http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Problemy z uczniami, czy uczniowie z problemami?

Nauczycielka
06.02.2012 , aktualizacja: 06.02.2012 10:40
A A A Drukuj
My, nauczyciele, powinniśmy wiedzieć, jak środowisko wpływa na zachowanie i oceny ucznia
List
.
List
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy szkoła powinna wychowywać?

Tak. zadaniem nauczycieli jest nie tylko przekazywanie wiedzy dotyczącej przedmiotu, lecz również przekazywanie wartości
Tak, nie wszyscy rodzice potrafią wychować dziecko. Nauczyciele mają większe doświadczenie
Nie, od tego jest rodzina
Nie. Nauczyciel nie może brać na siebie takiej odpowiedzialności

Semestr pierwszy czas zakończyć. Wróciłam z rady pedagogicznej gimnazjum - męczarnia. Jestem wychowawczynią drugiej klasy (28 osób) w małej wiejskiej miejscowości. Mam pięciu uczniów drugorocznych (w tym roku doszło czterech). Średnia klasy z najlepszej w tamtym roku szkolnym spadła do najgorszej w szkole. Było mi przykro, kiedy omawiałam oceny swoich uczniów. Przykro nie przez nich, ale przez nauczycieli. 11 uczniów z ocenami niedostatecznymi. Wśród nich cztery osoby powtarzające klasę, sześć wychowujących się co najmniej bez jednego z rodziców (w grupie uczniów bez jedynek jest tylko jedna taka osoba!). Mających często do czynienia z przemocą psychiczną, fizyczną i z alkoholizmem w rodzinie. W tej grupie znajdują się również wszyscy ci z klasy, którzy mają zalecenia z poradni psychologiczno-pedagogicznej w związku z ich dysfunkcjami. Wiem, że ich zachowanie bywa często aroganckie i bezczelne, ale nie może być ono podstawą do wystawienia jedynki z przedmiotu. Nie chcę ich usprawiedliwiać. Mając minimum wiedzy z psychologii, my, nauczyciele, powinniśmy zdawać sobie sprawę, jak środowisko wpływa na zachowanie i oceny ucznia. Zainteresować się nim, jak ma tylko dwie-trzy jedynki, a nie po pięciu-sześciu stwierdzić, że szkoda czasu. Z jaką łatwością podcinamy im skrzydła, przelewając na nich swoje frustracje. Bo mamy nad uczniem władzę?

Mając 56 lat i ucząc matematyki, podjęłam studia z socjoterapii. ''A co ci to da?'' - zapytał zdziwiony dyrektor szkoły.

Reportaże, wywiady, portrety. Najciekawsze teksty roku Wysokich Obcasów">>


Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (7)

  • b.sceptyczna

    Oceniono 5 razy 5

    Przez kilka miesięcy pracowałam jako psycholog w niby dobrym gimnazjum. Była tam dziewczynka (drugoroczna), która przez ok. pierwsze dwa miesiące nie chodziła do szkoły. Miała trudną sytuację rodzinną, finansową i obawiała się docinków i złego traktowania ze strony rówieśników. Po wizycie w domu udało się ją zachęcić do powrotu do szkoły. Nowa wychowawczyni nie kryła niezadowolenia: "tyle pracowałam na wysoką średnią klasy, a ona wszystko zepsuje". Co więcej "chwaliła się" w pokoju nuaczycielskim swoim żarcikiem: "słyszałam, że jesteś uczulona" "??" "na szkołę!". Nie sądzę, że po takim przyjęciu dziewczynka poczuła się bezpieczniej...
    Poznałam nauczycieli, ktrórzy kierowali do mnie i do pedagoga "trudnych" uczniów i takich, którzy woleli z nimi walczyć.

  • mist3

    Oceniono 5 razy 1

    W pewnym stopniu zgadzam się z nauczycielką, autorką listu - sama jestem nauczycielem w szkole średniej (zespole szkół - szkoła zawodowa, liceum i technikum), do której w 80% przychodzi młodzież z problemami i też nie uważam, że należy wszystkich skreślać.
    Ale....
    1. Nauczyciele w szkole nie są specjalistami psychologami, socjoterapeutami. Nawet jeśli skończy Pani studia - nie będzie Pani takim specjalistą - do tego trzeba lat praktyki.
    2. Trudny uczeń, pochodzący z rodziny z problemami to często osoba współuzależniona lub (w przypadku mojej szkoły) niejednokrotnie już uzależniona - taka osoba wymaga specjalistycznej terapii, terapii wymaga też jej rodzina - w szkole nie ma na to warunków - a nauczyciel często jest sprowadzany do parteru przez rodziców (to nie pani sprawa), uczniów (w ogóle nie chcą na ten temat rozmawiać, czemu trudno się dziwić). Jeśli jakiś nauczyciel się przejmuje i usiluje rozmawiać z osobami z opieki społecznej, te często zasłaniają się tajemnicą służbową, procedurami (temu też trudno się z jednej strony dziwić) - i tak procedury zamazują sedno problemu.
    3. Młodzieży z różnymi problemami jest coraz więcej, natomiast etaty pedagogów, psychologów w szkołach się obcina (szkoła ma mniej niż x uczniów - pedagog ma 1/2 etatu, nieważne, że w tej szkole by się przydał - bo idą tam dzieci w większości z trudnych środowisk - ważne, że liczby się zgadzają)

