http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Samotnie stopem przez pół świata!

Karolina Domagalska
10.09.2007 , aktualizacja: 16.09.2007 08:24
A A A Drukuj
U rodziny Mohida (pierwszy od prawej) Gosia (w brązowej chustce) spędziła cztery dni. Każdego dnia prosili, żeby została jeszcze jeden dzień. Na koniec, gdy chciała złapać ciężarówkę, Mohid zatrzymał autobus i kupił bilet Fot. Paweł Kilen U rodziny Mohida (pierwszy od prawej) Gosia (w brązowej chustce) spędziła cztery dni. Każdego dnia prosili, żeby została jeszcze jeden dzień. Na koniec, gdy chciała złapać ciężarówkę, Mohid zatrzymał autobus i kupił bilet
72 lata dla kobiety to żaden wiek - przekonuje o tym Teresa Bancewicz, która stopem zjeździła pół świata. Choć czasem było groźnie i straszno wciąż podróżuje samotnie. Zresztą nie jest jedyną kobietą, która wybiera taką przygodę
'Gdyby nie autostop, wielu rzeczy bym się nie dowiedziała. To najlepszy kontakt z ludźmi' - mówi Ilona Borkowska
Fot. Wojciech Surdziel / AG
'Gdyby nie autostop, wielu rzeczy bym się nie dowiedziała. To najlepszy kontakt z ludźmi' - mówi Ilona Borkowska
W Maroku tak się zagalopowała, że gdy postanowiła wracać, nie wiedziała, w którą stronę. - Przesiadałam się z osiołka na osiołka i w pewnym momencie nie miałam pojęcia, gdzie jest główna droga - opowiada pani Teresa
Fot. Wojciech Surdziel /AG
W Maroku tak się zagalopowała, że gdy postanowiła wracać, nie wiedziała, w którą stronę. - Przesiadałam się z osiołka na osiołka i w pewnym momencie nie miałam pojęcia, gdzie jest główna droga - opowiada pani Teresa
ZOBACZ TAKŻE


Teresa, plastyczka, lat 72

Po 35 latach pracy jako projektantka w wojewódzkim przedsiębiorstwie handlu wewnętrznego Teresa Bancewicz zostaje 55-letnią bezrobotną. Gdy kilka miesięcy później mąż również traci pracę, przenoszą się z Jeleniej Góry na wieś. Puszcza Bolesławiecka to piękna okolica. Przy remoncie i ogrodzie było dużo roboty, ale Teresa popada w depresję. Pojawiają się objawy fizyczne: nieżyt żołądka, pękanie skóry na dłoniach, problemy z sercem. Lekarz doradza: zmienić otoczenie. Ale jak? 300 zł wcześniejszej emerytury ledwo starcza na podstawowe potrzeby.

Aż w końcu Teresa w wieku 62 lat postanawia spełnić marzenie swojego życia i pojechać do Skandynawii. Autostopem.

Do Estonii dotarła w trzy dni. W Olsztynie zatrzymała się u koleżanki, od której pożyczyła 50 dol., 20 potrzebowała na prom z Tallina do Helsinek. W Kaliningradzie nocowała u Rosjanki, na Łotwie - w świeżo wyremontowanej szkole dla dzieci upośledzonych. - W Helsinkach przeszłam się z moimi kartkami okolicznościowymi po galeriach i kwiaciarniach. Sprzedałam wszystkie w ciągu kilku godzin! - opowiada z zadowoleniem pani Teresa, z wykształcenia plastyczka. Za zarobione pieniądze kupiła w supermarkecie jogurt, banany, chleb i po raz pierwszy, odkąd wyjechała z Polski, zjadła coś innego niż płatki z mlekiem. Resztę przeznaczyła na drogie w Skandynawii schroniska młodzieżowe.

Machając biało-czerwonym proporczykiem, przejechała całą Finlandię i Szwecję. Na samochodowy - bo tańszy - prom w Ystad wsiadła w końcu października. Śpieszyła się, bo zbliżał się czas wykopków.

Od tej pory wykopkami zajmuje się mąż Jan, ona sadzi i pielęgnuje, a we wrześniu wyrusza w świat. Dwa tygodnie przed wyjazdem pakuje plecak i codziennie przez pół godziny chodzi z nim po podwórku, żeby przyzwyczaić się do wysiłku. Na plecach nosi: od 8 do 10 kg płatków zbożowych i mleka w proszku (starcza na dwa posiłki dziennie przez dwa miesiące), 250 tabletek suchego denaturatu, którym pali pod puszką z dziurkami - kuchenką zrobioną przez syna Miłosza - kubek aluminiowy, śpiwór, namiot, kilka kilogramów kartek okolicznościowych, przybory higieniczne, ciepłe ubrania, łyżkę i nóż. Wraca dziesięć tygodni później, przed zimą.

Była już w Ameryce Północnej, Afryce Północnej, Azji. Przeszkodą są jedynie ceny wiz. - W Afryce dotarłam tylko do granicy z tzw. Czarną Afryką, bo każdy kraj tranzytowy to opłata za wizę.

