List Rafalali nie tchnie optymizmem, ale ma jedno dobre spostrzeżenie, tuż przy końcu. Może to opowieści o tolerancji Polaków sa na wyrost?
Przeczytaj
list Rafalali.
Tak droga Rafalalu, są na wyrost i zawsze były. A wszystko sprowadza się do kwestii szacunku do drugiego człowieka jako odrębnej jednostki, który u nas jest pojęciem obcym-patrz opowieść lotniskowa z lat 80-tych
pani Tessy w tym samym nr WO. Lata mijają i niewiele się zmienia.
Pierwszą lekcje szacunku dostałam od ojca w wieku lat 7, gdy obserwował jak w ferworze zabawy podwórkowej pastwiliśmy się wspólnie nad słabszym kolega a ja osobiście nalałam mu wody z kałuży do trampek. Wychylił się z okna, zawołał do domu i mimo ze była nas tam spora grupa to ja musiałam odmaszerować pod mieszkanie nieszczęśnika i oddać mu swoje jedyne i ulubione pepegi. I nawet to nie było najgorsze, najbardziej straszny był fakt, ze musiałam zadzwonić do jego mieszkania dzwonkiem, przyznać się do winy i owe trampki wręczyć jego zdziwionej mamie. Minuty spędzone na wycieraczce ciągnęły się jak guma, a policzki paliły żywym ogniem. W domu czekał na mnie tygodniowy szlaban. Takich lekcji się nie zapomina.
Około 8 roku życia w małym człowieku zaczyna się kształtować też zrąbek takiego, okazuje się zupełnie zbędnego uczucia jakim jest empatia. Wtedy też idzie się najczęściej do I komunii i odwiedza nadzwyczaj często kościół. Czego można się nauczyć podczas kazań, otóż m.in. tego, ze ty droga Rafalalu, jako transwestyta jesteś człowiekiem głęboko chorym i zepsutym, tylko jeszcze o tym nie wiesz i poinformuje cię o tym prędzej czy później jakiś osiemnastolatek przy kiosku. Ponieważ na twą przypadłość, która nikomu nie wadzi ani nie zaraża, ale jest widoczna, jak pryszcz, nie ma lekarstwa, stosować będziemy środki doraźne i łatwo dostępne -np. gaz w sprayu. Przepraszam cię, ale nie jesteśmy w Tybecie.
Ponieważ edukacja, nazwijmy ją seksualna, w naszym kraju jest na poziomie dramatycznym, swą niewiedzę będziemy rekompensować przemocą - zwróć uwagę, że twój prześladowca dzwonił po kolegę, żeby zobaczył. Widocznie kolega się dotąd jeszcze nie zetknął
Definicja przemocy, która usłyszałam również w kościele, to nic innego jak brak miłości matki, zajętej praca zawodową i pozwalającej sobie na odrobinę luksusu w postaci dezodorantu lub innego zbytku. Taki egoistyczny zakup powoduje dziury w budżecie domowym i stąd napięcia i przemoc, której doświadczasz.
Piszesz, że prześladowcy byli w dresie i liczyłaś na wymiar sprawiedliwości. Niestety, rozczaruje cię, dresiarze umysłowi są i w garniturach i w togach i w mundurach. I w Warszawie i Pcimiu Dolnym Do komunii szli wszyscy, potem bywało różnie i niewielu miało ochotę, by się samodzielnie uczyć i krytycznie, trochę może dojrzalej spojrzeć na zasiane ziarno jedynej polskiej objawionej prawdy.
Żyjemy w państwie wyznaniowym, poczytaj trochę ustaw i spróbuj np. zdobyć REGON a w zwykłym druczku zobaczysz, ze pod osobnym punktem jest Kościół Katolicki a pod zupełnie osobnym kościoły i inne związki wyznaniowe.
Państwa wyznaniowe to takie, gdzie np. jesteś zobligowany do jakiegoś konkretnego zachowania, które nie obraża moralności jakiejś grupy religijnej, wyznania dominującego, mimo iż nie masz z nim nic wspólnego mentalnie.
U nas nie ma burki, ale chłop przebrany za babę w centrum miasta to już za wiele i dlatego pościg obywatelski deptał ci po piętach. Jeśli by cię dopadł i sprawa trafiła do sądu, mógłbyś trafić na sędziego lub psychologa biegłego, który uważa, że homoseksualiści nie powinni adoptować dzieci, bo w rodzinach hetero jest im lepiej i fakt, że nie jesteś ani jednym ani zainteresowany drugim nie miał by nic do rzeczy. Kwalifikacja: niska szkodliwość społeczna czynu
Tyle mej refleksji. Polecam emigracje wewnętrzną bądź faktyczną lub walkę, ale będzie niestety bolało.