    No i ostatni aspekt - pisze Pani o 28-osobowej klasie, w której 5 uczniów sprawia problemy. Fakt, trzeba próbować pomóc tym uczniom. Ale nie zapominajmy o 23 pozostałych - oni też mają jakieś problemy (każdy je ma, a w wieku nastu lat problemy wydają się największe na świecie) - ale często na to, że chcą się czegoś nauczyć albo po prostu w spokoju przeżyć kolejny dzień w szkole - jakoś nikt nie zwraca uwagi, wszyscy rozczulają się nad 'biednymi łobuzami.'
    Historia z mojej szkoły - uczeń po wyroku (czekający na miejsce w poprawczaku, jako niepełnoletni - 'chodził' do naszej szkoły, aż się miejsce nie zwolni...) przyszedł na 'gościnne występy" (tak to nazywamy, jak uczeń w szkole jest gościem). Narozrabiał, rozwalił parę lekcji a na przerwie dla 'zabawy' uderzył jednego ucznia w twarz. I co mi powiedział ten drugi uczeń - "Proszę pani, przyszedłem do szkoły, na lekcji trudno się było skoncentrować przez XY, a potem na zakończenie dostałem w twarz - jaka to motywacja dla mnie, żebym do szkoły przychodził"
    Nie zapominajmy więc choć czasem o tych 23, którzy nie mają jedynek....

  • kamalaska

    Oceniono 7 razy 3

    Ja mysle po półroczu, że nauczyciel chce miec posprzątane. Spokoj na lekcji. Jest jeden chlopak, ktory takie teksty sadzil, ze klasa ze mnie sie smiela. Popatrzylam, 9 niedostatecznych. Najgorszy! pieczątka od polowy wrzesnia. Szkoda dziecka. Mowię-umiesz notatkę zrobić, nawet dobrze, weź się w garść i popraw te oceny, dasz radę. Dziecko po jednej pochwale spokojne i dobre. Fakt na krótko, ale kto dał prawo go oceniać?Bo przeszkadza?:(

  • kamalaska

    Oceniono 12 razy -6

    Wie pani co, ja pierwszy raz uczę, historii, jestem w dodatku na początku czwartego miesiąca ciąż. Pierwszy rok pracy-z żalem patrzę, jak zdolny uczeń zawodówki daje nogę z lekcji, bo wiem że nigdy nie podciągnie się np z matmy. Obecności i dobre chęci-mówiłam, gdy arogancki mi przeszkadzał. Nie litować się-krzyczeli inni. Tak nie można się litować, co ciekawe do dziewczyn weszłam uprzedzona, nie do facetów. A faceci więcej mi dokuczali!Po prostu okazali wyrzuty sumienia, zdjęli czapkę i przeprosili. Laski do końca były bezczelne, dlatego nie pytałam tych, co mają dwa plus na tróję. Pani nazwie to władzą, ja sprawiedliwością. Szefowa nie będzie taka dobra jak pani od historii- powiedziałam raz do jednej awanturnicy- I co ksiązkami jej rzucisz? Będziesz bezczelna?
    Życie nauczy, pani gadanie to jak te liście z listopada. Serca szkoda!

    • k-a-s-i-a-online

      Oceniono 7 razy 3

      @kamalaska
      ale przecież w wychowaniu i kształceniu nie o litość chodzi! Skąd przyszło Pani do głowy, że ten chłopak "nigdy nie podciągnie się np. z matmy"? Jeśli nauczycielom zależy na swoich uczniach, to starają się ich zmotywować, stwarzają okazję, żeby uczniowie właśnie mogli się podciągać. Jeśli z góry już Pani zakłada, że dzieciak nie da rady, to on rzeczywiście przestanie nawet chcieć dawać radę.. .
      Pani definicja sprawiedliwości jest dość niejasna, natomiast porównywanie szkoły do późniejszej pracy zawodowej ("szefowa nie będzie tak dobra jak pani od historii") to już totalne nieporozumienie!
      "[...] powiedziałam raz do jednej awanturnicy- I co ksiązkami jej rzucisz? Będziesz bezczelna?" jeśli to jest Pani metoda mająca prowadzić do postępów w nauce, to nie sądzę, że się uda (aczkolwiek życzę powodzenia).
      Szkoda, że rodzice w masowych szkołach nie mają możliwości wyboru nauczycieli dla swoich pociech, szkoda też, że często ślepo wierzą w kompetencje nauczyciela, który ma przecież duży wpływ na kształtowanie ich dzieci.

    • mamwolne

      Oceniono 2 razy 0

      @k-a-s-i-a-online
      porównywanie szkoły do późniejszej pracy zawodowej ("szefowa nie będzie tak dobra jak pani od historii") to już totalne nieporozumienie!

      Dlaczego?

    • irakirakirak

      Oceniono 6 razy 4

      @mamwolne

      Bo to porównanie zrozumiałe tylko dla osoby, która przeszła przez jedno i drugie - szkołę i pracę. Dla ucznia jest tak abstrakcyjne jak fizyka kwantowa - nie tylko ze względu na brak doświadczeń zawodowych, ale ze względu na inny niż u dorosłego sposób myślenia i doświadczania rzeczywistości ze wszystkimi jej niuansami i współzależnościami. Nauczyciel powinien wiedzieć, że niezrozumiałymi dla ucznia analogiami/przykładami niczego mu nie wytłumaczy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX