Cała wiedza o seksie
Kacper
03.08.2009
, aktualizacja: 30.07.2009 10:15
Coś tu jest nie tak, jeśli w szkole nie powiedziano nawet nikłej części tego, co sam wiem. Coś jest nie tak, jeśli w szkole podawano mi jak na tacy absurdalne mity na temat ludzkiej seksualności
Fot. Agata Jakubowska
Źle się dzieje w państwie polskim, jeśli chodzi o edukację seksualną. 'Niewychowanie seksualne' z WO 531 trafiło w sedno sprawy. Mam 16 lat, właśnie zostałem uczniem liceum. Całą wiedzę na temat seksualności zdobywałem sam lub od mojej mamy - nie bała się tłumaczyć mi 'jak to działa', przy czym zawsze potrafiła wytłumaczyć to odpowiednio do mojego wieku. W ciągu 9 lat mojej nauki w szkole, cała wiedza o seksie została nam przekazana jedynie na biologii w
gimnazjum (w formie wiedzy ogólnej o rozmnażaniu istot żywych, którą niewątpliwie się czuję) oraz przez pół roku lekcji przygotowania do życia w rodzinie w szóstej klasie szkoły podstawowej. 'Niewychowanie...' przywołało uśmiech na mojej twarzy - katechetka prowadząca zajęcia korzystała z wymienionego podręcznika Teresy Król. W tej samej, 6 klasie, przeczytałem kilka książek opisujących ludzką seksualność z poziomu stricte naukowego - co więcej, akademickiego. Zrozumiałem je bez większych problemów. Honorowe miejsce na półce zajmuje w moim domu 'Edukacja seksualna' prof. Długołęckiej i prof. Lwa-Starowicza. Obok znajduje się jeszcze kilka uznanych 'podręczników' wychowania seksualnego. Nie mogę powiedzieć, że moja wiedza o seksie jest w złym stanie. Ale coś tu jest nie tak, jeśli w szkole nie powiedziano nawet nikłej części tego, co sam wiem. Coś jest nie tak, jeśli w szkole podawano mi jak na tacy absurdalne mity na temat ludzkiej seksualności. Wątpię, żeby cokolwiek mogło się w naszym kraju zmienić w sferze edukacji seksualnej w ciągu najbliższych lat. W tej odległej (na razie) przyszłości, kiedy sam zostanę ojcem, wolałbym wziąć edukację seksualną swoich latorośli we własne (i partnerki) ręce.