Zjeżdżalnia, huśtawka, piaskownica, karuzela. Tak wygląda przeciętny plac zabaw w Polsce i za granicą. Na tych lepszych znajdzie się jeszcze 'pająk' do wspinania, rozbudowana zjeżdżalnia przypominająca warownię z zamkiem i mostkiem zwodzonym, huśtawka dla maluchów, no i może jakiś samochód, np. wóz strażacki. Na ziemi piach, żwirek, a w wersji luksusowej - syntetyczna nawierzchnia amortyzująca upadki. Urządzenia różnią się od siebie tylko jakością materiału i stanem utrzymania. A choć coraz więcej z nich spełnia standardy bezpieczeństwa, to króluje produkcja masowa, brak oryginalnych projektów i zwykła nuda.
Na szczęście od kilku lat rośnie liczba projektantów, architektów, ale też lokalnych aktywistów, którzy dokonują rewolucji na placach zabaw. Ci z proekologicznym zacięciem proponują naturalne materiały - jak zjeżdżalnia, to z drewna, jak tunel, to w wydrążonym pniu drzewa, jak labirynt, to w trawie. Do tego obłe kamienie, po których można skakać, i domki z wikliny. Ci, których wyobraźnia wybiega w przyszłość, pojęcie placu zabaw wywracają dosłownie i w przenośni do góry nogami. Rezygnują z dobrze znanych przyrządów i proponują np. ścianę wspinaczkową z metalu, drewna i lin tak skonstruowaną, że można spędzić na niej cały dzień i się nie nudzić, albo montują huśtawki na szkielecie po billboardzie.
A kto powiedział, że na placu zabaw trzeba się bujać, wspinać i zjeżdżać? Może fajniej jest się turlać, coś podnosić i przesuwać? A może dzieci mogłyby same zbudować plac zabaw z ruchomych elementów, potem złożyć go i schować do wielkiego pudła, a następnym razem zbudować coś zupełnie innego? Przecież plac zabaw jest po to, żeby się na nim bawić.
W lipcu w miejscu dawnego parkingu na Dolnym Manhattanie w Nowym Jorku zostanie otwarty Imagination Playground - Plac Zabaw dla Wyobraźni - inspirowany placami, które powstawały w Europie po drugiej wojnie światowej na gruzach. Wtedy dzieci same budowały sobie miejsce do zabaw ze 'skarbów', które udawało im się znaleźć - starych, połamanych mebli, kawałków materiału, piasku, cegieł, wraków samochodów, kartonów i opon - i w takiej własnoręcznie stworzonej przestrzeni realizowały swoje scenariusze gier.
Wspólna zabawa z użyciem wyobraźni to jest właśnie to, czego wielu placom brakuje. Sprzęty mają określone przeznaczenie i broń Boże, żeby ktoś na zjeżdżalni urządzał piknik albo zakładał gumową huśtawkę na głowę (i nie chodzi tylko o względy bezpieczeństwa). Imagination Playground to efekt współpracy znanego amerykańskiego biura architektonicznego Rockwellgroup i organizacji non profit KaBoom, która tworzy place zabaw w całych Stanach, szczególnie w ubogich i zaniedbanych dzielnicach. Projekt, który zostanie zrealizowany latem, będzie służył za matrycę dla kolejnych dziesięciu w obrębie Nowego Jorku. Składa się on z 350 luźnych elementów o różnych kształtach z bardzo odpornej ekologicznej pianki, które można dowolnie łączyć i budować z nich niezliczoną ilość konstrukcji. Do tego jest piasek, woda, wiaderka, łopatki, koce, a nawet słupki wykorzystywane w ruchu ulicznym. Beczki, wagoniki i wózki umożliwiają dzieciom przewożenie elementów z jednego punktu do drugiego. Na miejscu mają być zatrudnieni asystenci, którzy będą nadzorować bezpieczeństwo na placu, a także podsuwać dzieciom alternatywne pomysły. Imagination Playground ma też w ofercie przenośny miniplac zabaw w pudełku, który można rozkładać zarówno na wolnym powietrzu, jak i w domu. A wszystko to za darmo, z myślą o lokalnych społecznościach.
