Zastanawia mnie jedna sprawa, co polskie władze chcą osiągnąć, robiąc z Polski, kraj ludzi biednych, skrzywdzonych przez wojnę. Jest mowa o Polakach-ofiarach, o brutalnie zniszczonym kraju, agresorach. Jest o ustalaniu winnych i ofiarach, o żołnierzach-bohaterach. A przecież byli tam też Anglicy, Francuzi, Czesi, Szwedzi, o nich już zapominamy, to nie była tylko Polski wojna. Wypieramy swoim męczeństwem nawet Żydów i straszną historię Holocaustu.
To wszystko z pewnością wynika z ludzkiego zapotrzebowania na legendę o bohaterach, o której mówił Marek Edelman. Jednak , oprócz, wygranych i przegranych bitew, układów pokojowych, byli jeszcze zwykli ludzie, cywile, którzy jako dzieci przeżyli wojnę. Ludzie , bez sławnych nazwisk czy orderów. Mimo tak głośno promowanej rocznicy, Ci ludzie, pokuszę się o nazwanie ich " dziećmi wojny", pozostają nienaruszeni. Nie pragną sławy i nagród. Dla nich nagrodą było przeżycie tamtego piekła. Dzieciństwo, to słowo, skłaniające do wspomnień, ale nie dla tych, którzy ten czas przeżyli w okresie wojny.
Dla nich to koszmar, który odżywa niespodziewanie. W percepcji dziecka odgłos kroków panów ze złotymi guzikami i w błyszczących oficerkach był czymś koszmarnym, co wzbudzało ogromny lęk. Niestety mimo poświęcenia rodziców i nieświadomości młodych bohaterów, piętno wojny odbije się na ich psychice w dorosłym życiu.
Może warto upomnieć się o takich ludzi, którzy są żywymi świadkami historii. To właśnie młodzi ludzie od nich powinni uczyć się historii swojego kraju, a nie za pośrednictwem transmisji telewizyjnej z miejsca obchodów. W chwili refleksji na ten temat, trzeba przede wszystkim pamiętać ,że historia II wojny światowej, czy każdej innej wojny, to bój w obronie życia, godności , honoru i człowieczeństwa.
Gorąco zachęcam do sięgnięcia książek autorstwa Marka Edelmana " I była miłość w getcie" oraz Romy Ligockiej " Dziewczynka w czerwonym płaszczyku".