http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Kobietki z General Motors

Małgorzata Czyńska
08.10.2009 , aktualizacja: 07.10.2009 14:41
A A A Drukuj
Damsels of Design, czyli kobiece oblicze GM. 
'Nasz wizerunek był straszny - narzekała Vanderbilt 
- ale oczywiście dla GM to był wizerunek idealny. 
Dla większości z nas frustrujące było to, że nigdy nie będziemy postrzegane jako projektantki. 
Zawsze byłyśmy kobietkami dekoratorkami, a przecież w pracy robiłyśmy to samo 
co faceci'
Fot. GM Media Archive Damsels of Design, czyli kobiece oblicze GM. 'Nasz wizerunek był straszny - narzekała Vanderbilt - ale oczywiście dla GM to był wizerunek idealny. Dla większości z nas frustrujące było to, że nigdy nie będziemy postrzegane jako projektantki. Zawsze byłyśmy kobietkami dekoratorkami, a przecież w pracy robiłyśmy to samo co faceci'
Przed domem stoją dwa samochody - dla niej i dla niego. Kobieta za kierownicą to już żadna rewolucja. Ważniejsze jest to, że ona zaprojektowała kierownicę
Kobieta wie, czego potrzeba kobiecie za kierownicą
Fot. GM Media Archive
Kobieta wie, czego potrzeba kobiecie za kierownicą
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Zobacz galerię Pin-up Girls

Nowy cadillac rocznik 1957 wjeżdża do studia telewizyjnego. Za kierownicą szef działu public relations firmy General Motors, obok niego uśmiechnięta młoda kobieta - ale to nie hostessa, tylko projektantka Suzanne Vanderbilt. Scenki w tym stylu wprawiają Amerykanów, a przede wszystkim Amerykanki, w euforię, co przekłada się na liczbę sprzedanych samochodów. Harley Earl, wieloletni wiceprezes i główny projektant General Motors, już kilka lat wcześniej przewidział, że nadchodzi era kobiet. Takie bystre, wykształcone absolwentki szkół artystycznych jak Vanderbilt nie tylko wniosły do przemysłu samochodowego świeże spojrzenie, talent i zapał, okazały się też najlepszą reklamą.

Suzanne Vanderbilt już w dzieciństwie wiedziała, czego nie chce. Nie chciała uczyć się pisać na maszynie, żeby zostać sekretarką, za to marzyła, żeby tworzyć własnymi rękami. Jej ojciec zajmował się handlem metalowymi narzędziami i kilkuletnia Sue spędzała całe dnie w jego magazynie. Wspominała, że nabrała wtedy respektu dla drewna i metalu, fascynowały ją obcęgi i piły mechaniczne. Zbierała popsute zegarki i zabawki. 'Chciałam wiedzieć, jak rzeczy działają od środka' - tłumaczyła. W szkole średniej chciała uczyć się na kursie mechaniki samochodowej i rysunku technicznego, ale okazało się, że to klasa tylko dla chłopców. Skazana na klasyczny kurs sztuki w wolnych chwilach kleiła modele statków i samolotów, przerysowywała ich elementy. 'Myślałam, że co najwyżej skończę jako ilustratorka podręczników technicznych - wspomina. - Jeszcze do początku lat 50. nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego jak » wzornictwo przemysłowe «. Dopiero znajomy ojca mi o tym powiedział'. Inny znajomy zachęcił ją do studiów na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego w nowojorskim Pratt Institute. Od kilku lat General Motors z zainteresowaniem przyglądał się tutejszym studentom, a także studentkom, wychwytując najlepszych absolwentów. Kiedy w roku 1955 Suzanne odbierała dyplom, od razu dostała propozycję pracy dla GM. Dołączyła do słynnej grupy projektantek zwanej Damsels of Design.

'Co się dzieje z dziewczynami po kursach wzornictwa przemysłowego?' - pytali amerykańscy dziennikarze jeszcze w połowie lat 60. I odpowiadali: 'Wychodzą za mąż za projektantów i pracują na nazwisko męża albo odchodzą z zawodu'. Cytowano raporty komisji badającej prawa kobiet, pisano o dyskryminacji, niechęci pracodawców do zatrudniania kobiet w przemyśle. Długo po II wojnie światowej wzornictwo przemysłowe pozostawało domeną mężczyzn. We wczesnych latach 50. jedyną kobietą wśród członków amerykańskiego Towarzystwa Projektantów Przemysłowych była Peggy Ann Rohde, i to tylko dlatego, że po śmierci męża Gilberta Rohde kontynuowała jego działalność - projektowała meble i wnętrza. Na tym tle General Motors rzeczywiście jawi się jako wyjątek potwierdzający regułę. W latach 40. i 50. Harley Earl postawił na damski zespół projektujący wnętrza samochodów. Nie była to taka zupełna nowość, bo sporadycznie kobiety były zatrudniane jako projektantki w przemyśle samochodowym już wcześniej. Helen Dryden w 1937 roku zaprojektowała wnętrze Studebakera. Mary Eileen Green, również absolwentka Pratt Institute, mówiła, że to jednak Earl pierwszy zrozumiał, że kobiety patrzą na wiele spraw inaczej niż mężczyźni. Wykorzystał to jako marketingowy chwyt, który przyciągnął rosnącą w siłę grupę kobiet kierowców. Przed typowym amerykańskim domem na podjeździe stały już dwa samochody - dla niej i dla niego. Hasła, że kobiety projektują auta dla kobiet, robiły furorę. 'Nasze projektantki są nie tylko świetnymi specjalistkami, jeśli chodzi o wybór kolorystyki i materiałów - przekonywał Earl - ale wiedzą też najlepiej, czego trzeba kobiecie za kierownicą: przestronnego, wygodnego wnętrza, dobrej widoczności, sprawnych wycieraczek i reflektorów. No i dobrze sprawdzą, czy wsiadając do auta, przypadkiem nie zahaczą o coś pończochy'. Na koniec dodawał, że za trzy, cztery lata zdolne dziewczyny będą projektować karoserie samochodów. 'Gadanie!' - kpiła z tych obietnic po latach Suzanne Vanderbilt.

