteryzowane mleko od krów tej rasy pije nawet angielska królowa
Nie pijemy już tego paskudztwa w kartonie, dwa razy w tygodniu przyjeżdża do nas świeżutkie mleko prosto od naszej własnej krowy

Fot. Steven Senne/APPRESS Walka o niepasteryzowane mleko trwa - prawo 22 stanów USA zabrania rolnikom sprzedaży świeżego mleka, ale nie zakazuje jego picia, jeśli jest się właścicielem krowy. Amerykanie kupują więc udział w krowie
Fot. Ted S. Warren/AP
Walka o niepasteryzowane mleko trwa - prawo 22 stanów USA zabrania rolnikom sprzedaży świeżego mleka, ale nie zakazuje jego picia, jeśli jest się właścicielem krowy. Amerykanie kupują więc udział w krowie
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Kolacja u McDonaldsów w Fairfaksie pod Waszyngtonem to jak zwykle fiesta. Mirtha, pół Brazylijka, pół Kolumbijka, serwuje smażone platany (wyglądają jak banany, smakują jak frytki), tamale (sakiewki z liści kukurydzy nadziewane kurczakiem i warzywami), papryczki jalapeno faszerowane serem. Mniam. Nic dziwnego, że rozmowa krąży wokół talerza. Ci, co wychwalają steki z Costco (odpowiednik Macro), niedrogie i z certyfikowanej wołowiny, psioczą na wygórowane ceny coraz bardziej popularnych w Ameryce sezonowych farmer's markets, gdzie prosto od chłopa można kupić pyszne pomidory, lokalne sery i kostropatą zdrową marchewkę. - Mleko kupujemy tylko z ekocertyfikatem. Jest drogie i pasteryzowane, ale przynajmniej bez hormonów - tłumaczy Mirtha. - A my już nigdy więcej nie weźmiemy do ust tego paskudztwa w kartonie - mówi nagle Steven. - Dwa razy w tygodniu przyjeżdża do nas mleko prosto od krowy.

Stokrotka daje 100 litrów

Krowa jest nieduża, rasy jersey, brązowo-ruda, w białe łatki. Mieszka na ekofarmie w miejscowości The Plains, godzinę drogi od Waszyngtonu. - Ma na imię Daisy [po ang. stokrotka] i jest bardzo łagodna - opowiada Steven, informatyk w wielkiej firmie telekomunikacyjnej, który wraz z żoną Lisą i dziećmi - sześcioletnim Toddem i trzyletnią Anną - mieszka tuż pod Waszyngtonem. - Pasie się na łące przez trzy czwarte roku i jest naprawdę szczęśliwa! Zimą Daisy karmiona jest sianem i karmą ekologiczną. Nikt nie podaje jej hormonów wzrostu, nie tuczy białkiem, nie aplikuje antybiotyków bez potrzeby. Jest też regularnie badana i szczepiona. Daje dziennie kilkanaście litrów wyjątkowo tłustego (7-proc.), smacznego i bogatego w białko mleka. Wielkość udziału w krowie zależy od ilości mleka, której potrzebuje dana rodzina. Bo tak naprawdę Steven jest współwłaścicielem, a nie wyłącznym posiadaczem krowy. Jego rodzina nie byłaby w stanie wypić 100 litrów mleka miesięcznie, choć i tak potrzebuje go sporo - przeszło 7 litrów (2 galony) tygodniowo. - Z części warzymy ser, zbieramy śmietanę, ubijamy ją w mikserze na pyszne masło - tłumaczy Steven. - Czasem dajemy sąsiadom, bo nie wolno nam mleka odsprzedawać. Z naszej farmy często kupujemy też prawdziwe wiejskie jajka, miód, dżemy, ekokurczaki i wołowinę. Dwa razy w tygodniu galon mleka w szklanym słoju wielokrotnego użytku umieszczonym w przenośnej lodówce ląduje z pomocą firmy kurierskiej u ich drzwi. Brzmi super, tylko ile to kosztuje? Jak się okazuje, wcale niedużo. 'Udział w krowie' - 60 dol. jednorazowo plus 15 dol. za cztery słoje na mleko. Do tego za każdy galon mleka płaci się 3,5 dol., czyli o połowę mniej niż za ekomleko w sklepie. Tylko czy trzeba od razu kupować do spółki z innymi rodzinami krowę? Nie można po prostu mleka?

