W moim odczuciu dorobek artystyczny Kayah nie uzasadnia jej wypowiedzi w rodzaju, cyt.: 'mistrzyni drugiego planu', 'moje słowa ( ) uznane za majstersztyk', 'uważam, że są tam bardzo głębokie teksty', 'to jest naprawdę żenujące, że artystce, przepraszam, mojego formatu', 'występ ( ) muzycznie i artystycznie głęboki' itd.
Moją uwagę zwróciło szczególnie przekonanie piosenkarki, że wszelkie jej zawodowe niepowodzenia czy brak jej utworów na playlistach rozgłośni radiowych spowodowany jest spiskiem sił wyższych. Rozśmieszyły mnie stwierdzenia, jakoby ktoś nieustannie chciał artystkę zniszczyć, zlinczować, ośmieszyć, wielokrotnie w wywiadzie powtarzane. Na Kayah dybią wytwórnie z 'ubezwłasnowolniającymi kontraktami', ich szefowie rozsiewający plotki o 'rzekomym braku równowagi psychicznej', Goran Bregović, który 'musi mieć scenę dla siebie', rozgłośnie z 'osobistymi sympatiami', pani redaktor z plotkami 'na temat moich (Kayah) rzekomych operacji plastycznych', ktoś zazdroszczący kontraktu reklamowego więc 'postanowił mnie (Kayah) zniszczyć', za udział w kampanii 'Pij mleko' 'niemal mnie (Kayah) zlinczowano'... Kayah stwierdza: 'Głupota w tym kraju nie zna granic'. A moim zdaniem dała ona wyraz coraz bardziej, niestety, polskiej cesze polegającej na tłumaczeniu swych słabości knowaniami innych. 'Jeżeli nie można mnie skaleczyć za stronę artystyczną, szuka się innej wolnej sfery, żeby tego okaleczenia dokonać'. Czyż nie w taki właśnie sposób coraz częściej tłumaczą się politycy przyłapani na kolejnych aferach?
Skończę myślą Leszka Kołakowskiego, przypomnianą zresztą w poprzednim numerze 'WO': 'Jesteśmy sprawcami czynów, które spełniamy, a nie narzędziami różnych sił'.