Sahara przypadła pani Teresie do gustu. W Maroku tak się zagalopowała, że gdy postanowiła wracać, nie wiedziała, w którą stronę. - Przesiadałam się z osiołka na osiołka, z furmanki na furmankę i w pewnym momencie nie miałam pojęcia, gdzie jest główna droga. Uratował mnie chłop, który wiózł butle z gazem. Światowy - pomyślałam - bierze gaz ze stacji, musi wiedzieć, gdzie jest główna droga.

W Tunezji rozbiłam się obok rodziny Berberów, która mieszkała w skalnej grocie. Zaprzyjaźniłam się z 11-letnim Ahmedem, nie odstępował mnie na krok. Myłam zęby, on wystawiał palec po pastę; szłam do namiotu, kładł się obok na derce. Chodził za mną nawet na stronę. Pewnego dnia przyjechał do nas autokar z wycieczką. Zrobili nam kilka zdjęć, za które Ahmed wziął bakszysz. Gdy autokar odjechał, podszedł do mnie i wręczył mi dolara. Oddałam jego mamie przy wyjeździe.

Muzułmanie widzą w pani Teresie pielgrzyma, a Koran nakazuje pielgrzyma napoić, nakarmić i użyczyć cienia. Traktują ją z szacunkiem i honorami. Tylko jedno im nie pasuje: taki ciężki plecak, a właścicielka nie ma nawet osła?

- Tego dnia, gdy opuściłam rodzinę Ahmeda, z drogi zabrał mnie przewodnik turystyczny, któremu pochwaliłam się, że sama spałam na pustyni. 'Nie, Teresa, ty nie byłaś sama, Allah był z tobą' - utarł mi nosa. Przez wiele kilometrów nie widzieliśmy ani jednego domu czy człowieka. I wtedy mojemu przewodnikowi zebrało się na amory. 'Czy wyobrażasz sobie miłość tutaj, na pustyni?' - zagadnął. 'Allah widzi wszystko' - odpowiedziałam. Uśmiechnął się, poklepał mnie po ramieniu i odpuścił.

Imię Allaha uratowało panią Teresę również w Egipcie. - Rozbiłam namiot 400 metrów od dużej drogi pewna, że jestem niewidoczna, i poszłam nad rzekę. Zachciało mi się gruntować trzciną Nil. Musiałam sprawdzić, czy brzeg jest bezpieczny, żeby się umyć. Obok mnie przepłynęła szalupa z nastolatkami. Wymieniliśmy pozdrowienia i odpłynęli. Wrócili o 11 w nocy. Gdy usłyszałam, że ktoś przyszedł, zdążyłam tylko założyć koszulę, bo śpię nago. Złapali mnie za ręce i rzucili się na moje rzeczy, a ja zaczęłam ryczeć jak syrena: 'Allah, ratuj! Allah, ratuj!'. Myślę, że imię Boga otrzeźwiło ich, puścili mnie i uciekli. Ukradli aparat. Od tamtej pory byłam pod opieką policji i wojska. W Dolinie Królów od czasu zamachu na turystów co 10-15 km są posterunki. Przekazywali mnie sobie, częstowali kawą i colą.

Takie przygody nie przerażają pani Teresy. - Coś złego może mi się przydarzyć wszędzie. A w każdej chwili może przyjść jakaś starcza choroba. Póki mogę, chcę doświadczyć jak najwięcej.

Rok temu pani Teresa wybrała się na najdłuższą do tej pory, trzymiesięczną, podróż do Azji. - Pierwszy raz regularnie korzystałam z emerytury. Do Moskwy dojechałam stopem, koleją transsyberyjską do Pekinu. W Chinach zrobiłam zapasy żywności, mleko krowie jest trudno dostępne, ale mleko sojowe okazało się pyszne. W Japonii podreperowałam budżet, ambasada polska zorganizowała wystawę i sprzedaż moich kartek.

Po Japonii podróżowała z kartką A4, na której zamiast nazwy miasta był cały elaborat. - Gdy trafiłam do Osaki, od razu udałam się na policję, żeby zapytać, która droga prowadzi do Tokio. Panowie zaprosili mnie na kawę, napisali kilka słów na kartce i kazali mi to pokazywać kierowcom. Stałam więc na stacjach benzynowych z tą kartką w rękach. Ludzie zatrzymywali się i podchodzili, żeby przeczytać. Wszystko odbywało się błyskawicznie. Dopiero w polskiej ambasadzie dowiedziałam się, co było na niej napisane: 'Ja, polska turystka Teresa Bancewicz, podróżuję autostopem po świecie. Teraz jadę do polskiej ambasady w Tokio'.

Marzeniem pani Teresy jest Ameryka Południowa. Kiedyś już próbowała załapać się na prom wypływający z Hiszpanii. - Szukałam statku, który za pracę wziąłby mnie na pokład. Nie znam języka, więc nie było łatwo. Po tygodniu udało mi się dostać na statek na Wyspy Kanaryjskie za 10 proc. ceny. Po raz pierwszy szukam sponsora na bilet lotniczy.



Ilona, historyczka sztuki, lat 37

Autostopem jeździ mimochodem. Nigdy nie stoi na drodze, nie macha, nie trzyma żadnych napisów. Wcześniej sama wybierała kierowców na stacjach benzynowych, teraz kierowcy zatrzymują się dla niej, gdy czeka na przystankach autobusowych.

Podziel się