http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Witek odkrywa świat

Ludwika Włodek-Biernat
2010-01-28, ostatnia aktualizacja 2010-01-21 18:32

Witek na ruinach starożytnego Pendżykentu. Na głowie ma pamirską tubitejkę, która tu, na północy Tadżykistanu, wyglądała bardzo egzotycznie
Witek na ruinach starożytnego Pendżykentu. Na głowie ma pamirską tubitejkę, która tu, na północy Tadżykistanu, wyglądała bardzo egzotycznie
Fot. Jakub Biernat

O dalekiej rodzinnej podróży pisze Ludwika Włodek-Biernat


Fot. Jakub Biernat
Fot. Jakub Biernat Październik nad jeziorem Iskandarkul w Tadżykistanie
Fot. Jakub Biernat
Październik nad jeziorem Iskandarkul w Tadżykistanie
ZOBACZ TAKŻE
Fajnie podróżuje się z dzieckiem. Do pociągu z Pekinu do Manzhouli zabraliśmy za mało jedzenia jak na 36 godzin jazdy. Niechybnie byśmy głodowali, gdyby nie nasz syn, który po każdej rundce po wagonie wracał objuczony parówkami, orzeszkami i owocami



Chciałbym mieć strój Koriaka i Ewena. I takie ich buty ze skóry renifera, ale nie takie śmierdzące jak te w sklepie w Piętropawłowsku. I strój weterana, taki z medalami na wstążkach, ale nie takimi, jakie miał ten generał, co go widzieliśmy w Moskwie, w panoramie tej bitwy pod Baranino. I strój szamana buriackiego, taki z frędzelkami na oczy, i czapkę, taką jak miał brat Bołdana, ale nie taką, jak miał Bołdan, bo ona była ze złamanym czubem. Kupisz mi? - Zobaczymy.



I tak pięć razy dziennie. Lista ulegała drobnym modyfikacjom. Gdzieś w okolicach Kyzyłu dołączył krawacik dla dzieci i czarna wizytowa marynarka, i buty klakierki. Czytaliśmy 'Mikołajka' i Mikołajek w takim stroju szedł odwiedzić Ananiasza. Witek planował, kogo w podobnym stroju odwiedzi, 'jak już wrócimy do Warszawy'.

- Może Krzysia? Czy on ma często urodziny?

- Raz do roku. Byliśmy przed wyjazdem.

- To może przyjmie mnie bez urodzin?



Podróżowaliśmy przez cztery miesiące. Wyłączając pierwszych kilka tygodni z życia naszego syna, nigdy nie spędziliśmy z nim tyle czasu. Widzieliśmy, jak myśli, jak przeżywa otaczający go świat. Wreszcie dowiedzieliśmy się, co działo się w przedszkolu, bo między omawianiem zwyczajów cesarza chińskiego a wypytywaniem o dalszą trasę podroży nasz syn ni stąd, ni zowąd wtrącał: 'Jak wróciłem z ogródka, to pani Asia zapytała, czy byłem grzeczny. I ja powiedziałem, że tak. A pani Lidzia powiedziała: »Jaki grzeczny?! «. A ja naprawdę zmądrzałem. Pani Lidzia jest sroga'. Zdradził nam nawet, czym karmi go pani Władzia, opiekunka. W Warszawie trzymane jest to w ścisłej tajemnicy. Jedząc pizzę w irkuckim fast foodzie, wysypał, że babcia Władzia często chodzi z nim na pizzę do Carrefoura. Kiedyś w pociągu zbudził mnie w środku nocy: 'A zrobisz kiedyś kluski z koktajlem truskawkowym, takie jak robi babcia Władzia? Albo zupę pomidorową, taką gęstą, jaka była w Dębkach?'. W Dębkach Witek był ponad rok temu z babcią. To pierwsza konkretna informacja na temat Dębek, jaką się ze mną podzielił. Teraz mnie to już nie dziwi. Przekonaliśmy się, że dziecko (tylko nasze?) przeżywa wszystko z opóźnieniem, tak jakby najpierw musiał to, co widział, przetrawić.



Na Kamczatce widzieliśmy występy koriackich i eweńskich zespołów ludowych. Witek zdawał się w ogóle na nich nie patrzeć. Miał jakieś trawy w palcach, walczył na patyki z Miszą, rówieśnikiem z widowni, i przewalał się po ziemi. I nagle, trzy tygodnie później, w drodze z Harbinu do Pekinu, zaczął wypytywać o szczegóły choreograficzne tamtych kamczackich występów, których my oczywiście już dawno nie pamiętaliśmy.

- A czemu oni w tym kynge tak dziwnie kucali?

- Kynge? Kuba - pytam męża - ty wiesz, co to jest to kynge?

- No ten taniec Ewenów - irytował się już na serio nasz syn. Sprawdziliśmy później na filmie nagranym wtedy na Kamczatce.



Mistrzyni ceremonii rzeczywiście zapowiadała taniec kynge.

Pytania o taniec kynge Witek zadawał z taką samą skrupulatnością i zainteresowaniem jak o szczegóły na opakowaniu kefiru czy wystrój sklepów w Ułan Ude. Nie dzielił rzeczy na egzotyczne i zwyczajne. Równie ważne dla niego były oglądane zabytki jak wypijane w podróży butelki coca-coli. 'A pamiętasz, jak w Pekinie wypiłaś mi łyka coli? No pamiętasz? Pamiętasz? Ja chciałem ją wypić sam' - potrafił mnie nagle nagabywać w środku nocy w namiocie rozbitym nad kirgiskim jeziorem Sary Czelek. Na tadżyckiej prowincji Witek musiał zastąpić coca-colę RC-colą, ale tym się akurat nie przejął. Był w stanie pić nawet obrzydliwą słodką oranżadę gruszkową, która z gruszką nie miała nic wspólnego, ale za to sprzedawali ją w każdym sklepiku w Pamirze. 'Chciałbym mieć trochę przyjemności' - jęczał po każdym obiedzie, usiłując wyłudzić batonika albo słodki napój.



Zastanawiamy się, ile z tej podroży Witek rozumie, ile zapamięta. W tydzień po powrocie był w stanie bezbłędnie wymienić nazwiska wszystkich prezydentów Azji Środkowej. Popisujemy się tym przed znajomymi, pytając go na wyrywki:

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Witek odkrywa świat berta-live 31.01.10, 01:26

    Zrobili sobie z dziecka zabawkę. I polisę ubezpieczeniową przy okazji. Skoronieprzyjaźni tubylcy stają się przyjaźni jak widzą dziecko, to czemu tego niewykorzystać. I przy okazji coś »

  • Witek odkrywa świat paolaa18 31.01.10, 13:03

    Poglądy tego dziecka, zasłyszane od rodziców i powtarzane gdzie popadnie (zczego mamusia jest taaaaka dumna) odzwierciedlają tylko nastroje jakie panująw Gazecie Wyborczej. Nic więcej nic »

  • Witek odkrywa świat jajcarniatnie 03.02.10, 00:48

    Tak trzymać, nie przejmujcie się prawieniem morałów o "nastrojach w wyborczej"itp. Nie oto chodzi, żeby dziecko wyhodować, żeby miało ciepłe skarpetki izupę mleczną co rano. To nie wystarczy»

W numerze z 28 sierpnia