W plecak wyposażono mnie jeszcze w domu rodzinnym. Do plecaka włożono pakiet-wyprawkę: mąż, dom, dziecko. Miałam szansę na normalny Dom, rodzinę, która w Wigilię śpiewa kolędy pod choinką. Jednak okazało się, że mój mąż wyszedł z domu bez plecaka - z nadzieją, a raczej z pewnością, że ciężary to rzecz kobieca... Jasne, jakiś czas dźwigałam. Poszłam do pracy, ciężkiej, fizycznej. Na zmiany. Noc - dzień. Po pracy - w półśnie - dziecko. Zakupy. Pranie - tetrowe pieluszki, pralka Frania, zepsuty bojler, lodowata woda. A kiedy patrzyłam na męża rozpartego przed telewizorem, czułam, że w moim plecaku zobowiązań robi się malutka dziurka, przez którą coś wycieka... Ale kiedy próbowałam się żalić, że mi za ciężko - słyszałam: 'Masz męża, który nie pije i nie bije - to skarb!'. I dalej się uginałam... W święta do pracy, po pracy przy zlewie, a kolędy? Zatrzymałam się i zdjęłam plecak. Przejrzałam zawartość i w dalszą drogę ruszyłam już tylko z synkiem.
A jednak okazało się, że nie potrafię. Bez Wigilii, bez kolęd, bez słodkiego ciężaru drugiego człowieka. Do plecaka wkłada się łatwo. Za łatwo.
Dostałam swoje święta. Pełne miłości, pachnące choinką, ciastem. I wódką. Na którą zresztą ja musiałam zarobić. Wkrótce dostałam nawet świąteczny prezent - drugiego synka... A potem jeszcze córeczkę. Plecak był wypakowany do granic wytrzymałości. Dom, praca, dzieci. Dzieci, których bałam się zostawić z pijakiem. Praca, która nie wystarczała na utrzymanie. Zrobiłam licencję agenta ubezpieczeniowego. Przy okazji - jakaś akwizycja. Stoisko na targowisku. Dorywcze sprzątanie. I prawie wszędzie dzieci ze sobą.
Wtedy przekonałam się, że plecak ma ograniczoną pojemność. Pękł. Zachorowałam. Bez prawa do renty. Lekarze oswajali mnie z widmem wózka. Ale czy choroba zwalnia z zobowiązań? Dzieci ma się na zawsze - zdrowa czy chora muszę je nakarmić, ubrać, wyleczyć, przytulić. Powinnam zadbać też o siebie samą... Ciężko, ciężej, coraz ciężej... Pewnie nie dałabym rady, gdybym nie spotkała kogoś, kto pomógł mi to nieść. Podał rękę i powiedział: 'Potrzymam twój bagaż, a ty odpocznij'...
Zamknęłam etap dźwigania życia alkoholika. Zobaczyłam, że istnieją ludzie, którzy pomagają nieść, a nie dokładają swoich rupieci na moje barki... Kiedy odwiedzaliśmy kolejne gabinety lekarskie, kiedy jeździliśmy z dziećmi na wycieczki, kiedy czasem jedliśmy w restauracji, żeby mnie odciążyć, czułam, jak moje plecy się prostują. Głowa się podnosi.
Nie chcę, żeby ktoś niósł mój bagaż. Odpoczęłam. Wyzdrowiałam. I zaczęłam pakować. Kurs zawodowy. Awans. Szkoła językowa. OK, leciutko. Matura, kiedyś zaniedbana - wreszcie w plecaku; to już nie ciężary, ale zdobyte punkty! Ciężarem był ich brak! Pakujemy dalej. Góry. Basen, kurs pływania. Żaglówka... Narty. Prawo jazdy. Studia... Ufff, już trochę uwiera. Drugie studia... Dość! Przecież dzieci siedzą w moim plecaku. I praca. I związek. I przyjaciele.
Ale co zrobić, gdy się widzi, jak przyjaciółka pada pod ciężarami? Teraz ona zachorowała. Straciła pracę, rozstała się z mężem. Straciła, rozstała się - czyli niby czegoś ubyło; ale czy jest lżej? Została z dziećmi chora i przerażona. Skąd ja to znam?
Potrzymam twój bagaż, a ty odpocznij... Odpoczęłaś? To pakujemy: rehabilitacja. Praca. Góry. Narty. Basen. Matura, kiedyś zaniedbana. Studia. Trochę ciężko, ale damy radę.
Dwa plecaki - we dwie czy we dwoje - jakoś lżej się niesie...
Autorzy dziesięciu kolejnych najciekawszych listów dostaną nagrody pocieszenia: torby podróżne, słuchawki i książki "W chmurach". Są to: Lidia Czyż, Witold Kasperkiewicz, Katarzyna Łojek, Urszula Piechura-Zygert, Katarzyna Białecka, Antonina Sebesta, Monika Korybut, Agnieszka Ślusarek-Brenda, Marzena Borowska i Monika Bielik.
Fundatorami nagród są: Hilton, United International Pictures
i Świat Książki