Boję się. Wpadam znowu w ten sam tryb - na wszystko brakuje, więc pożyczam gdzie się da żeby oddać to, co już pożyczyłam. Mam w szpitalu dobija mnie psychicznie a i finansowo kosztuje dwa razy więcej niż gdyby siedziała w domu. Nie pomaga - bo albo zwolnienie, albo właśnie zaczęła pracę i mało dostała, a przecież musi opłacić telefon, internet, i coś tam, i coś tam...
Kredyty, karty, pożyczki zabierają mi prawie pół pensji. Prawie drugie pół to opłaty (mieszkanie, kablówka, gaz, prąd). Znowu nie płacę czynszu. Muszę iść z młodszą do optyka po okulary, na prześwietlenie, do ortodonty. A jej tatuś z uwagi na drugie dziecko, które mu się urodziło obciął mi alimenty prawie o połowę.
Znowu bezsenne noce albo koszmary, znowu lęk, że nie dam rady. Plus moje problemy zdrowotne. Plus potworne wyrzuty sumienia, że jestem do niczego, durna cipa, która dostaje tak wiele a wciąż jej mało. A przecież inni mają jeszcze gorzej i jakoś żyją. A ja nie potrafię.
Mieszkanie w rozsypce, w trakcie wizyty na cmentarzu okazało się, że pomnik rodziców jest rozwalony i potrzebna szybka wymiana lub choć częściowa naprawa (siostra chce żebym pomogła sfinansować) a ja nie mam pomysłu na życie. I ten cholerny strach. Przed każdym telefonem z nieznanym numerem, przed każdym pismem urzędowym, przed brakiem pieniędzy, przed własną głupotą i bezsilnością.
Nikomu tego nie powiem, nie przyznam się do tego nigdy w życiu. Tobie też nie. A napisać mogę, bo przynajmniej nie muszę Ci patrzeć w oczy. Bo strasznie się tego wstydzę, wiesz? Okropnie. Wiem, jak mnie widzą ludzie, bardzo się staram wyglądać na silną babę, która dostaje czego chce i panuje nad własnym życiem. A ja nad niczym nie panuję. Nawet nad własnymi emocjami.
Siedzę w domu więc mam dużo czasu by użalać się nad sobą. Albo, by się na siebie wściekać. Równie konstruktywne, nieprawdaż?
Słuchaj, nie proszę o pomoc, nie chcę Cię... dołować, psuć Ci nastroju, muszę po prostu komuś to opisać. A dziwnie tylko przed Tobą nie boję się... jak to mówią... "stracić twarzy"? Strasznie się boję. Wszystkiego. Tego, że muszę być samodzielna, podejmować decyzje, troszczyć się o dzieci, załatwiać wszystkie sprawy. Czasami, tak jak teraz, mnie to przerasta. Bo trzeba jechać do szpitala - a tam znowu nie mają pomysłu co córce jest, bo muszę walczyć z jej załamaniem, bo muszę wytłumaczyć młodszej, że chyba w tym miesiącu znowu nie będzie miała okularów, bo znowu zastanawiam się czego nie zapłacić. Nałożę tapetę na twarz i znowu będę udawać, że jest OK a ja jestem the best!
Tylko, czasami tak trudno...
Nie czytam tego co napisałam, bo nigdy bym nie wysłała. A fajnie, że choć Ty jesteś i mogę "wypisać" Ci się w rękaw. A Ty udawaj, że tego nie napisałam. Proszę.