"Jest Pani przed 40-tką."
Kinga
22.11.2009
, aktualizacja: 20.11.2009 17:05
Brzmiało jak wyrok. Jak sąd, czy raczej oskarżenie rzucone przed ogłoszeniem wyroku. Brzmiało koszmarnie. Niczym teza, która miała mnie pognębić. I uzmysłowić mi mój stan. I powagę sytuacji. A przecież byłam tylko na rutynowym badaniu u okulisty.
.
List
"Jest Pani przed 40-tka."
Strach się bać. Strach pomyśleć. Że co? Że już z górki? Że są młodsze? Że się sypię?
A może właśnie...
W pracy żarty z wieku. Trochę na granicy przyzwoitości i dobrego tonu. Ale nigdy nie było to nieznośne, nigdy jakoś strasznie nie przeszkadzało. No ale teraz Przecież jestem "przed 40-tką". I nagle umysł jakby spowolnił tempo swej pracy. Nagle "nie łapię w lot" tego, co powinnam i do czego normalnie przyzwyczaiłam siebie i innych. Nagle bystrość i błyskotliwość pokryły się kurzem. Nagle wszystko gdzieś jakoś zmatowiało.
Rany boskie! Jestem PRZED 40-TKĄ!!!!
Zaczynam mieć problemy z pamięcią. Twarz pokrywa sieć zmarszczek. Siwe włosy przebijają się przez misternie nałożoną farbę. Wieczory zalegam przed telewizorem, z kocykiem na nogach i kubkiem herbaty z sokiem z malin w ręku. I oczywiście grube skarpety. Bo przecież w moim wieku trzeba dbać o zdrowie. No i czapkę na głowę przy każdym wyjściu z domu - bo jak zawieje to przeziębienie gotowe.
Kurczę, ja się sypię!!!! Po prostu sypię!!!
To jakiś obłęd. Wir, w który - mam nadzieję, że przez całkowity przypadek - wepchnęła mnie nierozważna lekarka. To jak lawina, która pociągnęła za sobą niemal wszystko. Całe moje piękne, szalone i szczęśliwe życie. Całą moja młodość. Całe moje "nieprzejmowanie się". Wiekiem i nie tylko wiekiem. Cały mój dystans do siebie i innych.
Dosyć. To bez sensu. Tak nie może być. Jakaś obca baba, która zapewne tylko i wyłącznie z zazdrości co chwilę powtarzała, niemalże jak mantrę, zdanie o moim wieku, nie może doprowadzić mnie na skraj rozpaczy, w którym smutek łączy się z depresją. Nie! I koniec.
"Jest Pani przed 40-tka."
Nie - ja jestem DOPIERO przed 40-tką. Jeszcze tyle mogę. I tyle przede mną. Chociażby - cytując tytuł książki Stefanii Grodzieńskiej - już nic nie muszę!!! A jeżeli nawet muszę, to tylko dlatego, że mam na to ochotę.
A tak naprawdę to dużo mi jeszcze do tej 40-tki brakuje. Mam 36 lat.
A właściwie 35 i pół