Składniki: jadalne mrówki (smakiem przypominają chilli), miętowy aromat. Bez domieszki cukru. Mrówczany lizak (3,85 funta za sztukę) to jeden ze smakołyków oferowanych przez angielską firmę Edible (Jadalne). "Mniej odstręczający niż pozostałe" - przekonują. Na liście są też czipsy z robaków (hodowanych na farmie), skorpion w belgijskiej czekoladzie, świerszcze w curry, miód wzbogacony enzymami ze śliny szerszeni gigantów. Edible powstała w 2000 r., żeby człowiekowi Zachodu udostępnić smaki, 'o których nie ma pojęcia'. Ale opakowania dań, które kojarzą się z odległymi kulturami albo rarytasami pogańskich władców, działają jak uśmierzacze lęków i uprzedzeń higienicznego człowieka XXI wieku. Nawet gigantyczne mrówki (hormigas culonas) - wspomagająca potencję przekąska Indian Guana - serwowane z estetycznych pakiecików z elegancką grafiką zmieniają się w kolejny imprezowy snack. 'Zamiast oliwek czy orzeszków' - brzmi zachęta na stronie Edible. Globalistyczne ponowoczesne wariactwo? Małpy nauczone zbierania chińskiej herbaty monkey picked tea to wcale nie zachodni wybryk narzucony orientalnej społeczności, ale powrót do starych zwyczajów. Na niedostępne górskie stoki, które porasta dzika herbata, małpy dostają się bez trudu, a za tę umiejętność ludność je czci. Enzym ze śliny szerszenia importowany z wyspy Kiusiu jest dodatkiem do miodu giant hornet honey. Jako suplement diety przyjmują go japońscy olimpijczycy, bo ma działanie stymulujące. W Edible znalazł się w linii afrodyzjaków. Danie najbardziej kontrowersyjne - upieczona włochata tarantula. Pierwotnie trafiła na talerze z powodu głodu w czasie reżimu Czerwonych Khmerów. Teraz 25 proc. dochodu z jej sprzedaży Edible przeznacza na ochronę zagrożonych gatunków zwierząt w Kambodży.
Diane Bisson, kanadyjska antropolożka designu, wykładowczyni na Uniwersytecie w Montrealu, przewiduje, że wraz z pojawieniem się nieznanych form żywności i opakowań zrodzą się nowe gesty i rytuały. Ludzie będą inaczej trzymać talerz, nakładać jedzenie i pozbywać się resztek. Sama uważa, że w kwestii zastawy pora na rewolucję obyczajową. Na pomysł kolorowych tacek do schrupania po skończonym posiłku pani profesor wpadła, gdy zobaczyła stos plastikowych naczyń wyrzuconych przez szkołę, do której chodzi jej syn. Tacki wyglądają, jakby wykonano je z tektury, ale zawierają wyłącznie naturalne składniki. Bisson unikała konserwantów, sztucznych barwników i cukru. Przypominające krepinę tworzywo w kilku wersjach kolorystycznych powstało z fasoli, kasztanów wodnych, nasion maku oraz strąków z drzewa świętojańskiego zmieszanych z owocową papką z mango, wiśni i maliny. Bisson nie tai, że jadalny talerz nie pojawił się wraz z najnowszymi technologiami, bo wydrążony bochenek chleba albo zwinięty liść też są naczyniami. Obecnie pracuje nad zupą w postaci stałej - z agaru, żelu pozyskiwanego z japońskich wodorostów. Półprzezroczysta masa przybiera rozmiary małej miski i smakuje jak pomidory z pieprzem. Nie roztopi się, nawet jeśli wlejemy w nią gorące danie! Bisson chciałaby stworzyć plastyczną masę, z której każdy mógłby ulepić własną zastawę. Do zjedzenia.
Ani futurystyczne wizje, ani kulinarny kolonializm nie interesują Francuzki Julie Rothhahn. Ciasteczka, żelki, bułeczki, krakersy i lody jej autorstwa wyglądają jak kolekcjonerskie popowe figurynki lub miniinstalacje z muzeum sztuki współczesnej. Rothhahn patrzy na jedzenie jak na 'tworzywo, które można kształtować, eksponować, nasycić sensem'. Absolwentka Akademii Sztuki i Projektowania w Reims po studiach szkoliła się w pracowni Marca Brétillota, pioniera designu kulinarnego we Francji. Dziś współpracuje z wielkimi koncernami spożywczymi jak HaägenDazs, małymi niezależnymi piekarniami i portalem gastronomicznym Le Fooding.com. Na objazdowym festiwalu Excentrique w Francji wspólnie z artystką Lily Monsaingeon zrobiła performance. Pojemniki z winem i herbatniki umieściła na imitacjach winnych krzewów. Goście mieli się poczuć, jakby uczestniczyli w winobraniu.
