Daniel Bauke, informatyk z Katowic, od dziesięciu lat w Warszawie, kilka przepracował w korporacjach, teraz ma własną firmę. Po dziewięciu miesiącach pracy w domu stwierdził, że ciągle coś go rozprasza: sąsiad, telewizor, pralka. Joanna Wright, konsultantka polityczna z Nowego Jorku, chwaliła sobie pierwsze miesiące pracy w domu. Potem zaczęła jej doskwierać samotność. Z pracą przeniosła się do baru kawowego. - Żeby jakoś usprawiedliwić siedzenie przy kawiarnianym stoliku, od czasu do czasu kupowałam muffina lub cappuccino - opowiada w programie telewizji amerykańskiej. - Zaczęłam tyć.
Joanna nie wynajęła biura, bo utrzymanie skromnego lokalu kosztuje w Nowym Jorku około 2 tys. dol. miesięcznie. Za to wynajęła biurko. Za 25 dol. za dzień lub 175 dol. miesięcznie ma dostęp do urządzeń biurowych, prysznica. Może nawet poleżeć w hamaku. I pogadać z innymi freelancerami, bo coworking to spokój, ale nie osamotnienie.
Daniel Bauke też wynajął biurko - w Creative Hub, centrum coworkingu na warszawskiej Pradze. Za 500 zł miesięcznie ma miejsce do pracy, zamykaną szafkę, dostęp do sieci. - Wygodniejsze biurko i krzesło mam w domu. I szybszy internet. Ale tutaj mogę używać salki konferencyjnej, która się przydaje - tłumaczy. Daniel był pierwszym klientem CH, które zaczęło działać z końcem stycznia. Teraz może pogadać z Kaśką, architektką wnętrz, i Rafałem, także programistą. Sam jest specjalistą od aplikacji do iPhona, myśli o rozwoju firmy. - Chcę ściągnąć tu kolegę, z którym kiedyś pracowałem. Potem kolejnych współpracowników. Może wynajmę w Creative Hub całe biuro?
Najemcy biur i biurek w Creative Hub mają do dyspozycji dwie łazienki, salon z kącikiem kawowym i profesjonalną drukarkę, którą właściciele CH wzięli w leasing. Gości nie wita jednak sekretarka. - Wszyscy się znamy, mamy do siebie zaufanie, każdy ma swój klucz, może wejść i wyjść o dowolnej godzinie, także w weekend - mówi Joanna Kasprzycka-Rosikoń, współwłaścicielka CH. - Takie było założenie. Nie zabiegamy o jak największą liczbę ludzi, dlatego nie można do nas wpaść na godzinę czy dwie. 5-, 10-dniowy lub miesięczny abonament można wykupić w Studiu Kreatywnej Współpracy w Krakowie. - Jeśli ktoś chce przyjść na pół dnia, też może. 'Gorące biurka', czyli te z doskoku, na parę godzin, wynajmują przedsiębiorcy, żeby spotkać się ze wspólnikami albo popracować w czasie delegacji - mówi Katarzyna Zalass, współwłaścicielka Studia. Po pół roku działalności SKW ma stuprocentowe obłożenie, koszty się zwracają.
Zanim właściciele Creative Hub zdecydowali, że otworzą centrum coworkingu w Warszawie, spędzili trochę czasu za granicą, na studiach, kontraktach (Joanna zarządza treściami w internecie, Jan jest wydawcą książek). Widzieli takie centra, bo idea rozlała się po świecie. Najwięcej jest ich w USA (tam pokoje biurowe do wynajęcia zaczęły powstawać już w latach 80. XX wieku), ale są także w Japonii, we Francji, w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Irlandii, Hiszpanii, Szwajcarii, Brazylii, Izraelu, Rosji, Niemczech, Wenezueli, Grecji, Norwegii, Słowacji, na Ukrainie i we Włoszech.
