Przeczytawszy artykuł o
książeczkach dla dzieci, pomyślałam że to dobry pomysł już od najmłodszych lat uświadamiać dzieciom, że nie istnieje podział na obowiązki kobiece i obowiązki męskie. Trzeba przekonać małego chłopca, że
gotowanie i sprzątanie nie jest przypisane mamie na zawsze i, że równie dobrze może zająć się tym tak on jak i jego tata. Ważne jest też to żeby
dzieci wiedziały, że podnoszone przez przeciwników feminizmu stwierdzenie, że "jeśli
kobieta chce równouprawnienia to niech idzie pracować do kopalni", jest nie na miejscu. Dlaczego? Dlatego, że w równouprawnieniu chodzi o to, że jeśli kobieta będzie chciała pracować w kopalni, to powinna mieć szansę tam pracować, a jeśli nie ma ochoty tego robić to nie musi. A co ważniejsze, trzeba pokazać dzieciom, że feministki to nie są "babochłopy", lecz są to kobiety, które zdecydowanie też malują paznokcie, płaczą na komediach romantycznych, mają mężów i dzieci. Uważam więc, że równouprawnienia (bo tym jest przecież feminizm) należy uczyć dzieci od początku, bo to uczyni z nich lepszych ludzi.