Przeczytaj artykuł
15 królewien i jedna krówka Model oczywiście nie jest jeden, uniwersalny. Każdy proponuję swoją wersję, czy to środowiska jawnie prawicowe, lewicowe czy genderowo poprawne. Nie ma w tych założeniach nic złego, bo jaką szkodę wyrządzamy dziecku gdy bawi się samochodzikiem bądź lalką? Co za różnica? W zasadzie żadna.
Problem tkwi jednak w mentalności i podejściu do tego problemu, a mówiąc ściślej, w stosunku ludzi dorosłych do socjalizacji poprzez zabawę. Mały chłopiec musi być "twardy" jak jego tatuś, spiderman czy też inny mitologizowany bohater. Dziewczynka zaś winna bawić się w dom, szkołę, pielęgniarkę. innymi słowy spełniać wszystkie tradycyjnie rozumiane role kobiece, by tym samym przygotowywać się do swojej przyszłej roli. Sytuacja taka jest oczywiście nacechowana "propagandą" kulturową, promująca, już od samego początku życia w społeczeństwie, ostre i nieprzekraczalne role społeczne.
Czy gdyby mały chłopiec bawił się w dom wespół ze swoim ojcem, może łatwiej było by mu w dorosłym życiu wspomagać bądź wyręczać żonę w tzw. obowiązkach domowych? Z pewnością nie miał by problemów związanych z określeniem tożsamości własnej płci w tej roli. Analogicznie rzecz ma się do dziewczynek, gdyby zamiast ciągłych kokieteryjnych zabaw w przebieranie, malowanie i uwodzenie były uczone zaradności życiowej bez konieczności ciągłego wspierania się na swoich mężczyznach, nie było by tylu sfrustrowanych kobiet, całkowicie uzależnionych od "głów domu".
Jednak jesteśmy daleko od takiego pojmowania sprawy, zmiana bowiem musi zajść najpierw w umysłach rodziców. jak jest , w języku polskim męski odpowiednik "gospodyni domowej"? "Gospodarz domu" ma nieco inne zabarwienie, kojarzy się bardziej z funkcjami reprezentacyjnymi, z administrowaniem przybytku. a przecież "Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata"