Skomentuj:
Komentarze (7)
-
Przez kilka miesięcy pracowałam jako psycholog w niby dobrym gimnazjum. Była tam dziewczynka (drugoroczna), która przez ok. pierwsze dwa miesiące nie chodziła do szkoły. Miała trudną sytuację rodzinną, finansową i obawiała się docinków i złego traktowania ze strony rówieśników. Po wizycie w domu udało się ją zachęcić do powrotu do szkoły. Nowa wychowawczyni nie kryła niezadowolenia: "tyle pracowałam na wysoką średnią klasy, a ona wszystko zepsuje". Co więcej "chwaliła się" w pokoju nuaczycielskim swoim żarcikiem: "słyszałam, że jesteś uczulona" "??" "na szkołę!". Nie sądzę, że po takim przyjęciu dziewczynka poczuła się bezpieczniej...
Poznałam nauczycieli, ktrórzy kierowali do mnie i do pedagoga "trudnych" uczniów i takich, którzy woleli z nimi walczyć. -
W pewnym stopniu zgadzam się z nauczycielką, autorką listu - sama jestem nauczycielem w szkole średniej (zespole szkół - szkoła zawodowa, liceum i technikum), do której w 80% przychodzi młodzież z problemami i też nie uważam, że należy wszystkich skreślać.
Ale....
1. Nauczyciele w szkole nie są specjalistami psychologami, socjoterapeutami. Nawet jeśli skończy Pani studia - nie będzie Pani takim specjalistą - do tego trzeba lat praktyki.
2. Trudny uczeń, pochodzący z rodziny z problemami to często osoba współuzależniona lub (w przypadku mojej szkoły) niejednokrotnie już uzależniona - taka osoba wymaga specjalistycznej terapii, terapii wymaga też jej rodzina - w szkole nie ma na to warunków - a nauczyciel często jest sprowadzany do parteru przez rodziców (to nie pani sprawa), uczniów (w ogóle nie chcą na ten temat rozmawiać, czemu trudno się dziwić). Jeśli jakiś nauczyciel się przejmuje i usiluje rozmawiać z osobami z opieki społecznej, te często zasłaniają się tajemnicą służbową, procedurami (temu też trudno się z jednej strony dziwić) - i tak procedury zamazują sedno problemu.
3. Młodzieży z różnymi problemami jest coraz więcej, natomiast etaty pedagogów, psychologów w szkołach się obcina (szkoła ma mniej niż x uczniów - pedagog ma 1/2 etatu, nieważne, że w tej szkole by się przydał - bo idą tam dzieci w większości z trudnych środowisk - ważne, że liczby się zgadzają)
No i ostatni aspekt - pisze Pani o 28-osobowej klasie, w której 5 uczniów sprawia problemy. Fakt, trzeba próbować pomóc tym uczniom. Ale nie zapominajmy o 23 pozostałych - oni też mają jakieś problemy (każdy je ma, a w wieku nastu lat problemy wydają się największe na świecie) - ale często na to, że chcą się czegoś nauczyć albo po prostu w spokoju przeżyć kolejny dzień w szkole - jakoś nikt nie zwraca uwagi, wszyscy rozczulają się nad 'biednymi łobuzami.'
Historia z mojej szkoły - uczeń po wyroku (czekający na miejsce w poprawczaku, jako niepełnoletni - 'chodził' do naszej szkoły, aż się miejsce nie zwolni...) przyszedł na 'gościnne występy" (tak to nazywamy, jak uczeń w szkole jest gościem). Narozrabiał, rozwalił parę lekcji a na przerwie dla 'zabawy' uderzył jednego ucznia w twarz. I co mi powiedział ten drugi uczeń - "Proszę pani, przyszedłem do szkoły, na lekcji trudno się było skoncentrować przez XY, a potem na zakończenie dostałem w twarz - jaka to motywacja dla mnie, żebym do szkoły przychodził"
Nie zapominajmy więc choć czasem o tych 23, którzy nie mają jedynek.... -
Ja mysle po półroczu, że nauczyciel chce miec posprzątane. Spokoj na lekcji. Jest jeden chlopak, ktory takie teksty sadzil, ze klasa ze mnie sie smiela. Popatrzylam, 9 niedostatecznych. Najgorszy! pieczątka od polowy wrzesnia. Szkoda dziecka. Mowię-umiesz notatkę zrobić, nawet dobrze, weź się w garść i popraw te oceny, dasz radę. Dziecko po jednej pochwale spokojne i dobre. Fakt na krótko, ale kto dał prawo go oceniać?Bo przeszkadza?:(
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX













