Wygląda jak superbohaterka - szczupła, wysoka, pewna siebie. Jej znaki rozpoznawcze to fryzura na perfekcyjnego boba, długie nogi w rajstopach (często w kolorze fuksji), mini, wysokie obcasy, wielkie wisiory, bransolety, pierścienie. Znawcy mówią, że przy Mary Portas nawet supermodelka wypada blado. Uwielbia podkreślać kobiecość wbrew zasadzie, że to przeszkoda w biznesie. Uznanie i autorytet w branży zdobyła na początku lat 90., przekształcając sklep Harvey Nichols w nowoczesną markę. Przekonała właścicieli do młodych projektantów, a aranżowane przez nią witryny stały się obowiązkowym punktem zwiedzania Londynu (do historii przeszły te z manekinami przedstawiającymi członków popowych zespołów, np. brytyjskiego wokalistę glam rocka Gary'ego Glittera). Ze staromodnego sklepu dla pańć Harvey Nichols stał się ulubionym miejscem zakupów modnych młodych kobiet z księżną Dianą na czele.
Nic dziwnego, że kiedy w 1997 roku Mary zdecydowała się otworzyć własną agencję konsultingową, klienci ustawili się w kolejce. Dzisiaj Yellowdoor zatrudnia 50 osób i obsługuje takie marki, jak: Clarks, Louis Vuitton, Oasis, Swarovski, Dunhill, Patek Philippe i Clinique. Ale luksusowi klienci to nie wszystko, kilka lat temu dzięki telewizji i prasie Mary Portas trafiła pod strzechy. Od pięciu lat prowadzi w 'The Daily Telegraph' sobotnią kolumnę 'Shop!', w której przemierza Wielką Brytanię i poddaje krytyce lokalne sklepy. Jej pierwsza książka o witrynach sklepowych 'Windows - the Art of Retail Display' z 1999 roku została opublikowana w pięciu językach; książka 'How to Shop' rekomendowana jest jako najlepszy przewodnik po zakupach XXI w. Przygoda z telewizją zaczęła się pięć lat temu od gościnnego udziału w programie 'The Richard & Judy Show', w którym Portas mówiła o znaczeniu uśmiechu w świecie handlu. Ruda 40-latka okazała się świetna na wizji - wyrazista, przekonująca. Rok później, latem 2007 roku, wyemitowano pierwszą serię poradnikowego programu 'Mary, królowa sklepów'. Z wiedzy i doświadczenia Portas korzystają teraz właściciele małych butików i kupujący, bo 'Mary królowa sklepów' to fascynujący instruktaż, jak przetrwać w tym biznesie. W BBC 2 właśnie rozpoczął się trzeci sezon.
Kiedy opiera dłoń na biodrze, słuchając uważnie właścicieli sklepów, czy przewraca oczami z przerażenia na widok asortymentu czy obsługi, wzbudza szacunek, a nawet przerażenie. Zna się na swojej robocie i wali bolesną prawdę prosto z mostu: 'To naprawdę wstyd, że ten sklep tak wygląda'. Jest jak inna gwiazda telewizji - sławny kucharz Gordon Ramsey, postrach restauratorów. Ale właściciele podupadających sklepów nie boją się krytyki i śmieszności - wiedzą, że Portas jest ich kołem ratunkowym. Do ostatniej serii programu przyszło 6,5 tys. zgłoszeń. Patrząc, jak niektórzy prowadzą swoje interesy, bezlitośnie stwierdza, że z takim podejściem nie zasługują na zarabianie pieniędzy. 'Podstawowy problem to to, że właściciele małych butików, punktów usługowych i restauracji nie robią researchu - tłumaczy Mary Portas. - Nie zdają sobie sprawy, że wszystko trzeba brać pod uwagę, każdy element jest ważny'.
Rozpoznanie klienta (czy raczej, jak mówi, 'poznanie swojego plemienia'). Odpowiednio dobrany i wyeksponowany towar. Przyciągające wzrok witryna i szyld. Ciekawy wystrój wnętrza i fachowa obsługa. Nie można lekceważyć muzyki i opakowań. Zabiera swoich podopiecznych na pokazy mody, oprowadza po nowoczesnych, dobrze prosperujących butikach, każe im stylizować modelki i układać ubrania na półkach. Budżet na każdy odcinek wynosi mniej niż 2 tys. funtów. Z uporem promuje małe sklepy, bo wierzy, że w czasach zdominowania rynku przez sieciówki ważne jest, by indywidualny handel przetrwał. 'Sklep musi mieć styl - nawołuje Portas - musi mieć sex appeal'. I udowadnia, że wszystko jest możliwe, jeśli ma się wiedzę i wizję. Potrafi przerobić zakurzony, pełen używanych szmat sklep organizacji charytatywnej w szykowne miejsce, w którym ma się ochotę kupować. 'To cudowne, że mogę wprowadzać w ten świat - mówi. - Teraz myślę, że to najlepsza rzecz, jaką w życiu robiłam'.
