http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif
A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Do łóżka kładę się sama

jagoda
2009-09-04, ostatnia aktualizacja 2009-09-04 14:36

Znajomi umawiają się na randki, a wśród moich fotografii nie ma tego, którego z chęcią umieściłabym w ramce postawionej przy łóżku


Dzień jak co dzień. Półmetek kolejnego ośmiogodzinnego dnia pracy. Piję kawę, przeglądając setki zdjęć w internecie i zastanawiając się jak długo jeszcze wytrzymam ten stan letargu, w którym tkwię od jakiegoś czasu. Wiem, jest kryzys, ludzie zabijają się o posadę z umową na czas nieograniczony i przyzwoitą pensją. W dodatku wolne weekendy i "zdalny" szef, przebywający na stałe za granicą - żyć nie umierać! Powinnam pewnie dziękować temu tam na górze kimkolwiek jest, a ja tym czasem cuda na kiju, jak to znajoma zwykła mawiać, wymyślam

Z tym, że praca i pieniądze to nie wszystko, a ja naprawdę zaczynam w to wierzyć. Ponad rok temu przeprowadziłam się do wielkiego miasta, zachłyśnięta jego urokami po około roku dojeżdżania na weekendowe zajęcia, wypełnione wieczornymi imprezami i tysiącem nowych wrażeń. Studia można powiedzieć spadły mi z nieba - wygrałam 3-letnie czesne w internetowym konkursie na uczelni prywatnej, kierunek dość ciekawy, prekursorski. Pomyślałam sobie, że to jest pewnie to! Gdzieś tam czekają na mnie z otwartymi ramionami, a i miasto dość przyjazne, otwarte, postaram się znajdę pracę - byle by się utrzymać zacznę nowe życie to przeznaczenie! I owszem, udało się. Wynajmuję pokój u wspaniałej osoby, mam dobrą pracę w międzynarodowej firmie i grono dobrych znajomych. Stale rozwijam swoją fotograficzną pasję, na którą przeznaczam fundusze ze stypendium za wyniki w nauce. Życie cud miód rzec by można

Tylko, że do ogromnego łóżka kładę się spać sama. Nikt też nie nęka mnie w pracy telefonami, jak mojej zamężnej już koleżanki. Znajomi umawiają się na randki, a wśród moich fotografii nie ma tego, którego z chęcią umieściłabym w ramce postawionej przy łóżku. I tak od kilku lat Wyprowadzka nie zmieniła praktycznie nic poza otoczeniem, a w moim mieście rodzinnym zostało grono naprawdę wartościowych osób i rodzina, za którymi tęsknię przeokrutnie.

Praca nie przynosi mi już satysfakcji, tym bardziej, że staje się coraz bardziej odtwórcza, a i skończenie za biurkiem (wybaczcie mi proszę Panie, szanuję prace biurowe) nigdy nie było moim życiowym celem. Czasem wyobrażam sobie jak wyrzucam za okno laptop i całą resztę wyposażenia. Ciekawe jaką minę miałaby Anka, heh Wcześniej pracowałam za barem - oho, powie ktoś, bez porównania, teraz mam lepiej. Tylko, że poryczałam się jak bóbr kończąc ostatnią noc pracy tam i do dziś wspominam każdego klienta, razem z całym katalogiem poszczególnych zamówień. Kto jakie piwo, jak podane, komu kawę, herbatę, wódkę ehh, generalnie mam dość. Nie marzy mi się szybkie życie. Nie uśmiecha mi się zabijać w pogoni za kredytem na wspaniałe, wypasione mieszkanie i kolejne wycieczki zagraniczne, z których zdjęcia wylądują na nk. Imprezy i wspólne upijanie się ze znajomymi nie są substytutem nocy spędzonych na rozmowach przy herbacie, czy podczas sesji zdjęciowych w pracowni pzyjaciela. I wbrew temu jak zawsze zarzekałam się, że jeszcze nie czas na założenie rodziny, teraz czuję, że chcę wracać?

W numerze z 13 marca