Nasz ślub
Olga - List czytelniczki
06.06.2010
, aktualizacja: 06.05.2010 18:51
J. Chmielewski
Ja lat 35, on 37 - staruchy:). Ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego, choć nie jesteśmy rozwodnikami. Gorąco, pełna sala, kupa śmiechu... szybko poszło. Zabawa w namiocie weselnym rozstawionym nad Wisłą w środku miasta. Na powitanie orkiestra strażacka - teść taką prowadzi. Prawie stu gości. Muzyka starannie wybrana i poukładana. Od Sinatry do Prodigy, ale żadnej wiochy i "cudownych rodziców".
J. Chmielewski
J. Chmielewski
J. Chmielewski
.
List
Okrągłe stoły, my ze świadkami i przyjaciółmi przy jednym z nich. Przygotowaliśmy "facebooki", które leżały przy nakryciach, ze zdjęciami wszystkich gości i opisem kim oni są. Pierwszy taniec do "Absolute Beginners". Zabawa rozkręciła się błyskawicznie. Tańce przerywane konkursami. Przeciąganie liny - walka dwóch rodzin, moja rodzina wygrała, dzięki dobrej strategii.
Chodziliśmy do liceów, które ze sobą od zawsze konkurowały, więc zrobiliśmy konkurs, który miał przypieczętować wyższość jednego z nich. Zabawę prowadził mój tata. Powstały dwie drużyny złożone z absolwentów tych liceów (mamy ich całkiem sporo wśród znajomych). Pytania: gdzie się poznała młoda para, ilu braci ma ojciec panny młodej, jakie jest ulubione warzywo pana młodego itp. Potem jeszcze dogrywka polegająca na bieganiu i piciu wódki. Oni wygrali ten bieg. I jeszcze jedna zabawa. Pary, które poznały się dzięki nam (a było takich 5) zmusiliśmy do udziały w "Tańcu z gwiazdami". W jury my i dwie mamy. Rewelacyjnie poprowadzone przez kolegę. Były też oczepiny i zbieranie kasy za taniec. Zabawa do rana, a potem jeszcze wódka na pomoście z najwytrwalszymi. Wspaniała zabawa. Wspaniali goście. Wspaniały catering. Wspaniała pogoda. Najpyszniejszy tort na świecie. Nasze małżeństwo jest jeszcze na gwarancji, ale dotychczas bardzo szczęśliwe.