http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif
A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Toksyczny układ rodzinny - opinie czytelników

wybór red.
2009-06-18, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 15:53

Miałem 19 lat, on niższy ode mnie, a tak się go bałem, że dałem się mu zbić, pasem do krwi... To jest koszmar. Nienawidzę go - napisał Dzikus999. Wyobraź sobie, że mając negatywną energię w sobie nosisz przez całe życie plecak z kamieniami - po co ci one? Kaleczą one tylko ciebie i nikomu nie dają nic dobrego - pisze Hahanna.

Obraz
rys. Aristarkh Vasilievich Lentulov
Obraz "Matka i córka"
ZOBACZ TAKŻE
Jak zapomnieć krzywdy wyrządzone przez rodziców? Jak samemu nie powielać ich błędów? Czytelniczka Wysokich Obcasów Echtom skarży się na swoje dorastające córki, Doskan19 próbuje je tłumaczyć. Tu nie ma jednej racji. Jest jednak ból, który pozostaje na bardzo długo...

Artykuł 'Kiedy potwór znika' obudził drzemiącego smoka...

Wybaczenie wyzwala z niewoli złudzeń

P. Dodziuk ma rację. Cała rzecz polega na tym, żeby uwolnić siebie, nie kogoś - od negatywnych, niszczących emocji, które powstały i ugruntowały się w wyniku odczucia krzywdy. A czy nie ma powodu przebaczać? To już każdy sobie sam musi odpowiedzieć - czy chce żyć w tym poczuciu krzywdy całe życie, jątrząc rany, które nigdy się nie zagoją - czy woli się od tego uwolnić i żyć jako wolny człowiek. I do tego szczęśliwy.

Osoba, która odgrywa tu rolę krzywdziciela nie ma nic do rzeczy, wybaczenie jej nie dotyczy. Dotyczy jedynie uczuć i emocji osoby skrzywdzonej. Inna sprawa, że wychowani przez kościół katolicki - bardziej lub mniej świadomie - wymuszamy na innych i co gorsze, na sobie takie "wybaczanie" które koło rzeczywistego sensu wybaczania nawet nie leżało. Mówię "wybaczam ci" ("bo tak wypada" - co to w ogóle znaczy?!), w środku gotując się ze złości i mam jeszcze większe poczucie krzywdy niż przed chwilą, tym bardziej, że właśnie mój krzywdziciel dostał ode mnie rozgrzeszenie! Nie tędy droga, to nie jest wybaczanie - to jest ZAKŁAMANIE.

Długo będę pamiętać, jedną osobę, której udało mi się wybaczyć. Oprócz oczywistej krzywdy sprowadziła na mnie realne zagrożenie życia, z pomocą lekarzy i wielu osób udało mi się z tego wyjść. Usłyszałam tylko "naprawdę mi wybaczyłaś? myślałam że tego co zrobiłam nigdy mi nie wybaczysz, nikt by tego nie wybaczył, super" - i do tego dzika radość i żadnego zrozumienia sytuacji. Ot, głupia beztroska.

Wybaczenie nie stawia znaku równości z rozgrzeszeniem!

Jeżeli robimy coś karygodnego, to żadne wybaczenie tego nie zmieni, dopóki nie wynagrodzimy wyrządzonej krzywdy. Ale osoba skrzywdzona nie musi żyć z tym ciężarem i męczyć się, bo krzywdziciel ma to w d****. Może już czas, aby brać odpowiedzialność tylko za siebie i swoje zachowanie, przecież nie jesteś w stanie zmusić nikogo żeby robił to co chcesz. Jeżeli liczysz na to, że ktoś jest "ach, jaki dobry" a potem się okazuje że miałeś błędne wyobrażenie na ten temat - to bierz odpowiedzialność za swoje złudzenia. Sparxx.

Żeby mama sobie poszła i już nigdy nie wróciła

Ja nadal nie uporałam się z moim potworem. Moja siostra także. Obie jesteśmy w okolicach czterdziestki i obie kompletnie rozwalone psychicznie - dorosłe kobiety, ale przestraszone jak małe dziewczynki. Byliśmy tzw. normalną, porządną rodziną, a wszyscy gratulowali mojej matce takich grzecznych dzieci. Byłyśmy grzeczne, bo wiedziałyśmy, co czeka nas w czterech ścianach. Moim największym marzeniem w dzieciństwie było, żeby moja mama sobie poszła i już nigdy nie wróciła. Co ta kobieta musiała wyczyniać, żeby dziecko tak pomyślało? Mam teraz swoje i nie wiem, jakie straszne rzeczy musiałabym mu wykonać, żeby ono marzyło o moim nieistnieniu. Minna

Budowanie autorytetu na zasadzie strachu nic nie daje

Ja byłem bity jak pies, za każdą złą ocenę, ale po co? Dlaczego, kiedy biologia nie była moją pasją, musiałem ryć, aby mieć bardzo dobry, skoro wystarczyłby mi dostateczny, a mógłbym się skupić na ukochanej fizyce?

