Jest tak amerykański jak Coca-Cola, Walt Disney czy Marilyn Monroe. Od prawie 80 lat poruszają się nim wszyscy: od prezydentów, przez żołnierzy, gwiazdy Hollywood (Brad Pitt podobno spał w przyczepie po rozstaniu z Jennifer Aniston, Matthew McConaughey mieszka w niej z dziewczyną i dzieckiem na plaży w Malibu, Colin Farrell przyjeżdża nią na plan filmowy), po przeciętnych obywateli. Mają dziesiątki tysięcy sympatyków na całym świecie, pięknie ilustrowany kwartalnik 'Airstream Life', klub podróżników, setki stron w sieci poświęconych modelom vintage oraz osiedla i kempingi zarezerwowane wyłącznie dla wtajemniczonych. Dla wielu Amerykanów przyczepy te są przedłużeniem domu - służą za gabinet do pracy, sypialnię dla gości albo letni dom dla dzieci.
W 2005 roku Richard Luhr, wydawca 'Airstream Life', postanowił wyruszyć w podróż dookoła Stanów razem z żoną Eleanor i pięcioletnią córką. Przygodę zaplanowali na sześć miesięcy, z których zrobiły się trzy lata. Luhr redagował pismo w drodze i prowadził bloga. Eleanor, z wykształcenia kucharz, doskonaliła swój warsztat kulinarny w regionalnych knajpkach. Rok temu ze względu na córkę postanowili osiąść na stałe, ale każdy wolny czas spędzają w przyczepie. Sean i Kirsty Michaelowie z Florydy pobrali się w roku 2007 i w airstreamie wyruszyli w podróż poślubną, która trwa do dzisiaj. Na liczniku mają pokonanych ponad 60 tys. km - od Key West na Florydzie po granicę z Kanadą. Sean jest reżyserem i pisarzem. Kristy pracuje w reklamie. Oboje kręcą małżeński show podróżniczy, który można obejrzeć w internecie (www.longlonghoneymoon.com).
Rok temu Anglicy Pete and Tracy postanowili sprzedać dom, kupili najnowszy model airstreama, zapakowali dobytek oraz dwa ukochane króliki i wyruszyli w podróż po Wielkiej Brytanii. Tak jak pozostali mają swoją stronę internetową, na której publikują aktualne zdjęcia i informacje o tym, gdzie są i co ich spotkało (www.ukairstreamers.com). Swoją decyzję uzasadniają tak: 'Pewnego dnia, kiedy jechaliśmy do supermarketu, Pete zaczął głośno myśleć: » Co by było, gdybyśmy rzucili pracę, sprzedali dom, kupili jakiegoś vana i ruszyli przed siebie? «. Zrobiliśmy rachunki. Rozejrzeliśmy się w sieci. Zadaliśmy sobie mnóstwo pytań, spojrzeliśmy na sytuację ze wszystkich stron i na jedno pytanie nie znaleźliśmy odpowiedzi: dlaczego właściwie nie?'.
Wśród miłośników srebrnych puszek takich przykładów jest znacznie więcej. Jeśli nie spotykają się po drodze, to na licznych forach, gdzie wymieniają się radami, jak naprawić zepsutą część, jak zorganizować sobie pracę i gdzie warto się zatrzymać na dłużej. Ci, którzy zostają członkami Klubu Podróżnika im. Wally'ego Byama (Wally Byam Caravaning Club International), dodatkowo zyskują oparcie w społeczności, która zrzesza 7 tys. rodzin i organizuje zloty w Ameryce i Europie. Wszyscy zgodnie twierdzą, że airstream uzależnia i jeśli ktoś raz w nim zamieszkał, to trudno mu znowu zapuścić korzenie.
Pierwszą fabrykę airstreamów Wally Byam, prawnik z wykształcenia i konstruktor amator, założył w 1932 roku. Kilka lat wcześniej na tyłach swojego domu zbudował pierwszą przyczepę - na podwoziu forda umocował płócienny namiot. Ponieważ prototyp był mało solidny, kolejny model skonstruował z płyty pilśniowej. Nowa przyczepa tak się spodobała znajomym, że Byam postanowił rozpocząć produkcję na większą skalę. Dosyć szybko przeniósł się z podwórza do własnego warsztatu. W 1952 roku w Jackson w stanie Ohio miał już największą fabrykę przyczep z aluminium w całych Stanach Zjednoczonych. Funkcjonuje ona do dzisiaj, wypuszczając rocznie blisko 2 tys. airstreamów; są one produkowane ręcznie, do budowy każdego używa się ok. 7 tys. nitów.
Od początku Byam miał jeden cel - stworzyć przyczepę absolutnie samowystarczalną i nowoczesną, taką, 'żeby nawet moja kochana babcia mogła wybrać się nią w podróż na pustynię Gobi i mieszkać tam w wielkomiejskim luksusie'. Był największym miłośnikiem i zarazem największym krytykiem airstreamów. Ciągle je udoskonalał. Potrafił zadzwonić w środku nocy do fabryki z drugiego końca globu, żeby zwrócić uwagę konstruktorom na elementy, które wymagały natychmiastowej poprawki.