Taka wspólnotowa idea przyświeca także od początku istnienia placowi zabaw Kolle 37 w berlińskiej dzielnicy Prenzlauerberg, gdzie przypada największa liczba dzieci na kilometr kwadratowy w stolicy Niemiec. Kolle 37 powstał na początku lat 90. z inicjatywy lokalnych mieszkańców: artystów, nauczycieli, aktywistów - rodziców. Zależało im na tym, żeby dzieci (od 6 do 16 lat) w bezpiecznej przestrzeni, pod okiem dorosłych poznały działanie czterech najważniejszych elementów: wody, ognia, metalu i drewna. To plac zabaw - warsztat. Centrum stanowi domek, który dzieci samodzielnie rozbudowują (mają do dyspozycji łopatki, młotki, gwoździe, drewniane deski). Na miejscu można też nauczyć się wyplatać kosze z wikliny, są lekcje ceramiki, haftowania, dziergania i gotowania. Codziennie po lekcjach sąsiedzi razem z dziećmi mogą wpaść tutaj na obiad. Mieszkają tu także małe króliki i świnki morskie. Jest ogród, w którym hoduje się kwiaty i warzywa. Starszaki kilka lat temu wpadły na pomysł otwarcia wypożyczalni rowerów, która działa tuż za murem i jest dla wszystkich.
Naturalne place zabaw, to nie tylko naturalne materiały. To wiara w to, że natura sama podsuwa najlepsze pomysły.
Kiwanis Park, projekt Paula Horne'a, zrealizowano w Karolinie Północnej w zeszłym roku na miejscu tradycyjnego i zaniedbanego placu zabaw. Powierzchnię powiększono dwukrotnie, posadzono na niej dziesięć nowych drzew, kilka krzaków i kwiaty. Do wykonania zabawek użyto ogromnego dębu i drzewa orzechowca, które zostały wycięte nieopodal pod budowę i odkupione przez projektanta. W rozbudowę Kiwanis Parku zaangażowali się okoliczni mieszkańcy. Ktoś wyrównał ziemię, ktoś inny posadził kwiaty, jeszcze inny wyrzeźbił z dębu samochodzik. Na miejscu są drewniane ławki, piaskownica, ścieżka zdrowia zrobiona z płaskich głazów, drewnianych słupków i piasku. Jest też miejsce na piknik pod dachem z dwóch kawałków płótna rozpiętego na drewnianych słupkach, co przypomina żaglowiec. Ostatnio park został wzbogacony o rzeźby z drewna i metalu podarowane przez lokalnych artystów.
W porównaniu ze standardowym placem zabaw naturalny oznacza znacznie mniejsze koszty. W Jester Park w Iowa (http://www.conservationboard.org/PDFs/JPNaturalPlayscape.pdf) dwa lata temu w opuszczonej części niezbyt popularnego parku otwarto plac zabaw, który kosztował jedynie 5 dol. za metr kwadratowy. Dzieci mają do dyspozycji m.in. labirynt z różnych gatunków trawy, drewniane paliki, które służą do wspinania się, okrągłą świątynię z kamieni przypominającą Stonehenge, mały wodospad, fontannę i naturalny brodzik oraz małą imitację wykopalisk archeologicznych. Podobno od czasu powstania tego placu 94 proc. odwiedzających przyjeżdża do parku tylko z jego powodu.
W Polsce ideę naturalnego placu zabaw propaguje pracownia z Krakowa młodych architektów Anny Komorowskiej i Michała Rokity. Na początku maja w ramach Festiwalu Etnodesignu na placu Wolnica w Krakowie stworzyli plac zabaw, który formą miał nawiązywać do pola. Wysypano dwa rodzaje piasku, ziemię i korę, po której dzieci mogły chodzić boso, żeby poczuć różnicę w dotyku. Piasek i ziemię przesypywały też rękami, wsłuchując się w różne dźwięki. Wiklinowe kijki służyły do budowania tipi, które przykrywano płachtą zszytą ze skrawków materiału. Płachty te świetnie sprawdziły się także jako plansze do gier, m.in. w kółko i krzyżyk, chińczyka. Siedziska z wikliny imitowały bele słomy, a ceramiczne polne myszki mogły być wykorzystane jako pionki do gier. Pomysłodawcom chodziło o to, żeby dzieci same decydowały, jak w najbardziej urozmaicony sposób wykorzystywać elementy pola. M.in. wpadły na pomysł, żeby nosami polnych myszek pisać na piasku.
