Zostaliśmy ogarnięci przez seks, który można kupić sobie niczym zabawkę w sklepie. Z jednej strony wmawia się nam, że nie potrafimy bez niego żyć, z drugiej strony powstaje skrajny ruch, który wmawia nam, że życie bez seksu jest zdrowsze, lepsze i nie naraża nas niepotrzebnie na rozczarowania. Większość z nas jednak seksu potrzebuje, a że może go mieć niczym zupkę instant, w pięć minut, nie zastanawia się nad konsekwencją takiej przygody. I to właśnie brak odpowiedzialności zabija magię związków, a tworzy jakąś dziwną otoczkę wokół bycia singlem, jakby to była najlepsza rzecz, jaka może zdarzyć się człowiekowi w dwudziestym pierwszym wieku.
Na podstawie mojego związku mogę stwierdzić, że dziś tak samo boimy się zaangażowania w związek jak wzrostu ceny paliwa. Boimy się inwestycji, bo życie nauczyło nas, że powinniśmy inwestować w rzeczy pewne. A ponieważ dziś nic nie jest pewne, żyjemy w karcianych domkach, żywimy się jedzeniem light oraz uprawiamy szybkie numerki. Inwestycja uczuć w związek, a potem ryzyko pozostania w nim mimo kryzysu po prostu jest scenariuszem, dla wielu z nas, nie do zaakceptowania.
Mój ostatni związek z mężczyzną 'z tych trzydziestolatków' zakończył się totalną porażką. Ponieważ dziś nie ma niczego, co dawałoby poczucie stabilności i przynależności. Życie staje się coraz bardziej wirtualne, miłość jest albo 'passe' albo, tak jak wg. niektórych poradników "bezużyteczna". Żyjemy popadając ze skrajności w skrajność. Nie jesteśmy asertywni, wszystko co mamy, zdaje się być chwilą bardzo ulotną. Za chwilę to tracimy.
W dzisiejszym świecie, zawieramy dożywotnie małżeństwo z lękiem, niepewnością, strachem. Poczucie bezpieczeństwa ulatnia się, żadne z nas nie jest na tyle odpowiedzialne i oddane by zawalczyć o drugą osobę. Po co?, pytamy siebie, skoro można zalogować się na stronie, wpisać dane, zamieścić zdjęcie i w jednej chwili umówić się na kilka kolejnych randek.
Tak ciężko nam dotrzymać wierności, ponieważ przestała być cnotą. Nie świadczy już o szlachetności, lecz bardziej o starodawności. Głównym problemem jest jednak lekkoduszność i sposób, w jaki hierarchizujemy nasze potrzeby. Większość dwudziesto i trzydziestolatków jest potwornie nieodpowiedzialna. Ostatnia rzecz, o której myślą, to o konsekwencji własnych wyborów. Żyjemy w czasach, w których zasiała się epidemia depresji. Kiedy poznajemy kogoś, spisujemy go od razu na straty. Szukamy ideałów, ponieważ sami chcielibyśmy być ideałami.
Singiel i stary kawaler to tak naprawdę to samo. W tym pierwszym przypadku mamy do czynienia z nowomową. Bardzo lubimy i przywykliśmy do używania eufemizmów, by być poprawnymi politycznie, nie urazić kogoś, jego uczuć lub wartości. Patrzę na samotnych, zarobionych trzydziestolatków i myślę sobie, że trochę zapominamy o tym, co tak naprawdę daje nam szczęście.
Dodatkowo konsumpcjonizm. Mieszkam od ośmiu miesięcy w Paryżu. Jestem tutaj na studiach. Zatem mam do czynienia z wyjątkową mieszanką kultur i zdań na temat miłości. Stwierdzam, że Polska stoi wysoko ponad kraje wysoko rozwinięte jeśli chodzi o przekazywanie wartości. Kraje zachodnie można przedstawić za pomocą metafory dziwki, która niebezpiecznie zbliża się do granicy stracenia wszystkiego, na koszt tylko przyjemności. Dziś każdy seks ma być udany, każde zbliżenie kończyć się satysfakcją. Nikt tutaj nie myśli o dzieciach, rodzinie. Chcemy zwiedzać świat, mieć najlepsze wykształcenie, znać języki. Młodość poświęcić szaleństwu, potem poświęcić się pracy, a następnie niestety nie rodzinie.
Współczesny świat daje nam możliwość przedłużenia młodości i zabawy nawet do sześćdziesiątego roku życia, tym samym pozbawiając nas możliwości doznania prawdziwego poczucia bezpieczeństwa.
Cóż, nie jestem wielkim fanem wielodzietnej rodziny. Również chcę się bawić i pragnę być jak najdłużej młody. Mimo to, każdy etap w życiu ma jakiś cel, do którego wszyscy, niezależnie od religii, poglądów politycznych czy kontynentu, dążymy. Za bardzo próbujemy zaprzeczyć naszej naturze, potrzebie oddania się drugiej osobie, zakochania i rozmnożenia. Niestety współczesny świat oferuje zbyt dużą możliwość wyborów, w których się zwyczajnie gubimy. Nie wiemy już czego potrzebujemy, co to jest
szczęście i jak je osiągnąć ponieważ cokolwiek osiągniemy, to wciąż nie jest to samo. Przestańmy więc nazywać samotnych ludzi singlami. Nie odbiegajmy od religii, wartości, które przetrwały setki lat. To, że się zakochujemy, zostajemy porzuceni, płaczemy, czujemy się samotni, czasem nam się nic nie chce, a wewnętrznie każde z nas chciałoby mieć zdjęcie ukochanej osoby na biurku w pracy, czyni nas ludzkimi. A wszystko co ludzkie, nie jest
mi obce. Zatem mniej 'maszynizowania' życia, ponieważ świat A. Huxleya to chyba nie jest świat, w którym chcielibyśmy żyć. A niestety, coraz bardziej świat, który stworzyliśmy, staje się kopią świata, który Huxley opisał, i w którym tak bardzo nie chcielibyśmy żyć czytając jego powieść.
Zostałem sam, ponieważ mój partner nie wiedział, czego chce. Ciężko mi to uwierzyć, skoro miał trzydzieści cztery lata. Bo skoro nie teraz, to kiedy, po pięćdziesiątce?