Gdzie kończę się ja?
Zmęczona
21.12.2009
, aktualizacja: 18.12.2009 16:09
Wielka miłość, wielkie szczęście i... po kilku latach genialnego małżeństwa zaczynam się zastanawiać, czy nie przekroczyłam granicy rezygnacji z własnego ja
.
List
Oczywiście wiem, że małżeństwo to wyrzeczenia. Oczywiście wiem, że związek dwóch ludzi to w rzeczywistości rezygnacja z części siebie dla Niego, dla partnera. Jednak czy jest w tym zatracaniu się w sobie nawzajem jakaś granica? Kiedy wyrzeczenie się własnych zamierzeń, celów, potrzeb, a nawet marzeń jest uzasadnione i czynione w myśl wspólnego dobra.
Od pewnego czasu wydaje mi się, że w moim życiu ucieleśniają się słowa piosenki Maanamu: Podaję Ci rękę, ty mówisz że mało
Podaję Ci usta, ty prosisz o więcej
Oddaję Ci serce, oddaję Ci ciało
Ty czekasz i mówisz, to mało, to mało
Dotychczas dawałam wszystko: z miłości, z potrzeby zadowolenia partnera, z przekonania, że tak trzeba. Ale dziś się obudziłam z pytaniem w głowie: Gdzie kończę się ja? Kiedy powiedzieć: DOŚĆ?