Naturaliści

Można, tyle że nie tutaj, w stanie Wirginia. Prawo tego stanu zabrania bowiem rolnikom sprzedawania mleka prosto od krowy (niepasteryzowanego), ale nie zakazuje (bo nie może ze względu na wolności obywatelskie) picia mleka prosto od krowy, gdy się jest jej właścicielem. Steven musiał więc kupić udział w krowie, którą na co dzień opiekuje się rolnik na farmie. W każdej chwili może jednak swoją krowę odwiedzić, pogłaskać, pokazać dzieciom, sprawdzić, czy jest czysta i wypielęgnowana, zapytać o wyniki jej badań i zdrowie. Taki układ jest grą fair nie tylko wobec krowy, ale także wobec rolnika - Steven dostaje ekoprodukt w dobrej cenie z dostawą do domu, rolnik ma klienta, który będzie kupował mleko dopóty, dopóki żyć będzie krowa. W ten sposób wspiera więc nie tylko rolnictwo ekologiczne, ale i zatrudnienie lokalsów w swoim regionie. Udział w krowie może oczywiście odsprzedać, jeśli się rozmyśli, ale takich przypadków jest mało. Za to, jak wynika ze statystyk, wielbicieli mleka prosto od krowy z dnia na dzień w USA przybywa. Możliwość zakupienia 'udziału w krowie' lub po prostu świeżego mleka oferuje już kilka tysięcy farm w Ameryce, w ciągu ostatnich czterech lat ich liczba wzrosła wielokrotnie. Szacuje się, że w samej Kalifornii mleko prosto od krowy pije już przeszło 100 tys. osób. Jednak w 22 stanach sprzedaż takiego mleka jest prawnie zakazana.

- W tym kraju są tysiące stron z pornografią dziecięcą, za rogiem można kupić tony mocnego alkoholu, w Kalifornii - 'medyczną' marihuanę, a ludzie nie mogą kupić mleka prosto od krowy, bo władza im tego zabrania - złości się Steven. Argumentuje, że krowy trzymane w gigantycznych hodowlach przemysłowych są eksploatowane ponad miarę. - Często chorują i dlatego profilaktycznie podaje się im antybiotyki przez całe ich życie. Są faszerowane hormonami, by szybciej rosły i szybciej zachodziły w ciążę. Wraz z paszą zjadają też chemiczne środki ochrony roślin, bo karmi się je paszami przemysłowymi, a także - co jest wbrew ich naturze - białkiem, by szybciej przybierały na wadze. Zwolennicy mleka prosto od krowy przekonują, że to pasteryzacja niszczy dobroczynne dla człowieka enzymy i bakterie obecne w mleku, pozbawia je smaku i właściwości prozdrowotnych. - Wyjaławianie naszego środowiska ze wszystkich bakterii powoduje, że nasze organizmy nie mają na czym ćwiczyć odporności. To dlatego w Ameryce mamy tylu alergików - twierdzi dr Joseph Mercola, internista. - Widziałem wielu pacjentów, którym stan zdrowia poprawił się znacznie, kiedy zaczęli pić mleko prosto od krowy, bo to jeden z najzdrowszych napojów na świecie. Powołuje się na badania, które wskazują, że ci, co piją świeże mleko, rzadziej cierpią na alergie pokarmowe i wziewne. Jednak nie wszystkich takie argumenty przekonują.

...kontra czyściochy

Amerykanie znani są na całym świecie ze swojej kultury strachu. Jedną z najważniejszych trwóg w tym społeczeństwie jest strach przed bakteriami. W każdym supermarkecie można spotkać płyny do dezynfekcji rąk. Dzieci w szkole po każdym kichnięciu muszą myć ręce. Przeciętny Amerykanin tatara czy jajka na miękko nawet kijem nie ruszy, bo w surowiźnie może czaić się bakteria. Jednak nie tylko hipochondrycy i czyścioszki boją się mleka prosto od krowy, lecz także naukowcy. Food and Drug Administration, najważniejsza w USA organizacja rządowa regulująca rynek żywności i leków, zakazuje nie tylko picia mleka prosto od krowy, ale nawet importu młodych niepasteryzowanych serków kozich czy dojrzewających brie de Meaux. John Sheehan, szef departamentu w FDA rynku nabiału i jaj, twierdzi wprost, że picie mleka prosto od krowy jest jak rosyjska ruletka. Argumentuje, że każdego roku w statystykach widać związek między piciem świeżego mleka i zachorowaniami na salmonellozę czy inne choroby bakteryjne. Na jednej z konferencji prozdrowotnych zasłynął nawet stwierdzeniem, że świeżego mleka nie powinno się pić nigdy i nigdzie. W przeszło 310-milionowej Ameryce odnotowuje się rocznie kilkaset zachorowań spowodowanych piciem świeżego mleka. Jego przeciwnicy tłumaczą, że przecież poza smakiem i niewielką ilością witamin mleko w kartonie jest równie odżywcze. Nie traci swoich walorów zdrowotnych i jest całkowicie bezpieczne. Dziś w USA już w 28 stanach zezwala się na sprzedaż mleka prosto od krowy, nie bacząc na zakazy FDA. W Arizonie, Kalifornii i stanie Waszyngton można je nawet kupić w sklepach.

- A wiecie, że mleko wyłącznie od krów rasy jersey, popularnych również w Wielkiej Brytanii, pije sama królowa angielska?! - mówi nagle Steven. A potem wszyscy przy stole zaczynają się zastanawiać: pasteryzowane czy nie?

Podziel się