http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Parytety na listach wyborczych

Kandydatka?
23.10.2009 , aktualizacja: 23.10.2009 10:41
A A A Drukuj
Moją pierwszą reakcją dotyczącą parytetów na listach wyborczych, była pełna akceptacja pomysłu i wielki zapał związany ze zbieraniem podpisów wśród znajomych i sąsiadów. Jednak po chwili uświadomiłam sobie, że parytety mogą spowodować mniejszy odsetek kobiet w parlamencie
List
.
List
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Przy obecnej ordynacji wyborczej - głosujemy tak naprawdę na listę - nie na konkretnego człowieka, panie, które znajdą się na listach mogą być lokomotywą ciągnącą listę do góry. Owszem, lista zbierze więcej głosów, ale do władz dojdą osoby z początku listy - nie koniecznie kobiety. Po takich wyborach wiele kobiet po prostu zrazi się do kandydowania, bo uświadomią sobie, że cały ich wysiłek pomógł koledze na początku listy. Według mnie jedyną gwarancją większego udziału kobiet w polityce są jednomandatowe okręgi wyborcze. Wyborcom łatwiej będzie oceniać polityków, więc Ci, charakteryzujący się większym poczuciem odpowiedzialności i sumiennością w pracy, będą nagradzani w przyszłych wyborach. Liczę, że wtedy kobiety nareszcie się obudzą i będą stawiać w wyborach na kobiety. Chociaż, czy nam - czytelniczkom Wysokich Obcasów zależy, by reprezentowały nas Panie pokroju Beger?

Podziel się