Damsels of Design okazały się czarnym koniem General Motors. W latach 50. urocza gromadka - Ruth Glennie, Marjorie Ford Polhman, Jeanette Linder, Peggy Sauer, Sandra Longyear i Suzanne Vanderbilt - występowała w telewizyjnych show, pozowała do zdjęć w gazetach i udzielała wywiadów. Chociaż akurat częściej mówili za nie ich przełożeni - mężczyźni. W mediach funkcjonowały trochę na zasadzie maskotek firmy, damulek, które bawią się ładnymi szmatkami i farbkami. Suzanne zapamiętała, jak w pierwszym programie telewizyjnym, w którym wystąpiła, zapytano ją, co trzeba robić, żeby zostać projektantką. 'Ciężko pracować i skończyć dobrą szkołę' - palnęła zdenerwowana. Ta odpowiedź wszystkim wydała się strasznie poważna. Dla publiczności Damsels miały raczej otaczać wianuszkiem szefa i przytakiwać jego wywodom. Robiło im się gorąco ze złości, gdy ich projekty reklamowano przesłodzonymi tekstami w stylu: 'Dla dzisiejszej kobiety auto to coś więcej niż jej własny salonik. A wszystko to dzięki błyskotliwemu i współczesnemu projektowi wnętrza'. 'Nasz wizerunek był straszny - narzekała Vanderbilt. - Ale oczywiście dla GM to był wizerunek idealny. Dla większości z nas okropnie frustrujące było to, że nigdy nie będziemy postrzegane po prostu jako projektantki. Zawsze byłyśmy » les femmes «, kobietkami dekoratorkami, a przecież w pracy robiłyśmy to samo co faceci'.

Pokaz modeli samochodów GM adresowanych specjalnie do kobiet był wydarzeniem lata 1957 roku. 'Nie tak dawno szefowie GM dali pracującym w firmie projektantkom możliwość wypowiedzenia się na temat samochodów przeznaczonych wyłącznie dla kobiet - opowiadała w wywiadzie Sue. - Każda z nas miała zaprojektować dwa modele aut; trzeba było wybrać nowe materiały i kolory nadwozia oraz zaproponować wzory dodatków i części wyposażenia. Te kobiece samochody stały się sensacją i zostały dobrze przyjęte przez szefostwo GM. Wydaje mi się jednak, że najważniejsze w tym wszystkim było to, że nowe projekty podobały się zarówno mężczyznom, jak i kobietom. To był prawdziwy raj dla projektantek, tym bardziej że miałyśmy wreszcie okazję udowodnić mężczyznom, że potrafimy coś więcej, niż tylko doszywać koronki do oparć foteli czy cyrkonie do dywaników, że umiemy zaprojektować samochód atrakcyjny dla obu płci'. Ich auta były eleganckie, z mnóstwem praktycznych schowków i gadżetów, takich jak: kosze piknikowe, kosmetyczki, uchwyty na parasole, pojemniki na zabawki dla dzieci, telefony czy dyktafony wbudowane w poręcze foteli, przenośne radia, dodatkowe reflektory i lusterka. Vanderbilt zaproponowała wtedy sportowego Cadillaca o nazwie 'Baronowa' - z elegancką czarną tapicerką, z tylnymi siedzeniami pokrytymi futrem; jej Cadillac Saxony miał dodatkowo wbudowany dyktafon i pojemnik na rękawiczki, żeby drobiazgi nie latały po samochodzie.

'Design nie ma płci - przekonywała potem Vanderbilt. - Nie wierzyłyśmy do końca, że auta dzielą się na te dla kobiet i mężczyzn, chociaż oczywiście panie zwracają uwagę głównie na kolor karoserii i zamszowe obicie foteli, a ich mężowie na moc silnika. Ale naprawdę dobry projekt powinien pasować każdemu'. Tak jak każdemu miał pasować jej słynny fotel z odpowiednio wyprofilowanym, miękkim pompowanym oparciem, który zaprojektowała we współpracy z ortopedami, bo przecież ból pleców za kierownicą dotyka zarówno kobiety, jak i mężczyzn. W 1961 roku Vanderbilt została pierwszą kobietą asystentką szefa działu projektów, z czasem awansowała na szefową linii małych samochodów, miała na swoim koncie kilka patentów - na wspomniany fotel ortopedyczny, przełącznik bezpieczeństwa w tablicy rozdzielczej oraz kask dla motocyklisty. Przez 23 lata w GM przeszła przez różne działy - projektowała wnętrza Chevroleta, Cadillaca i swojej ukochanej Corvette. Zawsze tylko wnętrza, nigdy nadwozia, chociaż jej marzeniem były całościowe projekty samochodów. Nawet studia z zakresu projektowania w metalu i materiałoznawstwa, które podjęła w Cranbrook Academy w latach 60., nie przekonały szefów GM, że kobieta podoła takiemu zadaniu. Ale już maszyny rolnicze - proszę bardzo. 'Nie byłyśmy dostatecznie dobre, żeby robić samochody - ironizowała Vanderbilt - to wsadzili nas na traktory'.

Podziel się