http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

List otwarty

Osiemnastolatka
2007-07-30, ostatnia aktualizacja 2007-08-23 17:30

List otwarty osiemnastolatki polskiej do matki jej rówieśnika


Fot. Agata Jakubowska
ZOBACZ TAKŻE
Odpowiedź ojca 18-latka do jego rowieśniczek >>

Szanowna Pani!

Jestem koleżanką Pani syna. Choć się nie znamy, czuję się w obowiązku napisania do Pani. Nie donosu, ale czegoś, co może ułatwi Pani zrozumienie 'tych dzisiejszych dziewczyn' oraz zastanowienie się przed wygłoszeniem maksymy o moim egoizmie, braku serca i nieustabilnej gospodarce hormonalnej.

Z Michałem-Marcinem poznaliśmy się w renomowanym liceum na kursie językowym, ewentualnie w pubie. Nie wyszło nam - cóż, nie umiałam być z człowiekiem, który nie traktował mojego zaangażowania poważnie, a w łazience spędzał więcej czasu niż ja. Syn Pani związał się potem z W, ale rzucił ją po dwóch miesiącach - zresztą i tak sypiał regularnie z X. Następnie Pani Antoś-Piotruś był z Y, klasową matematyczką, z którą zerwał po pół roku, oświadczając bez zażenowania, iż 'przeszkadza mu, że Y ma takich rodziców, jakich ma' - a rodzice Y są na rencie inwalidzkiej. Pani Mateuszka dobrze zna też Z, pamięta ją Pani? To ta, która wtedy nie zgodziła się na zabieg, dziś mama półrocznej Agnieszki. Ona akurat widuje Pani syna wcale często, cóż, urok mieszkania w tej samej dzielnicy.

Ależ ja wiem, że oni wszyscy w tym wieku są tacy, a większość jego kolegów z podwórka jest gorsza, wiem, to im, nie jemu należałoby tatuować na czołach: UWAGA! OSTATNI Z OSTATNICH - taki znak ostrzegawczy. Pani syn nikogo nie pobił, nikogo nie okradł, żadnej dziewczyny do łóżka wbrew jej woli nie zaciągnął. I maturę pięknie zdał, i na studia się dostał. Złoto, nie chłopak. Tak, to właśnie Pani Złoto-Synek siedział ze mną na ławeczce i między jednym a drugim papierosem raczył powiedzieć mi, że to go przerasta i że czuje się zmęczony tym wszystkim. 'Tym wszystkim' - czyli mną. 'Tym wszystkim' - czyli każdą dziewczyną, która ciut poważniej zaangażowała się w związek z nim.

I niech mi Pani nie mówi, że to dziewczyny krzywdzą chłopaków brakiem dojrzałości i zdecydowania, bo sama Pani wie, że to nieprawda. A jeżeli tym dwudziestoletnim skończonym egocentrykom ktokolwiek kiedykolwiek wyrządził krzywdę, to przede wszystkim ci, a właściwie te, które ich wychowały - ich matki, w tej liczbie i Pani. Matki - kobiety rocznik 1960+, które nie musiały o nic walczyć, które zdobycze rewolucji seksualnej dostały za free z Zachodu, jak wyprawkę komunijną. Kobiety, które były w stanie łączyć prowadzenie domu z pracą zawodową, które w chorym gospodarczo systemie zawsze zdobyły ten schab czy rajstopy, które potrafiły w TV obwieścić koniec komunizmu w Polsce - i które nie umiały nauczyć swoich Jasiów, Piotrusiów i Mareczków, że na ich potrzebach świat się nie kończy. Że Drugi Człowiek również ma emocje, które należy szanować. Mężatki, a równocześnie Samotne Matki (wszak ON był zawsze nieobecny, najbardziej wtedy, gdy tępo patrzył w ekran), które w synkach jedynakach lokowały uczucia należne mężom, partnerom i kochankom. I hodowały psychopatów.

Gdy jadę tramwajem/metrem/autobusem, przyglądam się Pani i Pani koleżankom - Pięknym Czterdziestoletnim z obwisłymi piersiami zdradzającymi troskliwe odchowanie kolejnych obywateli, wiozącym w siatkach świeże warzywa, chleb i gazetę. Och, jak mam ochotę czasem podejść i wysyczeć to, co zawieram w niniejszym piśmie: 'Ile dziewczyn do tej pory skrzywdził pani wychuchany syn? Z iloma lizał się na imprezie, by następnego dnia udawać, że nic się nie stało, że nie pamięta? Ile przekonał, że guma to syf, że po prostu wyjmie wcześniej? Ile razy nie oddzwonił, nie odpisał, nie pomyślał? Ile kurewstw jeszcze zrobi, zanim wreszcie dostanie od życia po dupie i MOŻE zrozumie rzeczy podstawowe, których pani nie raczyła mu w swoim czasie wytłumaczyć? Czy zrobiła coś pani, by synek, myśląc 'kobieta', nie miał skojarzeń z niańko-kucharko-sprzątaczką? Dlaczego nie nauczyła go pani, że kobieta jest człowiekiem takim jak on, nie automatem do zaspokajania jego i tylko jego potrzeb?'.

