Wróciłam, choć wśród brytyjskiej Polonii to anomalia. Już pierwszego dnia wchodzę pod samochód, bo on nie zatrzymuje się na pasach! W tramwaju starsza pani prosi dziewczynę, aby ustąpiła jej miejsca dla inwalidów. Dziewczę wbiło wzrok w szybę. Potrąca mnie jakiś osobnik. Uśmiecham się i odruchowo mówię 'sorry'. Patrzy jak na idiotkę, idzie dalej. Bez 'przepraszam'. Szukam pracy. Sądzę, że z wyższym wykształceniem i biegłym angielskim mogę oczekiwać połowy tego, co zarabiałam tam, czyli angielska minimalna krajowa. Mocno się mylę. Jedna trzecia tego to szczyt marzeń. Przeliczam złotówki na funty. Drożej. Wszystko.
Pracy nie mogę znaleźć. Mam za wysokie kwalifikacje na niższe stanowisko, za niskie na wyższe. Więc znajduję staż w organizacji pozarządowej. Idealne dla mojego wykształcenia. Jest koniec października, ale w urzędzie pracy już pieniędzy nie ma. Usiłuję odwołać się do ludzkich uczuć urzędniczki. Mówię, że to staż zgodny ze studiami. A co pani kończyła? Zła mówię, choć wiem, że nie zrozumie: gender studies. 'Aaa, to jakaś firma jest?' - pyta pani. Urząd oferuje inny staż. Brzmi ciekawie. Dzwonię, pan prezes najpierw pyta, jaki mam samochód, i wyśmiewa, że taki 'kobiecy'. Potem dodaje: 'Ale rozumiem, że z pani reprezentacyjna laska'. Zmieniam plany. Zapisuję się na kurs pilotów turystycznych. 30 osób, panów trzech. Prowadząca uprzedza: jak pilot ma romans z turystką - to ma powodzenie. Jak pilotka romansuje - to ku...
Wróciłam do domu, siadam przed komputerem. Otwieram Praca.pl, Pracuj.pl etc. Potem Ryanair.com, one way, destination: London Stansted, book flight. Ale nie klikam 'confirm'. Jeszcze nie.