http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Bez poniżania

Magda
02.11.2009 , aktualizacja: 29.10.2009 16:52
A A A Drukuj
Przeczytałam artykuł o podziemiu aborcyjnym w Polsce. Dwa lata temu przechodziłam ten zabieg, tyle że okoliczności temu towarzyszące były zupełnie inne.
List
.
List
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Przeczytaj artykuł Czarny rynek aborcyjny

Dowiedziałam się, że jestem w ciąży, w czasie studiów. Wiedziałam, że to nie jest ten czas. Zdecydowałam się na aborcję. Ważne było, że miałam przyjaciół gotowych, aby mi pomóc, a przede wszystkim to, że studiowałam za granicą. Miałam dwa wyjścia - albo wrócę do Polski, albo zrobię to we Francji. Koleżanka poinstruowała mnie, jak to będzie wyglądało w Polsce. Zdecydowałam się na Francję. To była dobra decyzja. Nie ma co ukrywać, dumna nie jestem z tego, co zrobiłam. Ale też nie uważam, że popełniłam zbrodnię. We Francji odbywa się to inaczej: idziesz do lekarza, dostajesz tabletki (tylko do 6. czy 7. tygodnia wykonują aborcję farmakologiczną), potem pojawiasz się w szpitalu i leżysz tam cały dzień. Wieczorem wracasz do domu, ale pielęgniarki podkreślają, że jak się źle poczujesz, to możesz wrócić.

Wszyscy tam byli niesamowicie mili. Na pierwszej wizycie lekarz pytał, czy jestem pewna swojej decyzji i czy liczę się z jej konsekwencjami. Nie było pogardliwych spojrzeń, komentarzy. Ludzie traktowali mnie jak dorosłą, rozumną osobę, która podjęła decyzję. Na koniec dodam, że spodziewam się dziecka i czuję się szczęśliwa. Wiem, że teraz tego właśnie chcę. Chciałabym, żeby kobiety w Polsce mogły mieć prawo do takich wyborów, a nie być zmuszane do przejścia w aborcyjne podziemie. Aż strach pomyśleć, w jaki sposób dokonują aborcji dziewczyny, których na to podziemie nie stać.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się