http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Biedni bogaci

Lidia Pańków
15.04.2010 , aktualizacja: 08.04.2010 16:04
A A A Drukuj
Modę na prowizorkę pomógł wylansować kryzys. Podchwyciły ją znane marki - bogactwem kłuć w oczy już nie wypada - i kiełkujący bisnes
Tokijski salon fryzjerski Less Is More (Mniej Znaczy Więcej)
Fot. Takumi Ota Photography
Tokijski salon fryzjerski Less Is More (Mniej Znaczy Więcej)
Ubrania znanych dekonstruktywistów Rei Kawakubo (Comme des Garçons) i Martina Margielego w zdekonstruowanym lokalu w Rotterdamie
Fot. Anneke A de Boer
Ubrania znanych dekonstruktywistów Rei Kawakubo (Comme des Garçons) i Martina Margielego w zdekonstruowanym lokalu w Rotterdamie
Wystawa butiku w Rotterdamie z projektami Kawabuko i Margielego
Fot. Anneke A de Boer
Wystawa butiku w Rotterdamie z projektami Kawabuko i Margielego
Polska wersja pop-up shopu - nieistniejący już weekendowy sklep 
na ul. Cybernetyki w Warszawie
Fot. Materiały prasowe Centrum Cybernetyki
Polska wersja pop-up shopu - nieistniejący już weekendowy sklep na ul. Cybernetyki w Warszawie
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Rusztowania, żółte słupy, bariery bezpieczeństwa, taśma klejąca na podłodze. Fosforyzujące napisy wyznaczają sekcje: obuwie damskie, obuwie męskie. Bo mowa nie o budowie, ale o nowym sklepie Louisa Vuittona w ekskluzywnym domu towarowym w Tokio Seibu Ikebukuro (sklep znajduje się w piwnicy), gdzie za ladę i półki służą skrzynie towarowe.

Salon fryzjerski LIM (Less Is More, czyli Mniej Znaczy Więcej) w modnej dzielnicy Harajuku wygląda podobnie. Ze ścian pochlapanych tynkiem sterczą wsporniki, z sufitu - rury. Tu za kontuar służą metalowe palety na kółkach. 'Szorstkie, prowizoryczne wnętrze pasuje do rozpoczynających karierę z małymi pieniędzmi, ale wielkimi ambicjami' - tłumaczy projektant Teruhiro Yanagihara.

Louis Vuitton/Underground powstał z kolei jako przestrzeń tymczasowa, zapowiedź otwarcia (w tym samym domu towarowym) sklepu właściwego. Estetyka prowizorki oddaje więc ideę butiku, ale i sprzyja ogólnoświatowej tendencji do redukcji kosztów i rezygnacji z ostentacji. W przypadku znanych marek to political correctness.

Trzeba dobrze się rozejrzeć. Kiedy Hanna Kokczyńska i Jacek Majewski z duetu projektowego SuperSuper i Michał Gratkowski z pracowni Moko weszli do dawnej drogerii, przychylnym okiem spojrzeli na to, co zastali - nie tylko dlatego, że na zrealizowanie wnętrza sklepu odzieżowego Fumo (w zagłębiu 'koncept store'ów' i luksusowych butików na ulicy Mokotowskiej w Warszawie) mieli kilka tygodni. Pod warstwą linoleum i gresu znaleźli efektowne lastryko i po prostu je wyszorowali. Zostawili parapety, kaloryfery - akcenty retro, informacje o historii miejsca. Kontuar zbudowali ze styropianu (w założeniu tymczasowe rozwiązanie niespodziewanie okazało się wyjątkowo wytrzymałe), za wieszaki posłużyły rury. Boazeria ułożona w nowoczesną mozaikę jest znakiem rozpoznawczym i wizytówką wnętrza. 'Szukaliśmy czegoś typowo polskiego, co daje się przetworzyć' - mówi Hanna.

Fumo okazało się strzałem w dziesiątkę - prezentował go magazyn 'Frame', w którym co kwartał można znaleźć przegląd najciekawszych projektów architektonicznych i wnętrzarskich ze świata, trafił też do prestiżowego blogu o designie dezeen.com.

