Dyrektorzy rejonów mieli pełną dowolność w doborze towarów. Na pocztach w Płocku pojawiły się nawet kołdry Poczta w reprezentacyjnym miejscu Warszawy (ulica Wiejska, tuż przy Sejmie). Jak zwykle - kolejka. Nudzę się, oglądam gablotki. Stoją w nich zadziwiające precjoza. Lalki, samochodziki, słonik z kokardką. Można je kupić po równie zadziwiających cenach, np. 16,36 zł, 5,23 zł. Fascynujące.
- Chciałem kupić słonia - mówię do urzędniczki z okienka. Szuka klucza do gablotek.
- Słoń stoi już chyba od roku, nieco się zakurzył - ostrzega.
- A dlaczego poczta sprzedaje słonie?
- Nie mam pojęcia. Dostajemy te rzeczy z centralnego magazynu, są na wszystkich pocztach w
Warszawie. Ludzie często się dziwią.
Klucz od gablotki się znalazł. Wybraliśmy precjoza, dziwując się i obśmiewając. Urzędniczka doradziła mi zakup wspaniałego samochodu z wyszczerzonym złotym zębem na przedzie. - Właśnie przyszedł nowy towar - mówi - chiński miecz świecący, który po pomachaniu flaczeje, będzie w sprzedaży od jutra.
Następnego dnia nabyłem rzeczony miecz (z 'Gwiezdnych wojen'). Jest z gąbki i jak nim pomachać, rzeczywiście flaczeje. Ale świecić nie chce.
Prezes też się dziwi Zakupione precjoza zabrałem na spotkanie z wiceprezesem Poczty Polskiej Mariuszem Popkiem. Ustawił je na swoim biurku. - Piękne to te rzeczy nie są - westchnął. - Jak stoję na poczcie w kolejce, sam się dziwię asortymentowi.
- Ale po co to wszystko?
- To pomysł z lat 90. Żeby poczty były mniej deficytowe i zarabiały.
- I udało się?
- Nie bardzo. Dyrektorzy rejonów mieli pełną dowolność w doborze towarów. No i pojawiły się rzeczy od Sasa do Lasa. Chemia gospodarcza, elektronika, zabawki, znicze. Na pocztach w Płocku sprzedawano nawet kołdry. Jak się uwzględni koszty obsługi tego wszystkiego, to zarobek właściwie jest żaden. W dodatku ludzi wkurza, że chcą odebrać polecony, a urzędniczka szuka dla kogoś słonia na zapleczu.
- A dlaczego te rzeczy są takie brzydkie?
- Musi pan zapytać w warszawskim okręgu pocztowym, to ktoś od nich je wybierał.
Towar muszę wyżebrywać Anna Kosewska, zastępca dyrektora oddziału pocztowego
Warszawa-Centrum, obejrzała słonia i samochodzik z zębem. - No wie pan, to jest przecież
dla dzieci, może im się podoba.
- Pani dyrektor sama to wybierała?
- No skąd. Mamy tutaj stosowny dział, zaraz poproszę panią Edytę.