Ale na pewno się poznamy. Na proszonym obiedzie Pani własny syn przedstawi mnie Pani i małżonkowi. Akceptacji syn będzie szukał w Pani oczach, nie w moich. Będziemy siedzieć przy biedermeierowskim stole lub przy stole z Ikei, będziemy przeżuwać kurczaka, mizerię i sernik, a do mnie będzie powoli docierać to, co wiem już teraz - że będę taka jak Pani.

Bo mnie też kiedyś pojawienie się glutowatej, autonomicznej substancji pod żołądkiem zrewolucjonizuje parę istotnych dziedzin życia. Z tą różnicą - niech Pani słucha - że moja komórka jajowa nie zostanie zapłodniona na zakrapianej imprezie ani podczas powielania KPN-owskich ulotek, nie, moje jajeczko przyjmie nasionko w przerwie między jedną serią pigułek a drugą, przerwie planowanej z dwuletnim wyprzedzeniem w asyście lekarza położnika. (Wzdryga się Pani, gdy mówię o pigułkach? No cóż, niech Pani wie, że to dzięki Pani synowi regularnie wrzucam w siebie antykoncepcyjny syf, to Pani pociecha jest zdania, że najsmaczniejszy cukierek to ten bez papierka. Proszę wybaczyć, ale jeżeli temat Panią bulwersuje, to może pomówi Pani z synem?)

A zatem bez przypadku - zwłaszcza w jednej sprawie - ja będę mieć córkę, córkę, słyszy Pani? Nie wiem, jak to zrobię, ale, Boże dopomóż, tak zrobię, tak jak modlę się, by medycyna zdążyła pójść naprzód, bym mogła, gdy już będę gotowa, móc powiedzieć: NIE CHCĘ SYNA, i nie mieć syna, i nie zostać napiętnowana jako matka nie-Polka. Bo nie chcę, by jakakolwiek kobieta płakała z powodu mojego dziecka. Za dużo widziałam dziewczyn zawodzących dramatycznie: DLACZEGO?!-ON!!!-MI!!-TO!!-ZROBIŁ?! I wiem, że jak urodzę syna, nie powstrzymam go, by swym dwudziestoletnim ja nie zadawał innym bólu, czuję po prostu, że sama nie będę umiała wychować syna inaczej.

Ale wróćmy do podobieństwa między nami, bo patrzę na Panią i widzę, że Pani się też napłakała przez jakiegoś skurwiela. Takie rzeczy zostawiają trwałe ślady. Po Pani widać od razu: Pani kochała i nie była kochana. To naturalnie nie ma teraz znaczenia, a raczej nie miałoby - bo teraz też Pani kocha, kocha swego Krzysia-Adasia, kocha tak, jak kochała kiedyś JEGO, prawda? I tylko przez myśl Pani nie przejdzie, że Grześ-Michałek kocha Panią jeszcze mniej niż tamten. Od kogo miał się nauczyć Panią kochać?

Nie chcę wpisać siebie i Pani w stereotyp, iż nikt tak kobiecie nie dowali, jak druga kobieta. Proszę przeczytać ten list jeszcze raz - i spróbować ujrzeć w jego autorce nie rywalkę-złodziejkę, tylko młodą kobietę, która mogłaby Panią pokochać i szanować. Ujrzeć tę, którą - nie tak dawno - była również i Pani.

Z poważaniem.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Bo dziecko to kobieta sama ma yesamin 30.07.07, 22:15

    Niby taka jesteś nowoczesna, obcykana wychowawczo, prawa i sprawiedliwa, a nie potrafisz niczego innego poza tym, co zwykle robią ciołki aby sobie ulżyć w kompleksach - szukasz kozła »

  • te lamenty to tylko na pokaz r1234_76 24.08.07, 13:17

    osiemnastolatko,wszystkie te wypowiedzi o braku poszanowania uczuć można skierować w sdrugąstronę bez wielkich przeróbek. ja mam już trzydzieści lat, a nie udało mi sięspotkać dziewczyny, »

  • Dziewczyny nie badzcie głupiutkie madziu-tek7 24.08.07, 19:34

    Ja tez jestem dziewczyna i mam 17 lat wiec mozna powiedziec ze jestem głupiutkai łatwo mnie zbajerowac...ale na Boga!!!Swój rozum mam i nie rozumiem »

W numerze z 4 września