Dwa miesiące po krachu na giełdach, pod koniec 2008 roku, opiniotwórczy lifestyle'owy magazyn 'Wallpaper' zaanonsował nowy koncept butiku. Zdjęcia sklepu - budki zbitej z dykty, do złożenia w mgnieniu oka, zaprojektowanej na zlecenie magazynu przez duet młodych norweskich architektów Brendeland & Kristoffersen - opatrzono komentarzem, że kryzys nie może skończyć się tym, że ludzie przestaną w ogóle kupować. O cenach rzeczy sprzedawanych w biednie wyglądającym sklepie mowy w manifeście nie było.

W kwietniu zeszłego roku na wernisaż wystawy palestyńskiej artystki Ahlam Shibli w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie ze swoim objazdowym sklepem wkroczyli asystenci z amsterdamskiej akademii sztuk pięknych Rietveld - Pieter Verbeke i Bart de Baets. Asortyment: grafiki, ryciny, plakaty, notesy autorstwa studentów Rietveld. 20, 30, 80 zł za sztukę. Warszawiacy przeglądali towar z zainteresowaniem. Zysk ze sprzedaży przekroczył 600 euro, posypały się zamówienia wysyłkowe. Cały 'towar' zmieścił się w kartonowym pudełku i ważył około 4 kg.

Takie wyprzedaże studenckich prac Verbeke i de Baets organizują regularnie w Amsterdamie. Z tymczasowym sklepem pojechali do Cannes, na Ibizę, do Goa, Palermo i na Wyspy Galapagos, gdzie postanowili wesprzeć organizacje ekologiczne. Po staroświecką ideę kramu sięgnęli, by ominąć oficjalne systemy dystrybucji, promocji i nie windować cen. Zamknęli nawet stronę internetową. Studenci na pracach nie zarabiają - dostają w zamian inne publikacje albo alkohol własnej roboty. Dochód trafia zwykle do kasy Holenderskiego Związku Grafików. Coś, co kiedyś nazywało się kramem, dziś się nazywa 'pop-up shop' (z ang. pojawiać się niespodziewanie, kiełkować, wyskakiwać), sprawdza się w kryzysie i jest modne. Kilkugodzinny czy kilkudniowy sklep robi karierę na tygodniach mody, targach mebli i designu. Wystarczy napisać: 'Pop-up shop zaprasza', a goście przyjdą.

Tymczasowa może być księgarnia. Taka pojawiła się w Tokio z 468 tytułami z 47 krajów. Niektórzy czytelnicy przesiadywali w księgarni We Love Magazine na czarnych poduchach całe dnie. Dlaczego? Bo przez chwilę mieli dostęp do trudnodostępnej, małonakładowej, kolekcjonerskiej prasy offowej.

Małe koszty utrzymania pop-up shopu zachęcają do tej formy sprzedaży młodych ludzi. W marcu tego roku w na ulicy Cybernetyki w Warszawie stanął weekendowy sklep nowo powstałych marek i projektantów zaczynających swoją karierę (Asia Wysoczyńska, Anna Orska, Olga Szynkarczuk, Szwalnia Cybernetyki, UEG).

O krok dalej w dekonstrukcji lokalu handlowego poszli autorzy projektu Un/Built Store Luca Marchetti i Emanuele Quinz. Pod ich kuratelą troje architektów: Ariyama Hiroi, Duval Cyril i Matsubara Megumi, zbudowało wnętrze sklepu z kilkudziesięciu tekturowych pudełek na ekskluzywne buty. Inspiracją był 'Czarny kwadrat' Malewicza, jego współczesna reinterpretacja niemieckiego artysty Gregora Schneidera (sześcian 'Cube Hamburg 2007' Schneidera nawiązywał do Kaaby, najważniejszego muzułmańskiego sanktuarium w Mekce, z obawy przed skandalem został przez dyrekcję Biennale w Wenecji 2005 odrzucony) oraz amerykańskiego eksperymentalnego programu prowadzonego przez magazyn 'Arts & Architecture' w latach 1945-66 (uznanym amerykańskim architektom zlecono zaprojektowanie taniego nowoczesnego domu).

Zgodnie z nazwą sklep ma naturę efemeryczną. Wraz z zakupem pary butów ubywa pudełko, a w regularnej bryle pojawia się wyrwa. Po całkowitej wyprzedaży towaru sklep przestanie istnieć.

Podziel się