Bardzo spodobały mi się zdjęcia w fotoreportażu
Męska rzecz - na tacierzyńskim. Zazdroszczę bohaterom. Ja od ponad dwóch lat samotnie wychowuję swoją córkę. Pogrzeb Marysi odbył się dokładnie w trzecie urodziny naszej pociechy. Pamiętam, jaka Zosia była zadowolona, kiedy w naszym domu zjawiło się wiele osób. Myślała, że to wszystko dla niej. Nagle, tak z dnia na dzień, facet, który przypalał wodę na herbatę, dostaje od losu prawdziwe zadanie. Wcale nie najtrudniej było ugotować pierwszy
obiad czy uruchomić pralkę. Najtrudniej było się uśmiechać i być radosnym. Śmierć wcale nas nie zaskoczyła. Ponad rok próbowaliśmy ją przechytrzyć. To dużo czasu, by zapomnieć, jak się uśmiechać. A Zosia powinna być radosna i widzieć uśmiechniętego tatę. Wtedy strata boli jeszcze bardziej. Nie wiem, co to 'środy brydżowe'. Kiedy po kilku miesiącach miałem swój pierwszy wolny wieczór, bo Zosia została na noc u babci, spędziłem go nieruchomo, zastanawiając się w euforii, co wybrać. Czytać, słuchać czy oglądać. Codziennie o piątej rano zaczynam swój kolejny dzień. Praca, przedszkole, dom, zmęczenie. Radość w oczach dziecka - bezcenna! My, bo jest nas mimo wszystko wielu, nie mamy zdjęć codziennego trudu. Nie ma nam ich kto zrobić.