http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Faceci a mycie garów

Anna
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-01-28 17:29

Po Kongresie Kobiet na Podbeskidziu refleksji kilka


Zadziało się, najpierw w Warszawie, czerwiec 2009 I Kongres Kobiet, dyskusje, spotkania, postulaty i w efekcie pokongresowych kampanii zebranie podpisów pod ustawą parytetową.

Dzieje się nadal, choć dalej od stolicy to jak podkreślają organizatorki nie bez inspiracji czerwcowym wydarzeniem, 16 stycznia 2010 w Bielsku Białej odbył się I Regionalny Kongres Kobiet Podbeskidzia. Ponownie spotkanie plenarne, imprezy towarzyszące ale i tematyczne dyskusje i debaty.

Jedna z nich dotyczy edukacji, dokładniej tego, jak zorganizować kształcenie ustawiczne kobiet. W panelu, jak pozwalają wnioskować krótkie informacje dawkowane przez zabierające głos kobiety, udział biorą głównie przedstawicielki organizacji i instytucji związanych z edukacją.

Trwa wymiana doświadczeń, liczne postulaty, rozmowa dosyć wartka, próbując ją uporządkować moderatorka delikatnie pospieszana zebrane: "czas nagli", "trzeba jeszcze sformułować wnioski"," "możemy na tym poprzestać, jesteśmy psychologami, pedagogami, te problemy są nam dobrze znane " Podniesiona w górę dłoń na środku sali i delikatny głos przerywa podsumowanie: "Bardzo przepraszam ja jestem szwaczką." Zapada cisza, dobrze słychać kilka dalszych zdań: "Pracowałam w szwalni kilka lat. Takie mam wykształcenie. Tak właśnie wybrałam, nie wiedziałam że można inaczej. Znalazłam w sobie siłę. Zaczęłam się uczyć. Zmiany trzeba zacząć od siebie." Brzmi jak frazes? Może i frazes ale jakże szczery i ożywczy w epicentrum dyskusji nad wartościami w edukacji i udziale kobiet w kształceniu ustawicznym ślizgającej się po powierzchni problemów i zręcznie omijającej najbardziej ważkie kwestie decydujące o kształceniu kobiet jak chociażby zależność ekonomiczna.

Dyskusji, w której trwa licytacja na sformułowanie bardziej precyzyjnej definicji wychowania, a kwestie związane z równouprawnieniem, momentami sprowadza się do tego, żeby syna lub męża nauczyć mycia garnków. Dyskusji, mającej na celu wykreowanie przestrzeni obejmującej jak najszersze spektrum zagadnień związanych z edukacją kobiet, którą na moment ucina również owo spektrum tworzący, gest opisu indywidualnego, biograficznego doświadczenia.

Gest wykonany przez kobietę pracującą w szwalni, przez chciałoby się powiedzieć "prządkę banalnej rzeczywistości", daleką od politycznych salonów. Przez tę, która raczej jest rządzona niż sama sięga po władzę. Szwaczka, tkaczka, prządka, jakaż to pokusa aby sięgnąć do tekstów opisujących znaczeniowo nacechowane "przynależne" kobietom czynności i utkać kolejną opowieść, w której osnową byłoby przywołane powyżej, na pozór drobne i niepozorne zdarzenie.

Zadziało się na Podbeskidziu, i dobrze że się zadziało, inicjatywa to cenna, ważna i poniekąd udana. Jak w prasowych wypowiedziach podkreśla rzeczniczka Kongresu, choć nie udało się wypracować konkretnych postulatów to niebawem pokongresowe wnioski będą zebrane i zaprezentowane lokalnym samorządom.

Będą wnioski, być może będzie więc i zmiana. Postulowana, opisywana i omawiana w dyskusjach, podobnych tej streszczonej powyżej. Być może przywołanej niedokładnie, cóż prawa cytatu z pamięci, być może przerysowanej, cóż nie obiecywałam, że nie będzie ideologicznie, a więc i pointa dyktatorsko, patriarchalnym sposobem, expilicte na przekór migotliwej konstelacji sensów utkanej czy misternie wyszytej w pajęczynie tekstu.

A zatem: Szanowne Panie, nie zapominajcie, czy raczej nie zapominajmy o kobietach, których kwestie poruszane na tego typu spotkaniach także dotyczą; o prywatnych doświadczeniach, próbach przełamywania barier, pokonywania szklanych schodów, ścian czy sufitów bez świadomości istnienia takowo opisywanych przeszkód. O wypowiadanym nienaukowym językiem doświadczeniach, intuicyjnym pukaniu o pomoc, do udzielenia której konieczna jest prawdziwa genderowa wrażliwość, a do tej niestety czasem nie wystarczy być kobietą sukcesu z uporządkowaną sytuacją rodzinną pogodzoną z karierą zawodową, wysoką pozycją w lokalnym środowisku i mężem, który wie, że także powinien umyć garnki.

W numerze z 28 sierpnia