Pierwszy był Brad Neuberg, programista z San Francisco. Kiedy po latach pracy w korporacji uruchamiał własną firmę, bał się, że straci kontakt z ludźmi. Dlatego w 2005 r. stworzył biuro dla kilkunastu freelancerów i nazwał je coworkingiem. Wynajął przestrzeń od organizacji pozarządowej, wstawił tam stoły, krzesła i czekał na osoby, które zechcą z nim pracować. Po dwóch miesiącach pojawili się zainteresowani. Rok, dwa lata później zasiana przez niego idea zaczęła kiełkować w wielu miejscach w Ameryce. Dzisiaj w każdym większym mieście USA jest centrum coworkingowe, a Neuberg prowadzi stronę o coworkingu w Wikipedii i blog, służy radą, od czego zacząć organizowanie wspólnego biura, i zachęca do tworzenia kolejnych.
Jeszcze zanim powstały centra coworkingowe, freelancerzy umawiali się na spotkania w kawiarni, mieszkaniu, żeby razem popracować, napić się kawy, pogadać. Ich pionierem z kolei był Amit Gupta z San Francisco, który prowadzi portal fotograficzny Photojojo. Pracował w domu i zapraszał czasami do wspólnej pracy znajomych. Wszyscy uznali, że ten sposób pracy się sprawdza, więc Amit zaczął w swoim blogu zapraszać na otwarte spotkania. - Przychodzą przede wszystkim programiści, ale mieliśmy też pisarzy, dziennikarza ze Szwecji, a nawet herbacianego sommeliera. Zaparzył świetną herbatę - opowiada Amit. Gupta ma naśladowców. I konkurentów. Tara Hunt i Chris Messina, założyciele Citizen Space - centrum coworkingu w San Francisco - uważają, że ta idea wyrosła ze spotkań barcampowych, które organizują od kilku lat.
BarCamp to nieformalne, otwarte, interaktywne spotkania ludzi związanych zazwyczaj z branżą internetową. Służą integracji środowiska, wymianie doświadczeń i pomysłów oraz dobrej zabawie. Są opozycją dla drogich konferencji branżowych. Nie mają z góry ustalonego programu, podziału na ekspertów i biernych słuchaczy. Każdy może wziąć udział w dyskusji.
Rok temu odbył się BarCamp Wolnego Uniwersytetu Warszawy - oddolna alternatywa dla oficjalnych debat o przyszłości kultury w Polsce. Regularne BarCampy organizuje także trzech informatyków z Poznania, którzy jako jedni z pierwszych w Polsce powołali coworkingową grupę współpracy.
Co się dzieje, jeśli nie wszystkim pasuje muzyka albo ktoś za głośno rozmawia? - Idziemy na piwo i tam dyskutujemy - odpowiada Amit Gupta. Czasami problemy eliminowane są na początku. TheOffice w Santa Monica nie ma salki konferencyjnej, ponieważ z założenia miało być oazą spokoju dla scenarzystów, pisarzy, dziennikarzy. W poznańskim ParkIdea nie ma miejsca dla akwizytorów czy telemarketerów. - Oczywiście nikt nie ma pretensji o jeden telefon czy krótką rozmowę przez Skype'a - mówi Ewa Gillner, graficzka komputerowa, współwłaścicielka Parku. Nowojorski Paragraph powstał dla poetów i dramaturgów, krakowski Lexpoint dla prawników, a pittsburski ThinkTank dla pisarzy. W centrach coworkingowych dla wszystkich też można nie wchodzić sobie w drogę. Komfort zapewniają zróżnicowane stanowiska pracy. Tak jest w warszawskim Biurcu. Przy dużym stole może pracować wygodnie kilkanaście osób, są salki spotkań, sale konferencyjne i odosobnione miejsca cichej pracy. Z kolei w Coworking Brooklyn celowo ustawiono tylko jeden stół. - Przy nim ludzie spontanicznie zaczynają rozmawiać, dzielić się pomysłami i problemami - wyjaśnia Beka Economopoulos, współwłaścicielka biura. ThinkTank urządzono eklektyczną zbieraniną stołów, biurek, regałów, sof, krzeseł. - Każdego dnia można siedzieć przy innych meblu, a to działa inspirująco - twierdzi Tom Buell, właściciel tego biura dla pisarzy.