Zamiast miękkiej amortyzującej powierzchni - beton. Zamiast zaokrąglonych, bezpiecznych zakończeń - wystające wypustki do wspinania. Zamiast płaskiego terenu - stroma ściana, pochylnie i uskoki. Ten plac zabaw zrealizowany w zeszłym roku w paryskiej dzielnicy Belleville za ponad milion euro według projektu francuskiej firmy BASE bardziej przypomina statek kosmiczny. Nie zajmuje jednego poziomu. Składa się z kilku pięter, które prowadzą do tajemniczego drewnianego domu. Nie jest przeznaczony dla młodszych dzieci, ale - jak twierdzą okoliczni mieszkańcy - wbrew pierwszemu wrażeniu jest bardzo bezpieczny. 'Dzieci uwielbiają to miejsce, a rodzice uwielbiają to, że dzieci je uwielbiają. To weekendowe centrum spotkań rodzin z sąsiedztwa' - pisze na forum jedna z lokalnych mam.
Osobną kategorię stanowią fantazyjne projekty artystów i architektów. Niektóre udaje się wcielić w życie, inne pozostają tylko wizją na papierze. Tak jak projekt studentów Politechniki Warszawskiej: Michała Kempińskiego, Joanny Kowalczyk i Katarzyny Westrych, który wygrał konkurs na edukacyjny plac zabaw w parku Wilanowskim ogłoszony trzy lata temu przez Muzeum w Wilanowie. Główną atrakcją placu miały być ogromne fioletowe wąsy króla Jana służące do zjeżdżania, wdrapywania się, leżenia i odpoczynku. Po przejściu przez labirynt dzieci mogły skakać na 'muzykance', czyli płytach umieszczonych w nawierzchni, które odpowiadają dźwiękom do-re-mi-fa-sol, a także ułożyć puzzle z Janem III Sobieskim. Do dzisiaj projektu nie zrealizowano z braku funduszy, a także dlatego, że - jak dowiedziałam się w Muzeum - 'istnieją pilniejsze potrzeby'.
Niektórzy artyści wybierają jeden element placu zabaw, zamiast tworzyć całościowe projekty. Najchętniej projektują zjeżdżalnie (głównie rzeźbiarze) i domki na drzewie. Dwa lata temu w ogrodach przy Sudeley Castle w Anglii urządzono wystawę pt. 'Plac zabaw artystów', do której zaproszono międzynarodowej sławy artystów i projektantów. Wśród znanych nazwisk była m.in. Zaha Hadid, która pokazała gigantyczną zjeżdżalnię, i Jeppe Hein, który stworzył labirynt z luster. Nie obyło się bez domku na drzewie - w wersji 'gotyckiej' - Henry'ego Krokatsisa.
Jak się okazuje, nie tylko plac zabaw jest polem do interpretacji. Może nim być również ogrodzenie. Holenderski architekt Tony Remy postanowił powyginać ogrodzenie tak, żeby nadal stanowiło zabezpieczenie dla parku, ale jednocześnie by znalazło się w nim miejsce na ławki, siedziska i leżankę. Niektórzy uważają, że teraz parkan wygląda, jakby wjechała w niego ciężarówka. Dzieciom się podoba. W berlińskim Kolle 37 bramy są otwarte, a w niektórych miejscach w ogrodzeniu umieszczono okienka, które pozwalają wyglądać na ulicę i jednocześnie przechodniom zaglądać do środka. Bo kto powiedział, że plac zabaw ma być tylko dla dzieci?