Nie potrzebował reklamy. Sam propagował ideę caravaningu, ciągnąc swoją srebrną puszkę przez pół świata. Do najsłynniejszych jego wypraw należy podróż przez Afrykę w 1955 roku, od Kapsztadu po Kair. Gdziekolwiek był, szukał wszystkiego, co nadawałyby się do wyposażenia karawanu; zwoził setki zawiasów, lamp, chemicznych toalet, porcelanowych zlewów, gniazdek. Przymierzał, próbował i odrzucał. Kiedy nie mógł znaleźć niczego, co by go zadowalało, prosił zaufanych inżynierów o zaprojektowanie nowego urządzenia, np. grzejnika na wodę. Był pracoholikiem. Spał po kilka godzin na dobę w biurze albo w przyczepie - aż do śmierci w 1962 roku. Cel osiągnął. Najnowsze modele airstreamów wyglądają jak ekskluzywne jachty - są klimatyzowane, mają kilka przestronnych sypialni, w pełni wyposażoną kuchnię i łazienkę, a nawet garaż, w którym mieszczą się dwa motory, deska do surfingu i rowery dla całej rodziny.
Są tacy, którzy o życiu w airstreamie mogą tylko pomarzyć (używana przyczepa kosztuje od kilku do kilkudziesięciu tysięcy dolarów). Ale nie tracą nadziei. Wsparcia, również finansowego, szukają w internecie. Tak jak Diana Carasco, młoda Amerykanka uwięziona w nudnej pracy przy biurku. Kilka lat temu założyła swoją stronę internetową www.myairstreamdream.com ('Moje marzenie o airstreamie'), na której szczegółowo wyjaśnia, na jaki cel zbiera. Chociaż wystarczającej kwoty nadal nie ma, to doczekała się swojego fanklubu w portalu społecznościowym Facebook, gdzie kibicuje jej już kilkaset osób.
Od kilku sezonów amerykańskie trendomierze wskazują na nowy snobizm - jeśli ktoś chce być na czasie, zamiast do modnej włoskiej knajpki za rogiem chodzi na lunch do mobilnej restauracji - starej przyczepy, ciężarówki albo przerobionego szkolnego busa. Jednym z największych odkryć krytyków kulinarnych w zeszłym roku było supermodne bistro Skillets z Seattle. Właściciele - 35-letni Josh Henderson i jego żona Keli - są kucharzami. Zanim dwa lata temu kupili starego airstreama i wyposażyli go w profesjonalne zaplecze, dostarczali catering na sesje zdjęciowe. Dzisiaj srebrny airstream codziennie parkuje na innej ulicy Seattle, serwując dania z ekologicznych składników. Menu zmieniane jest co dwa tygodnie. Po owsiankę z jagodami, śmietaną i cukrem trzcinowym na śniadanie albo kanapki z szynką parmeńską i jajkami od kur z wolnego wybiegu trzeba tu czekać w 20-minutowej kolejce. Hendersonowie już odrestaurowują kolejnego airstreama i w planach mają podbój całego Zachodniego Wybrzeża (Skilletsstreetfood.com).
W Paryżu firma zajmująca się PR-em (Busdepresse.com) urządza w airstreamie konferencje prasowe dla dużych francuskich firm - takich jak Evian, Bourjois czy Coty, a ostatnio dla popularnego pisma o psychologii ('Psychologies') - oraz wynajmuje przyczepę na różnego rodzaju imprezy promocyjne i przyjęcia, zwykle związane z odświeżaniem wizerunku na bardziej 'cool'. Z kolei Silver Cottages (czyli Srebrne Chałupy, www.silvercottages.com) w stanie Waszyngton wynajmuje stare airstreamy na przyjęcia urodzinowe, wesela i zjazdy rodzinne. W Kapsztadzie w Afryce Południowej właściciele hotelu Grand Daddy (www.daddylonglegs.co.za) przywieźli niedawno ze Stanów siedem starych airstreamów. Wyremontowali je i poprosili siedmiu lokalnych artystów o zaprojektowanie wnętrz. Stylowe przyczepy stanęły na dachu hotelu, gdzie tworzą swoisty penthouse otoczony zielenią, z barem i kinem pod gwiazdami. Za blisko 120 dol. za noc można tu zamieszkać w przyczepie inspirowanej np. związkiem Yoko Ono i Johna Lennona czy stylistyką amerykańskich przedmieść z lat 50.
Są i tacy, którzy airstreamy kochają wyłącznie platonicznie. Nie chcą ich mieć na własność, wystarczy, że mogą sobie na nie popatrzeć. Zbierają stare katalogi, fotosy i albumy. Tworzą strony poświęcone modelom retro. Są i zaangażowani kolekcjonerzy, którzy ratują unikatowe egzemplarze albo wręcz reaktywują 'trupy'. Wśród nich jest Mark Evans z Kansas (www.airstreamguy.com), który razem z żoną i dwojgiem dzieci jeździ po Stanach i tropi porzucone przyczepy, a potem przywraca im dawną świetność. Jednym z jego najnowszych znalezisk jest model z 1954 roku z zachowaną lampą gazową i lodówką, który przez dziesięć lat stał w opuszczonym korycie rzeki w Colorado. Wiele airstreamów nie ma takiego szczęścia, bo mimo iż prawie 70 proc. ze wszystkich, które kiedykolwiek powstały, jest nadal w użyciu, pozostałe lądują na złomowisku albo na odludziu i nigdy nie trafiają na Evansa. Tak jak przyczepa, z której korzystała załoga Apollo. Kiedy NASA zrobiła wyprzedaż niepotrzebnych pojazdów, ten historyczny astrovan trafił na farmę rybną, by służyć za barak.