Muszę przyznać rację pani Graff
Wolę myć wannę, 'WO' nr 513. Zauważam kobiecą niepewność, niewiarę i chęć wycofywania się ze zbyt ambitnych projektów zawodowych. Wiele z nas (ja też) jest kryptofeministkami. Jesteśmy za aborcją, za pełnymi prawami kobiet, za równouprawnieniem. Trudno jednak się do tego przyznać, bo to by oznaczało rezygnację z miłych przywilejów: z wcześniejszego wyjścia z
pracy (bo
dziecko czeka), z ulgowego traktowania kobiet
w ciąży, z przepuszczania nas w drzwiach... Jednak najbardziej poruszył mnie nasz niby-kobiecy brak wiary w siebie. Nie mogę odmówić temu poglądowi słuszności, bo nam, wychowanym w patriarchacie, trudno zawalczyć o swoje. Boimy się prześcignąć mężczyzn, choć bez problemu mogłybyśmy to zrobić; ale jak to wygląda, kiedy
kobieta lepiej zarabia i ma lepsze stanowisko od mężczyzny... Jedyne 'ale', które chciałabym zgłosić do ww. tez, dotyczy naszej wolnej woli. Jedyną rzeczą, na którą możemy wpłynąć, jesteśmy my same. Nie mamy realnego wpływu na to, czego będzie od nas wymagał pracodawca, na pogodę i wartość wykupionej wycieczki, nie mamy nawet wpływu na nastrój swojego męża czy dziecka... ale wiemy, czego oczekujemy od siebie. Wiemy, kim jesteśmy i kim chciałybyśmy być. Na to mamy wpływ. Na siebie, swój charakter, na swoje podejście do życia. To stanowi naszą (każdego) siłę. I czy chcemy być feministkami, czy paniami domu - to nasza decyzja. Bo nie jest powiedziane, że bycie kobietą sukcesu oznacza bycie bizneswoman. Sukces postrzega się własnymi kategoriami i bycie tzw. żoną i matką nie jest gorsze od bycia tzw. kobietą sukcesu. Sukcesem jest bycie sobą.