Jak się odkleić Na
studia wyjechałam daleko od domu rodzinnego, nie znałam nikogo. Dlatego poznana przyjaciółka stała się namiastką bliskości rodzinnej. Razem wynajmowałyśmy stancję, studiowałyśmy razem, wolny czas spędzałyśmy razem. Z czasem przyjaźń zaczęła być trudna. Przyjaciółka czuła się 'porzucona' w każdej sytuacji, kiedy spotykałam się z moimi znajomymi, którzy byli 'beznadziejni'. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam mieć coraz mniej znajomych. Spotykałyśmy się zatem ze wspólnymi (czytaj: przyjaciółki) znajomymi. Sprytnie zostałam odsunięta od ludzi, których lubiłam.
Z czasem zaczęły się kłótnie, a w nich argumenty, że się zupełnie przyjaciółką nie interesuję, że o nią nie dbam. Przecież jako 'dobre' przyjaciółki powinnyśmy cały swój wolny czas spędzać razem. Nie rozumiałam takiego zachowania i nie potrafiłam znaleźć rozwiązania. Największe trudności z przyjaciółką zaczęły się, kiedy spotkałam mojego obecnego męża. Było wyliczanie czasu (co do minuty) - ile poświęcam chłopakowi, a ile jej. Kłótnie o spędzanie wieczoru i wyjścia do kina. Słyszałam, że nie dbam, że zapominam, że ignoruję jej potrzeby, że jestem bez uczuć, bez empatii. Nigdy nie zapytała, czego ja potrzebuję, ważne były jej potrzeby rozumiane jako całkowite oddanie. Musiałam być cały czas dla niej, ona dla mnie już niekoniecznie.
Jednak najbardziej w tych wspomnieniach boli to, że moja przyjaciółka była jedyną osobą, która zareagowała negatywnie na informację o moich zaręczynach i planowanym ślubie. Twierdziła, że ją zostawiłam. Już później dowiedziałam się, że znajomym opowiadała, jaką złą przyjaciółką byłam i jakiego okropnego mam faceta, z którym pewno nie będą szczęśliwa po ślubie. Mówiła, że on mnie na pewno skrzywdzi. Tylko teraz czasem słyszę od naszych znajomych, że cieszą się, iż pomimo początkowych licznych problemów jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Znajomi do tej pory potrafią wymienić całą listę fikcyjnych dowodów na potwierdzenie tezy o braku przyszłości mojego małżeństwa. Na szczęście nic się nie spełniło.
Początkiem końca przyjaźni była awantura, że nie zaproponowałam przyjaciółce, aby została świadkiem na moim ślubie. Z czasem przyjaźń umarła. Dziś spotykamy się czasem, jednakże na stopie jedynie koleżeńskiej. Żadna z nas - a na pewno ja - nie potrafiłaby zaufać. Zbyt dużo złych słów i emocji było między nami.