http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Służba na morzu

Agnieszka Słodownik
01.10.2009 , aktualizacja: 09.10.2009 12:51
A A A Drukuj
zdjęcia Agnieszka Słodownik
Wycieram kurze patyczkiem do uszu, układam poduszki pod idealnym kątem prostym, podaję do stołu w białych rękawiczkach. Tak się pracuje na luksusowych jachtach.
Saint-Jean-Cap-Ferrat. Stół nakryty do kolacji czeka na właścicieli jachtu
zdjęcia Agnieszka Słodownik
Saint-Jean-Cap-Ferrat. Stół nakryty do kolacji czeka na właścicieli jachtu
Zakotwiczeni
zdjęcia Agnieszka Słodownik
Zakotwiczeni
ZOBACZ TAKŻE
Dwa miesiące bezpłatnych wakacji. Jestem w Antibes i przez pośredniaki szukam pracy. Mija miesiąc i piszę mejla do swojej szefowej, że nie wracam.

Lipiec

Od maja, kiedy zaczął się sezon, latam jak kot z pęcherzem. W mesie szybko połykam swój lunch i biegnę dalej serwować ten dla gości. Dwa razy dziennie ścielę łóżka w kabinach. Łazienki lśnią jak na stockowych zdjęciach.

Jest już drugi tydzień z miesięcznego czarteru z gośćmi, którzy wynajęli jacht. Młody filmowiec ze wschodu spędza go z rodziną. Zapasy wódki w zęzie (miejsce najniżej położone na jachcie) pozostają nietknięte. Niektórzy nie jedzą mięsa, inni nie są wegetarianami, więc kucharz musi na każdy posiłek przygotowywać i to, i to. Ustalili serwis bufetowy, bo nie lubią, jak się wokół nich kręcić. Gdy wchodzimy do jadalni zabrać opróżnione półmiski, milkną natychmiast. Od rana siedzą w wodzie, pływają, jeżdżą na nartach wodnych i jetski (wodne skutery). Z satelitarnej telewizji nikt nie korzysta. Port w Nicei to nasza baza. Tam zaczynamy i kończymy rejsy. Rotacja wśród załóg zazwyczaj jest duża, a my ku zaskoczeniu nas samych pływamy razem już od stycznia (pięć rejsów).

Sierpień

Między jednym czarterem a kolejnym krótki rejs z właścicielami jachtu. Głównie stoimy w portach: Nicea, St. Tropez, Cannes. Jacht jest holenderskiej produkcji Feadship. Uchodzi za majstersztyk. Nie to, co włoski Benetti, który tylko dobrze wygląda. 40 m długości i trzy pokłady. Dziewięć osób załogi, cztery kajuty dla ośmiu gości. Właściciele jachtu preferują bardziej formalną obsługę silver service. To przy nich kucharz, szefowa stewardes i ja możemy dać upust skrajnemu pedantyzmowi. Kurze wycieram patyczkiem do uszu. Poduszki na kanapie w mesie układam pod idealnym kątem prostym. Do końca mogę się wyżyć przy prasowaniu na łóżkach pościeli gości i nakrywaniu do stołu. Trzy srebrne widelce po lewej, noże i łyżka po prawej. Nad nakryciem - sztućce deserowe. Wszystko w ściśle określonej odległości. Każda stewardesa ma parę białych rękawiczek. Obowiązkowa szklanka na wodę i kieliszki do wina białego, czerwonego i słodkiego. Kieliszki trzeba skontrolować pod światło i ewentualnie przetrzeć. 'Kiedy ostatnio polerowałyście podstawki?' - szefowa stewardes pyta o duże srebrne talerze, na których stoją talerze właściwe. 'Znów zaśniedziało?' - oglądam srebro pod lampą. - Trzeba dokupić Goddard's'. Produkt do polerowania szybko się kończy. Przed kolacją podajemy crudités, czyli surowe warzywa z humusem oraz tzatzikami. Będzie też kawior w kryształowej misce ze srebrnymi zdobieniami oraz szampan. Biały i różowy - dobry na lato. Na przystawkę bruschetta z pomidorami koktajlowymi i oliwą z oliwek. Potem zupa z trzech rodzajów cebuli na czerwonym winie. Pieczony turbot z młodymi szparagami oraz czarnymi truflami w ziołowym pomidorowym sosie. Pierś z kaczki (zmiana wina) na pieczonej dyni piżmowej, w sosie z owoców leśnych i odparowanym balsamico. Na deser pieczone brzoskwinie z lodami karmelowymi, migdałami i amaretto. Ewentualnie sery z krakersami, orzechami, winogronami oraz plasterkami kiwi. Podczas gdy rodzice i ich znajomi będą jedli i pili, dzieci będą grać w PlayStation.

