Renata w
swoim liście pisze : 'Kobiety w wieku mojej mamy (60 lat) otoczone łzawymi serialami, gdyż na droższą rozrywkę ich nie stać, wspominają młode lata poświęcone dzieciom, mężom'.
Renato, rozumiem, że taka jest Twoja mama. Ja w tym roku kończę 60 lat i przeżywam najpiękniejszy okres w życiu. Nie tak dawno poczułam, że wszystkie puzzle trafiły na właściwe miejsce. Czy daje to ładny obraz? To zależy, jak na to patrzeć. Mam świadomość, że zrobiłam to, na co mnie było na poszczególnych etapach życia stać. Czy można było lepiej? Oczywiście! Mówiąc, że przeżywam najpiękniejszy okres, mam na myśli też to, że wybaczyłam sobie swoją niedoskonałość. Innym - krzywdy, które mi wyrządzili. Że odczuwam wdzięczność za całe dobro, które otrzymałam. Błogostan? Nie, i mnie, i mojego męża trapią różne dolegliwości. Mimo to ani w głowie mi emerytura. Podejmuję nowe wyzwania, licząc się, rzecz jasna, z własnymi ograniczeniami. Przeżywamy też od kilku lat wielki dramat rodzinny, ale staramy się z tym bólem żyć godnie i pogodnie. Jestem duszą towarzystwa, nikogo nie obciążam swoimi problemami, co nie znaczy, że się nimi nie dzielę z przyjaciółmi. W tym roku mija 40 lat naszego małżeństwa, 60 lat mojego życia i 65 lat życia mojego męża. Jedziemy z przyjaciółmi uczcić to wejściem na mur chiński. Nie, nie otrzymaliśmy żadnego spadku, a pierwszym meblem w naszym domu, jak to brzydko mówili niektórzy, było dziecko. Byliśmy w PRL tak zwaną inteligencją pracującą. Przeogromnym wysiłkiem założyliśmy niewielką firmę. Zbudowaliśmy dom i dajemy pracę kilku rodzinom. Od kilku lat zabieramy wnuka w podróże po Europie. Wokół mnie żyją podobni ludzie. Co nie znaczy, że wszyscy moi rówieśnicy tak funkcjonują.
W pełni podzielam Twoje zdanie, że 'całkowite oddanie się rodzinie jest zgubne dla kobiety'. Moja matka, od kiedy pamiętam, nieustannie przypominała, że poświęciła mi całe życie. Co było zresztą nieprawdą, ale długo trwało, nim to zrozumiałam. Czułam się tak bardzo przytłoczona poczuciem winy i długiem, że przyrzekłam sobie nigdy nie zrobić tego moim dzieciom. No i chyba przedobrzyłam w drugą stronę.
Jestem typową przedstawicielką sandwich generation. Ciągle czegoś ode mnie chce moja matka. I oczywiście ma prawo do mojej opieki, ale ona chciałaby podporządkować sobie moje życie. Dzieci też nie tyle czegoś chcą, ile zgłaszają reklamacje. Na razie tylko wnuk nie żąda, nie krytykuje. My kochamy jego, a on kocha nas. I wiesz, Renato, nie uchylam się od zobowiązań rodzinnych, ale bardzo bym chciała, żeby uszanowano moje prawo do własnego życia, do mojej 'samotności'. Jak nie nauczymy się kochać samych siebie, to i innych też raczej nie będziemy umieli kochać. Powodzenia.