Mój ojciec ma wykształcenie zawodowe, ja wyższe 3-ego stopnia. Nie dzięki niemu, dzięki sobie. Ja sam wiedziałem, że jak się nie będę uczył to będę nikim. Mój ojciec nazywał mnie darmozjadem, trutniem, był okrutny, śmiał się ze mnie, poniżał, mówił że do niczego nie zajdę w życiu. Moją matkę terroryzował.

Na zewnątrz byliśmy dobrą rodziną, kochającą się. W domu był koszmar, strach i płacz. Kiedy moja Mama była chora i leżała w szpitalu to ja jeździłem do niej zaraz po zajęciach w liceum, a potem musiałem jechać do domu, zdać relację i ugotować "księciuniowi" obiad, bo on uważał, że jest zbyt inteligentny, by samemu sobie coś zrobić do jedzenia.

Nie pyskowałem, chodziłem jak w wojsku - równiutko, wystarczyło, że raz dostałem kablem za to, że nie szedłem jak żołnierz, równo. Ojciec uważa mnie za niepełnoprawnego mężczyznę, bo nie byłem w wojsku z racji zdrowia. Ma mnie za nic. Nie umie rozmawiać, nie potrafi. Od 5 roku życia byłem dla niego tylko trutniem. Na koniec liceum, dostał list gratulacyjny za moje wyniki w nauce, nie przeczytał go. Obecnie nie utrzymuję z nim kontaktów, nie chcę. Przecież i tak będę tylko beznadziejnym trutniem. Bicie, poniżanie, budowanie autorytetu na zasadzie strachu nic nie daje. We mnie to budziło tylko ból, cierpienie i to jedno pragnienie - bycia chociaż jeden, jedyny raz pochwalonym przez ojca. Mówienie, ciągle że jest źle, nie motywuje. Ono zabija.

Z dziećmi się rozmawia, a nie bije.

Żałuje, że mu chociaż raz nie oddałem. Teraz bym go pewnie okaleczył, ale zrobiłbym to z dziką satysfakcją i patrzyłbym ze szczęściem, że wreszcie cierpi. Dzikus999

Dziecku należy się szacunek

Ja mam kochanych rodziców ale zanim do tego doszłam musiałam beczkę soli zjeść. Mój ojciec mnie nie bił, nie krzyczał ale mniej więcej od wieku 12-tu lat wiecznie był ze mnie niezadowolony. Gdy miałam 20 lat i usłyszałam od niego kolejne kazanie dosłownie uderzyłam pięścią w stół i oświadczyłam mu, że nie jestem psim g***, a następnie wyliczyłam mu wszystkie argumenty za tym, że jestem porządnym człowiekiem: nie piję, nie palę i nie łajdaczę się i należy mi się szacunek.

Mój ojciec nadal potrafi powrócić do swojej dawnej "nuty" przynudzania - zawsze mu wtedy tłumacze, że jesteśmy szczęśliwą rodziną i chyba potrzebne mu jakieś wielkie nieszczęście by wreszcie zrozumieć jakie ma wspaniałe dzieci. Jedno muszę ojcu przyznać, choć jest prostym i niewykształconym człowiekiem potrafi rozmawiać a przede wszystkim jak to sobie wszystko przemyśli to przychodzi i mnie przeprasza. Albo mówi : "dziecko nie masz racji" i ustalamy kompromis. Boykotka

Skargi podziel przez dwa

Dałam dzieciom przykład umiłowania nauki i pracy, a moje starsze córki lekceważą szkołę i od 3 lat ledwo prześlizgują się z poprawkami z klasy do klasy. I twierdzą, że to moja wina, choć nie potrafią racjonalnie wytłumaczyć, na czym miałaby polegać. Nie zdziwiłabym się, gdyby wypisywały na młodzieżowych forach i portalach, jaką mają złą matkę. Te wszystkie skargi na strasznych rodziców trzeba podzielić przez dwa, bo dzieci niezależnie od wieku mają dużą skłonność do przesady w ocenie rodziców, albo po prostu z automatu powielają kliszę, że starzy są źli. Nie życzę nikomu, by za wieloletni trud włożony w wychowanie dziecka dostał w podziękowaniu czarną niewdzięczność. Echtom

Pozwól popełniać błędy

Echtom, twoje córki są już nastolatkami, więc są na tyle duże, że maja prawo decydować w dużym stopniu o sobie. Dlaczego odmawiasz im prawa do sprawdzenia na własnej skórze czym grozi nieprzespana noc? Nie prześpią jednej, drugiej nocy i się przekonają jak ciężko im będzie funkcjonować.

Daj im prawo do popełniania błędów.

Twoja rola polega na wspieraniu i rozmowie, ale decyzja powinna być ich.

Jestem pewna, ze twoje córki doskonale wiedzą, co jest dobre a co złe.

Zapewne możesz podać sto przykładów na niewdzięczność swoich córek i myślisz, że nikt cię nie rozumie. Ale nic nie jest czarno-białe. To ty powinnaś pierwsza wykonać krok w ich stronę. Doskan19
Źródło: Wysokie Obcasy
Brak komentarzy

W numerze z 13 marca