Poczucie przynależności do grupy i odpowiedzialności za nią powoduje, że coworkingowcy nie tylko pracują w jednym miejscu, ale także spotykają się na wspólnie organizowanych szkoleniach, wykładach, zabawach i wyjazdach. Ludzie rozmawiają ze sobą w przerwach, ćwiczą jogę, dyskutują. Czasami dają sobie nawzajem pracę. Zdarza się, że zaczynają współpracować, zakładają wspólne interesy. - Uczymy się od siebie i nie musimy za to płacić - podkreśla Tara Hunt.
Joanna i Jan z CH też nie chcą poprzestać na wynajmowaniu biur. Creative Hub ma być wylęgarnią pomysłów i punktem kontaktowym. Myślą o stworzeniu centrum networkingu - współpracy i wymiany doświadczeń biznesowych. Na początek zorganizowali wraz z Instytutem Teatralnym wykład Christophera Lockwooda, wieloletniego wydawcy 'Wallpapera'. To od niego dowiedzieli się, że najwięcej pomysłów pojawia się na styku wielu dziedzin.
Coworking to tylko jedno z kilku pól działalności warszawskiego Centrum Cybernetyki. Jest tu pracownia projektantki mody, showroom, sklep, odbywają się warsztaty szycia, targi sztuki. - Coworking miał wypromować miejsce i ożywić je w dni, kiedy nie ma innych wydarzeń - mówi menedżer miejsca Marek Jerzak. - Ciekawi byliśmy, czy w Polsce to chwyci. Początkowo nie było zainteresowania. Trzeba było wyjaśniać, czym jest coworking - mówi Jerzak. - Podczas dnia otwartego media podchwyciły temat, rozdzwoniły się telefony, pojawiły się informacje w prasie, a na Cybernetyki - pierwsi najemcy. Po pół roku obłożenie sięgnęło 70 proc. Mamy architekta, dziennikarkę, pracowniczkę firmy szkoleniowej. Dziewczyna od coachingu nie tylko u nas pracuje, ale wystawia też swoją biżuterię na weekendowych targach mody - opowiada menedżer. Żałuje, że nie mają całych biur na wynajem, bo interesuje się nimi wiele małych firm. Niedawno biurka coworkerów musiały opuścić salę na jedną noc, bo odbywało się tu wesele. Na Zachodzie nikogo to nie dziwi. Wiele wspólnot opłaca prowadzenie biura pieniędzmi zarobionymi na wynajmie przestrzeni na imprezy, spotkania, prelekcje. Ponieważ coworkingowe wspólnoty często skupiają artystów, tancerzy, fotografów, powstają tam także sale prób, pracownie, laboratoria fotograficzne, galerie.
Według socjologów coworking jest następstwem takich zjawisk ostatnich lat, jak: ruch na rzecz wolnego oprogramowania, organizacja Creative Commons (dąży do uzyskania kompromisu między pełną ochroną praw autorskich a korzystaniem z twórczości innych osób), serwisy społecznościowe - YouTube, Facebook, MySpace, Flickr, GoldenLine.
Entuzjaści komunikatorów internetowych i serwisów społecznościowych uważają, że są one tak samo ważne jak więzi krwi czy rasy. Ich krytycy zauważają, że ogromne pieniądze, które generują, podważają autentyczność nowych zjawisk społecznościowych. Jeśli zbankrutujesz, znajomi z Facebooka raczej ci nie pomogą. A twórcy centrów coworkingu, choć podkreślają ich społecznościowy charakter, zazwyczaj nie prowadzą instytucji non profit.
Czy kapitalizm i wspólnotę da się pogodzić? Jak prognozuje Instytut Przyszłości (Institute of the Future) z Silicon Valley, coworking w najbliższym dziesięcioleciu stanie się coraz bardziej powszechny. O sile tendencji może świadczyć to, że coworkingowe biuro powstało nawet w Second Life.