http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Kiedy zostałam matką, umarłam

"Anielica"
06.04.2011 , aktualizacja: 31.03.2011 16:35
A A A Drukuj
Umarło całe moje dotychczasowe życie, moje przyzwyczajenia, moja wolność, wybory.
List
.
List
ZOBACZ TAKŻE
Stałam się "obecna" bardziej niż dotychczas. Stałam się człowiecza. Mówiąc po ludzku - współczuła. Umarł też mój egoizm. Pojawił się mały człowiek, który przysłonił cały świat. Męża. Żonę. Małżeństwo. Wszystko odbierałam jednoznacznie. Ja albo dziecko. Wybór oczywisty. Przestałam spotykać się z koleżankami, wychodzić do kina, teatru, czytać książki. Nastąpił mocny regres i szok, że można do tego stopnia nasiąknąć tylko jednym tematem - macierzyństwem.

Płakałam, dwa lata prawie. Odżyłam, kiedy syn poszedł do przedszkola. Pomału wracałam do życia. Do innych ludzi. Do Żony. Do Męża. Do Koleżanek. Do słów opisujących sztukę, politykę, ludzi. Przeobraziłam się. Narodziłam na nowo. I banalnie - dojrzałam. Jako człowiek. Jako kobieta. Cały czas jednak się uczę. Nie jestem tak spontaniczna, tak radośnie szalona i wolna, jak przed narodzinami dziecka. Nie umiem myśleć tylko i wyłącznie o sobie. Całą ostatnią premię wydałam na synka, żadna tam nowa torebka, czy pantofle w modnym kolorze. Na jego buciki, T-shirt ze Spidermanem, lego z ulubionymi bohaterami ze Star Wars. Mimo, że nie potrzebował, nie domagał się, nikt mi nie kazał. Uczę się. Codziennie.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się