Wiem, że sama jestem sobie winna, bo to przecież ja - poniekąd na własne życzenia - jestem znów
w ciąży i to ja znów pójdę na macierzyński. I to mnie trzeba będzie znów zastępować, bo prawo gwarantuje mi płatny urlop po urodzeniu dziecka. Na dodatek mogę jeszcze wystąpić o urlop wychowawczy, ale ten na szczęście już jest "darmowy".
Kochana Pracodawczyni - mea culpa! Wiem, znów nie mogę wszystkiego robić, czasami źle się czuję i nie jestem aż tak kreatywna w swej codziennej pracy jak przedtem.. Dlatego też z pokorą przyjmuję wszystkie plotki i złośliwe przytyki na temat mojej nowej sytuacji, bo wiem, że na nie zasłużyłam. W końcu zgrzeszyłam, bo jestem w kolejnej ciąży. Zgrzeszyłam, bo nie poroniłam z natury, bo nie usunęłam.
Smuci mnie tylko, że do momentu, gdy powiedziałam o ciąży (chciałam postąpić lojalnie), byłam całkiem cenionym pracownikiem i dawałeś mi to odczuć, Kochany Pracodawco (ot, choćby stanem konta). A teraz.. Wiem, zasłużyłam sobie na komentarze, że z taką gromadą dzieci to może powinnam znaleźć sobie inną pracę - bo przecież gdy wrócę po urlopie macierzyńskim, to z pewnością nie będzie mi się chciało pracować, a siedzieć bezczynnie za biurkiem to sobie mogę gdzie indziej (choć udowodniłam już dwukrotnie, że jest inaczej).
Kochana Pracodawczyni... Ja już tak dłużej nie mogę. Nie chcę przez 8 godzin każdego dnia czuć się winna dlatego, że noszę w sobie nowe, potrzebne Polsce życie - wszak rodzi się tak mało dzieci. Zatem - wybacz, ale mimo iż mogłabym swobodnie wypełniać dalej swoje obowiązki przez kilkanaście tygodni - podczas najbliższej wizyty u ginekologa wykręcę się złym samopoczuciem i poproszę o zwolnienie lekarskie. By w spokoju czekać na nowego członka rodziny. I szukać przy okazji nowej pracy, bo do tej jakoś straciłam serce.