Biznes jest jak płynięcie kajakiem w górę rzeki. Trzeba się sporo nawiosłować, żeby cokolwiek osiągnąć. I ciągle zmieniać trasę, udoskonalać sprzęt, kombinować. Bez pracowitości i wytrwałości nie ma szans na sukces, lepiej zostać na etacie i się nie stresować - tłumaczy mi Kinga Nowakowska, która takich "spływów" zorganizowała w swoim życiu już kilka. Zaczynała od otwarcia pierwszego w Polsce centrum outsourcingu zajmującego się głównie obsługą klientów przez telefon. Był 1997 rok, gdy wylądowała w Warszawie z pustym kontem i doświadczeniem życia kilku lat na skraju biedy w Paryżu. O biznesie nie wiedziała nic. O call center tym bardziej. Miała wsparcie kuzyna Jana, z którym zawsze inwestuje, i umiejętność walki, którą zdobyła, grając zawodowo w tenisa.

Gdy po 11 latach sprzedali firmę za ponad 50 mln zł, stanęli przed kolejnym wyzwaniem. Pieniądze chcieli podzielić i zainwestować w różne fajne pomysły...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.