Prywatnie nie lubi chodzić na zakupy, ale jak już idzie, to jest wymagającą i skuteczną klientką. Boleje nad tym, że Brytyjczycy zadowalają się byle czym. 'Jeśli obsługa cię lekceważy, wyjdź ze sklepu - radzi. - W czasach, kiedy sprzedaż przez internet wzrasta 20-krotnie razy szybciej niż w realu, sprzedawcy muszą się starać - zasługujesz na fachową obsługę, interakcję i uśmiech na twarzy. Dobry sprzedawca powinien być jak aktor w najlepszym teatrze'. Dzięki niej ludzie po obu stronach lady dowiadują się, że kupno i sprzedaż może być wyrafinowaną sztuką. Menedżer sklepu nie chce przyjąć zwrotu felernego towaru? Głupi, bo traci klienta na zawsze. 'Ludzie są w stanie wybaczyć wszystko, jeśli mają zaufanie' - mówi Mary.
Wychowała się w Rickmansworth w Hertfordshire, była przedostatnia z pięciorga dzieci w rodzinie irlandzkich emigrantów. Ojciec był dyrektorem sprzedaży w herbacianym koncernie Brooke Bond. Mary była najbardziej ekstrawertyczna z całej piątki, hałaśliwa i gwałtowna. Pamięta, że w dzieciństwie najgorszą karą było siedzenie w domu, podczas gdy mama z siostrą szły na zakupy. 'Siedziałam pod ścianą - wspomina - i czekałam, aż wrócą ze wszystkimi wspaniałościami: ciuchami, kosmetykami, dziewczyńskimi rzeczami, i czułam się tragicznie'. Ujście dla swojej ekspresji znalazła dopiero w teatrze - została przyjęta do The Royal Academy of Dramatic Art., ale przedwczesna śmierć matki, gdy Mary miała 16 lat, a dwa lata później ojca sprawiły, że musiała zmienić plany. Ojciec zostawił cały majątek drugiej żonie, a ta sprzedała dom - Mary i jej młodszy brat z dnia na dzień zostali bez dachu nad głową, bez pieniędzy i perspektyw. 'Taka dickensowska historia' - mówi Portas. Zaopiekowali się nimi znajomi rodziny, a Mary zapisała się do Watford Collage of Art na kurs grafiki i projektowania. 'Nienawidziłam każdej minuty w szkole, byłam pewna, że nie mam przyszłości - wspomina. - Przez pięć lat po śmierci matki żyłam w kompletnym oszołomieniu, prześladowana przez poczucie lęku. Pracowałam o wiele ciężej niż reszta. Nie wiem, czy miałam większy talent. Do dzisiaj, kiedy spotykam dziewczyny, które mówią, że robią sobie przerwę, bo potrzebują czasu na przemyślenia, mam ochotę krzyknąć: Cooo?!!! Nigdy nie miałam takiej opcji'.
W handlu zaczynała skromnie, od dorywczej pracy w soboty w sklepie sieci John Lewis. Z czasem pracowała już na cały etat w londyńskim Harrodsie, gdzie przez trzy lata odpowiadała za aranżacje okien wystawowych, potem była menedżerem ekspozycji w wielkim TopShopie na Oxford Circus. Już wtedy dała się zauważyć specjalistom z branży i przed trzydziestką została dyrektorem kreatywnym w Harvey Nichols. 'W pracę tam wpadłam całą sobą. To było naprawdę szaleństwo. Ale wiedziałam, że dam radę' - wspomina. I wyznaje: 'Cóż, wszyscy czujemy potrzebę bycia rozpoznawanymi, kochanymi i tego, by mieć specjalne miejsce w życiu ludzi, których darzymy szacunkiem. Mam szczęście prowadzenia biznesu w świecie, w którym stałam się rozpoznawalna. Ale stworzenie tej osoby i zarządzanie nią jest naprawdę trudne'.
'Ludzie lubią szufladkować kobiety sukcesu. Jesteś jak Anne Robinson? Jesteś Nigellą? A ty myślisz, że właśnie jesteś kimś pomiędzy. Nigdy nie chciałam być w pierwszej parze. Ale czyż nie jest fantastycznie w połowie czterdziestki znaleźć się w telewizji i zaczynać kolejną karierę?' - mówi Portas. Idealnie łączy pracę zawodową z życiem rodzinnym, twierdzi, że ma obsesję na punkcie bycia dobrą matką. Ma dwójkę nastoletnich dzieci - syna Myho i córkę Veriety; z ich ojcem rozwiedli się pod koniec lat 90., ale jak zapewnia: 'Poślubiłam właściwą osobę, mamy niesamowite dzieci i nadal chcę, żeby uczestniczyła w moim życiu i w życiu dzieci'.
Kilka tygodni temu na cywilnej ceremonii zalegalizowała swój wieloletni związek z Melanie Rickey, redaktorką działu mody magazynu 'Grazia'. W sukienkach Antonia Berardiego, ulubionego projektanta Victorii Beckham, zyskały sobie przydomek 'najbardziej stylowej pary lesbijek w Wielkiej Brytanii'. Ma 48 lat i świadomość, że to świetny czas w życiu kobiety. O tym będzie jej nowy projekt, który przygotowuje dla telewizji Chanell 4. Najwidoczniej 'królowa sklepów' powróci jako królowa życia.