Po francusku design culinaire, po angielsku food design. A po polsku? Nazwa jeszcze nie istnieje. Czym właściwie jest ta interdyscyplinarna dziedzina na granicy chemii, biologii, fizyki, sztuki, estetyki i gastronomii? I skoro to zjawisko niszowe - czy mówienie o przełomie w podejściu do jedzenia nie jest na wyrost? Wyznawca i propagator idei Marc Brétillot na swojej stronie internetowej zamieścił wywiad, który jest rodzajem manifestu: 'Kuchnia to ostatnia dziedzina, do której można wreszcie zastosować design. Kiedy producent mebli zamawia u projektanta pomysł nowego krzesła, nikogo to nie dziwi. W cateringu nie ma takiego przyzwolenia, nawet jeśli wielcy szefowie kuchni zaczynają się sprawą interesować'. Zdaniem Brétillota udany design culinaire demaskuje konsumenckie poczucie bezpieczeństwa, zmusza do zrewidowania przyzwyczajeń i norm. Bo całkowita niewiedza tego, co dzieje się z kawałkiem mięsa, zanim trafi na talerz, to obłuda współczesnego smakosza. Na belgijskiej stronie http://foodfordesign.blogspot.com/ można śledzić seminaria, konferencje i newsy związane z projektowaniem jedzenia, awangardowym sprzętem gastronomicznym i gadżetami 'wokół stołu'. Jeden z najnowszych postów to prezentacja dietetycznych okularów japońskiej firmy Yumetai. Barwią świat na niebiesko i sprawiają, że najsmakowitsza potrawa przedstawia się odrażająco.
Marta Gessler, która w latach 90. eksperymentowała ze sposobem podawania dań - na wernisażu Magdaleny Abakanowicz stół przykryła obrusem z chleba, dla kosmetycznego koncernu zapakowała marchewki w plastikowe torebki, żeby wyglądały laboratoryjnie, a na czarnym przyjęciu nie tylko podała czarne potrawy, ale zamaskowała na czarno twarze kelnerów - nie ma potrzeby przyklejania do swoich działań chwytliwych terminów. - Spalona patelenka mojej babci też może uchodzić za obiekt food design. Dla mnie to rodzaj haute couture kuchni. Ale potrzeba łamania schematów nie jest niczym nowym - mówi. Hasło robi jednak karierę; adepci tej dyscypliny pokazują się na targach projektowania, festiwalach sztuki i alternatywnych miejskich imprezach. Portal Designboom oferuje letnie kursy projektowania jedzenia.
Analogowa płyta z czekolady stworzona wspólnie z reżyserem dźwięku Raphaëllem Latinim przywraca doznania związane z przygotowywaniem strawy tylko pośrednio. Uruchomiona na adapterze odtworzy dźwięki pieczenia. Katalończyk Mart~ Guixé, który we własnym blogu anonsuje się jako ojciec dyscypliny food design, wspiera niegastronomiczne podejście do żywności. Propaguje myślenie o 'jadalnym produkcie' bez odniesienia do gotowania i tradycji. Przykład? Zielony groszek z rysunkami kobiecych ikon piękna XX wieku wykonanymi atramentem z kałamarnicy. Wszystkie składniki są całkowicie przyswajalne. I smaczne. Guixé kontestuje mainstreamowe firmy projektowe, ale wie, że bez nich skazany byłby na anonimowość. Współpracował z Vitrą, Camperem i japońską agencją Dentsu. W 2010 r. stworzył dla firmy Alessi cukiernicę w kształcie kostki cukru i miskę na owoce z trzema balonami, na których można napisać wiadomość. Precyzyjną informację o liczbie spożytych kalorii zawiera tabliczka czekolady wymyślona przez francuski kolektyw 5.5 Designers. Każdy kawałek ma inny rozmiar i inny ładunek tłuszczu i energii. A nazwa 'najuczciwsza tabliczka czekolady' wprowadza do konsumpcji wątek etyczny.
Holenderscy projektanci Eric Meursing i Marjolein Wintjes otworzyli w Amsterdamie concept store De Culinaire Werkplaats, w którym można kupić jadalną suknię ślubną uszytą ze sprasowanego rabarbaru, a bransoletka to przetworzona truskawkowa pulpa. W ten sposób naśmiewają się z mechanizmów branży modowej, która nieustannie podsyca żądzę konsumowania. Apetyt zgodnie z zasadą rynku można przecież zaspokoić tylko doraźnie. Najwyżej na jeden sezon.
Kolekcje 'prosto z wybiegów' wypieka restauracja ekskluzywnego londyńskiego hotelu The Berkeley. Za 35 funtów można wykupić poczęstunek typu tea time, w skład którego wchodzą barwne ciasteczka - ciuchy i akcesoria od projektantów. Czekoladowy krem gra rolę koronki od Prady, czerwony lukier to hołd dla domu mody Valentino. Kuwejcka ciastkarnia Crumbs serwuje muffiny, na których szczycie jak na sklepowej ladzie spoczywają: telefon komórkowy, torebka Chanel i markowe okulary. Ale fantazyjne wypieki w kształcie zwierząt, budynków, popowych ikon, kultowych gadżetów, postaci z kreskówek to nie tylko domena przybytków luksusu. Każdy, kto umie wyrobić
ciasto, ma szansę zostać artystą własnej kuchni. Producenci fantazyjnych form do kruchych ciasteczek i pierniczków przekonują, że wycinanie zajączka, włóczykija i koparki to najlepszy sposób na spędzanie czasu z dzieckiem. A z urodzinową babą - wielopiętrowym domkiem w pastelowych kolorach i z lukrowanym dachem - nie może się równać żaden inny prezent. Obsceniczne torty dla dorosłych to już ironiczna interpretacja pędu do potęgowania słodyczy. Świeczki tlą się wokół penisa w czasie erekcji, w obfitym biuście blondynki albo pod trumną, z której wychyla się Drakula.