http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Przestrzeń po skandynawsku prosta

Agnieszka Jacobson-Cielecka
19.04.2009 , aktualizacja: 16.04.2009 11:43
A A A Drukuj
Skandynawskie wzornictwo jest wartością pewną. Wśród zawirowań mód nigdy nie traci rozsądku, praktyczności i urody. Kto szuka porządku, niech jedzie na Targi Meblowe do Sztokholmu
Haftowana podłoga, proj. Monika Järg
Fot. serwis prasowy
Haftowana podłoga, proj. Monika Järg
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Stockholm Design Week to nie jest najważniejsza impreza designerska w Europie. Lokalna, nieduża, ale obydwie te wady w tym wypadku stały się zaletami. Mała impreza oznacza trzy hale targowe. W sam raz na jeden dzień. Lokalność, a więc odrębność, zwłaszcza w czasach kiedy wszędzie oglądamy mniej więcej to samo, jest cenna. Globalnych, wszędzie obecnych marek w Sztokholmie nie było prawie wcale. Były szwedzkie, duńskie, norweskie, fińskie. Inne też, ale inne niż wszędzie. Tacy byli też celebryci. Wschodzące szwedzkie gwiazdy lub międzynarodowe, ale niezużyte autorytety.

Jednym z zaproszonych gości był Jens Fager, Szwed. Ledwo skończył studia projektowe, zdążył już zaistnieć na najważniejszej imprezie w świecie designu w Mediolanie, zostać gościem honorowym targów meblowych w Belgii, wdrożyć kilka projektów, wygrać kilka nagród. W Sztokholmie powierzono mu zaprojektowanie pokoju dla dziennikarzy. Przestrzeń, którą stworzył, była po skandynawsku prosta. Nad zbitymi z desek, pomalowanymi na żółto, błękitno i biało (kwintesencja północnego myślenia) stolikami i ławkami (nowy projekt dla Swedese) wisiały zwykłe oprawki. Tyle że w każdą wkręcono inną żarówkę. Różne kształty, stopnie przejrzystości, temperatury światła. W czarnej przestrzeni efekt zaskakujący. Mimo czerni - pogodny. Mimo skandynawskości - 'w trendzie'.

Jens Farg wrócił do punktu wyjścia - to tu zadebiutował jako student w przestrzeni Greenhouse, którą co roku targi oddają szkołom projektowania i niezależnym projektantom. To najciekawsza i najbardziej inspirująca część imprezy. Targowisko kreatywności. W samodzielnie zaaranżowanej przestrzeni młodzi projektanci, zazwyczaj studenci trzeciego roku prezentują swoje prace semestralne. Niemal każda prezentacja jest osobnym konceptem wystawowym. Bo młodzi projektanci, a może ich promotorzy, myślą kompleksowo. Nie tylko o przedmiocie, lecz także o jego ekspozycji, oprawie graficznej, wzajemnym oddziaływaniu. Duńska firma Hay z głównej części targów wyławia młodych zdolnych i wdraża ich projekty do produkcji. Dla wielu jest to początek poważnej kariery. Wśród odkryć Hay jest Dunka Louise Campbell i Polak Oskar Zięta. Kto szuka młodych zdolnych, niech śledzi Hay, większość nowych odkryć firmy to ci, o których wkrótce będzie głośno.

Równie ciekawi byli freelancerzy, młodzi niezależni, którzy nie dali się złapać na lep wielkich koncernów, albo też nie byli łapani i nie popadli z tego powodu w depresję. Fantastyczne prototypy mebli prostych i jakoś jednak zaskakujących zaprezentował Daniel Herdner z braterskiej (złożonej z trzech braci Herdner) grupy projektowej Imaginary Office. Wyplatana grubą gąbkową nicią sofa na szkielecie z rurek i lampa z proszkowo malowanej stali są na pierwszy rzut oka oczywiste, przy kolejnym spojrzeniu oryginalne. Na tym właśnie polega cała unikalna sztuka i urok północnego projektowania. Niby w kółko to samo, a jednak ciągle od nowa.

Młoda Szwajcarka kryjąca się pod nazwą Nicola from Bern zaproponowała system wieszaków na płaszcze i kapelusze. Jak zbiór patyczaków, kolorowych, nieregularnych, zabawnych, można powiedzieć - antyestetycznych, bo nie sposób poznać ich zasady kompozycyjnej. Estońska projektantka Monika Järg zaprezentowała haftowane podłogi. Czyli zwykłe stare deski pokryte subtelnym wzorem uzyskanym przez przewlekanie czarnego i białego sznurka przez nawiercone w deskach otwory. Dekoracyjne, świeże. Innym rozwiązaniem podłogowym była propozycja studia Apocalypse, które odzyskuje zużyte materiały. Na przykład opony. Pocięte na kawałki i sprasowane posłużyły jako tworzywo do klepki parkietowej. Lekkiej, odpornej, ładnej. Apocalipse proponuje też mydła w trójkątnych pudełkach. Sekret polega na tym, że mydło powstaje z utylizowanego oleju z budek z falafelami. Trudno sobie wyobrazić metamorfozę starego tłuszczu w coś miłego i pachnącego zdecydowanie przyjemnie. A jednak jest to możliwe i dzieje się na oczach publiczności.

Pojawiają się też na targach w Sztokholmie firmy, które choć nie rewolucjonizują rynku, są wartością stałą. Należy do nich fińskie Marimekko. Nigdy już nie powtórzyło sukcesu genialnych projektów Maiji Isoli z lat 50., lecz nigdy też nie spuściło z tonu. Z sezonu na sezon nowe propozycje firmy są świeże i radosne, a co najważniejsze, wciąż cały świat patrzy na nich, oni nie muszą oglądać się na nikogo. W tym roku Marimekko wzięło na warsztat bajki dla dzieci i podania ludowe. Jak zwykle mocny kolor, mocny wzór bez sentymentów, potraktowany rzeczowo, graficznie, dekoracyjnie, bez zbędnej fabuły, choć temat przecież fabularny. Secto i Light Years, które z sukcesem debiutowały dwa lata temu pięknymi lampami Secto, Octo i Victo (Secto) oraz Caravaggio (Light Years), wypuściły w tym roku wersje stojące tych projektów. Już po dwóch latach widać, że te lampy wejdą do kanonu wzornictwa w tym rejonie świata. Z kolei Kinnarps, potentat mebli biurowych, który wchłania kolejnych producentów tej branży w regionie (ostatnio Skandiform i Materia), zaciera granice między sferą pracy a sferą życia prywatnego. Zaprojektowane przez Alexandra Lervika meble wypoczynkowe Jeffersson i plastikowe podobne do zakonnych kornetów siedziska Dune Jonasa Lyndby'ego Jensena (oba dla Skandiform) mogłyby się znaleźć nie tylko w eleganckim biurze, ale także w domu.

Jedynym odczuwalnym symptomem kryzysu była nieobecność małych rodzinnych i przyjacielskich biznesów, zwłaszcza tekstylnych. W poprzednich latach to był jeden z bardzo przyjemnych i optymistycznych aspektów targów. Kilka, kilkanaście stoisk, na każdym kilka, kilkanaście wzorów tkanin. Małe przedsiębiorstwa zazwyczaj prowadzone przez kobiety. Dwie projektantki, trzecia bizneswoman. Same projektują, dystrybuują, produkują, koniecznie w swoim kraju. Dbają o ekologię i o własny rynek. W tym roku nie przyjechały na targi, lecz działają. Mam nadzieję, że przetrwają trudny czas.

Podziel się