Mamusie z niedoborów stroją swoje księżniczki
R.S.S.
20.03.2011
, aktualizacja: 18.03.2011 12:39
Urodziłyśmy się w drugiej połowie lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych. Byłyśmy małymi dziewczynkami, które "donaszały" ubrania po starszych kuzynkach i kuzynach (poza spódniczkami wszystko i tak było "unisex"), nie znały różowego i wariowały na widok chińskich piórników z kotkiem
.
List
Jesteśmy ostatnim pokoleniem, pamiętającym tzw. gospodarkę niedoborów.
Teraz rodzimy dzieci. Na przykład małe dziewczynki.
Jesteśmy mamusiami z niedoborów.
Kiedy mamusie z niedoborów wchodzą do działu dziewczęcego - bo teraz już nic nie jest "unisex" - przenika je dreszczyk emocji. Te wszystkie tiule, różowości, błyskotki dla małych sroczek, które ominęły nas w dzieciństwie, teraz są na wyciągnięcie ręki (i portfela). Stęsknione małe dziewczynki w nas i małe dziewczynki, które urodziłyśmy, stapiają się w jedną. Stroimy te nasze księżniczki w kiczowate różowości, odsuwając konieczność "wypracowywania dobrego gustu" u latorośli na później. Zresztą dobry gust w przypadku mamuś z niedoborów to towar deficytowy.
Mówimy, że małe dziewczynki kochają Kitty i że to taki kompromis - ale tak naprawdę inicjatywa wychodzi od nas. Bo to nasze wewnętrzne małe dziewczynki kochają Kitty.
Mamusie z niedoborów mają kłopot: trudno im stanowić wzór dojrzałej kobiecości dla córek, skoro są jednocześnie dorosłymi kobietami i małymi, niedowartościowanymi dziewczynkami. Niektóre z nas mają nawet problem z określeniem, co jest strojem dorosłym, a co dziecięcym
Jazda konna, pływanie, angielski, narty, rolki: jeśli któraś z nas posiadła te umiejętności, czuła się jak wybranka losu. Godzinami marudziłyśmy naszym matkom: "zagapisz mnie na pianino". Teraz nerwowo zapisujemy nasze córeczki na wszystkie możliwe kursy, kierowane imperatywem "szansy dla rozwoju dziecka". Wozimy je na zajęcia, zanim jeszcze zdążą zechcieć. Na co dzień krytyczne, zdumiewająco łatwo przyjmujemy i przejmujemy język, w którym kawałek materiału i dwa pałąki z uwieszonymi pluszakami nazywa się "matą edukacyjną", a podskoki przy muzyce - zajęciami koordynacyjno-rytmizującymi.
Trudno o lepsze źródło zarobku niż mamusia z niedoborów. Podniesienie VAT na zabawki i dziecięce stroje, rozkręcenie przemysłu dziecięcej nauki i rozrywki to sprytne posunięcie, bez dwóch zdań.