Rano jeden z gości prosi załogę o zamówienie masażystki, która wykona zabieg w massage room. Szefowa zostawia mi serwis i rzuca się do Yachting Pages (jachtingowy odpowiednik Yellow Pages, czyli książki telefonicznej, który oferuje kontakty do usług wszędzie tam, gdzie cumują jachty: Morze Śródziemne, Karaiby, Dubaj ). Wykonuje serię telefonów, ostatecznie znajduje masażystkę w położonym ponad godzinę drogi stąd Biot. Gość zgadza się na cenę. Szefowa oddzwania, by potwierdzić i ustalić godzinę. Pięć minut przed wejściem masażystki na pokład gość zmienia zdanie i każe ją odwołać.

Przed następnym czarterem musimy zawinąć do stoczni. Mijamy Antibes, gdzie przycumowana jest słynna 60-metrowa 'Meduse', do niedawna własność Paula Allena, który zakładał z Billem Gatesem Microsoft. 'Meduse' mieści na pokładzie małe lądowisko dla helikopterów. Przed portem na miejsce czeka 'Octopus'. Wciąż należy do Allena. Dwie inne łodzie będą musiały opuścić port, by 120-metrowy 'Octopus' - z kortem tenisowym, basenem i lądowiskiem dla helikopterów - mógł się zmieścić. W stoczni kapitan zarządza krótszy dzień. Wszyscy padamy z nóg. Idziemy na drinki celebrować moment wolnego czasu.

Pierwszy oficer, pokładowy, kucharz, inżynierowie, stewardesy. Ameryka, RPA, Anglia, Australia, Polska, Nowa Zelandia. 20-45 lat. Łączy nas tylko jedno - certyfikat STCW'95 (Standards of Training, Certification and Watchkeeping), bez którego nikt nie przyjmie do pracy na jacht. W ciągu pięciu dni w obdrapanej ławce Studium Doskonalenia Kadr Akademii Morskiej w Gdyni obejrzałam filmy szkoleniowe o BHP na statku, wysłuchałam wykładu o nawigacji satelitarnej i lekcji branżowego angielskiego, uratowałam życie fantomowi, ugasiłam pożar koca, przeszłam z butlą tlenową przez zadymiony labirynt na terenie straży pożarnej. Za szkolenie zapłaciłam 750 zł.

'Jesteś jednym z chłopaków' - słyszę od inżyniera. Wszystko świetnie, dopóki chłopaki nie zaczynają w moim towarzystwie opowiadać rubasznych żartów. Zgaduję się z kucharzem, że pracowaliśmy podczas różnych sezonów w Grecji na innej łódce. Pamiętam, jak kucharka po naszym pierwszym od półtora miesiąca wolnym wieczorze na lądzie wróciła na pokład w stanie wskazującym, spakowała się i potajemnie w środku nocy uciekła. Zostawiając stewardesy z obowiązkami kuchennymi w przeddzień cocktail party na 30 osób.

Opuszczamy stocznię po tygodniu i płyniemy z powrotem do Nicei rozpocząć kolejny czarter. Na pokład wkraczają podstarzali, gadatliwi Włosi. 'Jak myślisz, ile osób może mieć na sumieniu?' - stewardesa, z którą dzielę kajutę, spuszcza głowę ze swojej pryczy nade mną. Przez chwilę wymyślamy krwawą mafijną przeszłość najstarszemu z gości. Płyniemy wzdłuż wybrzeża Włoch. Każdej nocy dokowanie w innym porcie. Nasi goście chcą budzić się codziennie w nowym miejscu. Dwutygodniowy czarter dobiega końca. Ostatni port wypada w Genui. Idziemy do miasta na zakupy i drinki.

Wrzesień

- Pięć kilo, a ty?

Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Mięśnie, masa i okrągła twarz. Większość z nas przechodzi na dietę. Rzucamy się na fryzjerów i kosmetyczki. Stopy zmasakrowało drewno tekowe na pokładzie, które ze skóry wyciąga wilgoć. Wreszcie jest czas, by zacząć wydawać napiwki, który każdemu z załogantów zostawili czarterowi goście.

'Robię to po raz ostatni. Jestem już za stary' - nikt nie słucha inżyniera. Dobrze znane teksty z końca lata. Stocznia. Suchy dok. Nie buja. Zaczyna się inwentaryzacja. Przeglądam 20 segregatorów dokumentacji technicznej wszystkich sprzętów na jachcie od silnika, przez generatory, jednostki klimatyzacyjne, po roboty kuchenne. Liczę, ile butelek wina wypito. Być może resztę trzeba będzie odesłać właścicielom. Odkładam do zęzy te uniformy, których używamy tylko podczas pobytu gości. Pakuję pozostawione przez madame ubrania. Trzeba zabezpieczyć interior na zimę. Zakryć, okleić, odłożyć szklane i srebrne ozdoby w miejsca niedostępne dla zbyt zainteresowanych. Jeśli podczas pobytu w stoczni coś zginie, jesteśmy za to odpowiedzialni. A w stoczni kręci się po jachcie mnóstwo osób. Minął kolejny miesiąc, więc znów trzeba wypolerować całe srebro, które znajduje się na jachcie. 'I polish silver with german precision' - rozbawiam kolejne ekipy stoczniowych robotników, którzy wiedzą, że jestem Polish. Łazimy w spranych, wygodnych, za dużych uniformach. Wreszcie czuję się kobieco.

Podziel się